Gatunek area control był pierwszym, od którego zacząłem swoją przygodę z nowoczesnymi grami planszowymi. Po nieco mniej popularnym Mare Nostrum drugim tytułem tego rodzaju na moim koncie był Szogun. Dość długo zbierałem się z zakupieniem własnego egzemplarza. Na tyle długo, że ostatecznie wersja PL zniknęła z rynku, więc zadowoliłem się wydaniem ENG.

Zawartość pudła z Szogunem

W dość pokaźnym opakowaniu znajdziemy całą masę drewnianych znaczników, trochę kart i żetonów, plaszetki graczy, sporych rozmiarów planszę oraz elementy, z których złożymy charakterystyczną wieżę. Porównując do ostatnio wydawanych gier typu Area Control szału nie ma. Nie znajdziemy tu figurek, a jedynie solidny, przyjemnie wyglądający produkt. Miłym zaskoczeniem jest również całkiem sprawnie działająca wypraska. Patrząc na same elementy Szoguna można sie zastanawiać czy warto wydać na nią 180zł. Po pierwszej rozgrywce wątpliwości już jednak nie ma.

Szogun pudło

Zasady (skrót)

Cel Szoguna jest prosty – posiadać jak najwięcej punktów zwycięstwa w czasie dwóch lat, składających się z rund reprezentujących poszczególne pory roku. W każdej turze gracze będą zagrywać swoje karty prowincji (zakryte) na planszetki w celu rozpatrzenia kolejnych akcji. Każda akcja będzie rozpatrywana tylko raz w każdej turze, tylko w prowincjach wybranych przez graczy. Kolejność akcji wyznaczana jest na początku każdej rundy. W czasie trwania rozgrywki będziemy również licytować kolejność wykonywania akcji oraz rozpatrywać wydarzenia. Punkty zdobywamy za każdą posiadaną prowincję, za każdy budynek oraz posiadanie największej liczby budowli danego rodzaju w regionie.

Wrażenia

Szogun nie do końca jest tym, co lubię w grach Area Control. Przede wszystkim, wbrew pozorom, nie jest aż tak mocno nastawiony na walkę. Z prostej przyczyny – niewiele mamy z tego korzyści. Każda kolejna prowincja daje nam zaledwie jeden punkt na koniec gry, do tego trudniej jest nam wyżywić mieszkańców naszej strefy wpływów. W Szogunie każdy ruch i każdą walkę trzeba skalkulować. Uderzanie dla samego uderzania mija się z celem, za naszymi posunięciami muszą kryć się korzyści. A tych jest sporo. Możemy przejąć budynki wybudowane przez innego gracza, zdobyć bogatą w zasoby prowincję czy po prostu zająć strategiczną pozycję na mapie globalnej.

Szogun zawartość

Samą walkę można zaś kochać, bądź nienawidzić. Autor Szoguna zdecydował się na wykorzystanie charakterystycznej wieży. W czasie walki wrzucamy do niej drewniane sześciany reprezentujące nasze wojska. Rozpatrujemy tylko te, które z niej wyleciały, porównując liczebność naszych oddziałów. Pozostałe… no cóż, mogą w przyszłości reprezentować posiłki „znikąd”. Osobiście uwielbiam wieżę w Szogunie, bo jest wręcz generatorem emocji.

Bardzo ciekawie wypada również faza planowania. Na początku każdej tury znamy jedynie kolejność połowy akcji. W ten sposób gra zmusza nas niejako do podejmowania ryzyka, przez co mogą zdarzyć się sytuacje, przez które będziemy w ciemnym tyłku. Z drugiej strony, ryzyko potrafi popłacić. Nie raz, nie dwa możemy w ten sposób pokrzyżować plany naszych przeciwników.

Szogun wieża

Istotna jest także licytacja kolejności wykonywania akcji. Nie zawsze warto być pierwszym graczem, czasem lepiej taktycznie przeczekać zawieruchę i dopiero wtedy wprowadzić swoje wojska w bój.

Czas trwania gry, skalowanie, regrywalność

Pudełko informuje nas o 90-120 minutach gry, jednak bardzo dużo zależy od współgraczy. „Myśliciele” mają tendencję do nadmiernego przedłużania fazy planowania, przez co mogą się zdarzyć partie trwające nawet pod 3 godziny. Plus taki, że każdy kolejny gracz nie wydłuża aż tak rozgrywki. Jasne, musimy rozpatrzeć jego akcję ruchu, ale wrzucenie kości do wieży nie trwa długo :-) Grać możemy od 3 do 5 osób. W każdym składzie gra się naprawdę dobrze.

Szogun planszetki

Regrywalność Szoguna jest właściwie nieograniczona, zwłaszcza jeśli decydujemy się na wariant z losowaniem prowincji przed grą. Owszem, możemy skorzystać z domyślnego zestawienia prowincji dla graczy, jednak to właśnie randomowy wybór jest ciekawszym rozwiązaniem. Kolejność wykonywania poszczególnych akcji również jest zmienna, dlatego niemal niemożliwe jest trafienie na dwie identyczne rozgrywki. Do tego mamy dwustronną planszę, lekko zmieniającą sytuację na stole.

Troszkę szkoda, że poszczególnie daimyo nie posiadają jakichś zdolności, jednak rozumiem, że mogłoby to sprawić problemy z balansem.

Podsumowanie

Uwielbiam Szoguna, moim zdaniem jest to jedna z najlepszych gier Area Control, jakie kiedykolwiek wydano. Mocne słowa, prawda? Proste zasady, sporo możliwości taktycznych, niezłe wykonanie, w miarę szybka rozgrywka… czego chcieć więcej? Dodatkowo, o ile jest to dla kogoś atutem, gra jest niezależna językowo. Dlatego też nie jest konieczne posiadanie rodzimej wersji językowej. Tym bardziej, że zrezygnowano już z dodruków gry i osiąga ona zdecydowanie za wysokie ceny na rynku wtórnym. Poza tym możemy rozejrzeć się także za innymi „wersjami”, bowiem na tych samych zasadach oparto Wallensteina oraz niedawno wydane Immortals. Z tego co się orientuję różnice w pomiędzy Szogunem a Wallensteinem są minimalne, Immortals niestety w momencie pisanie tego tekstu nie miało odpowiedniego gameplayu.

Szogun mapa

Krótko mówiąc, dla mnie Szogun to gra must have. Jeśli tylko macie okazję kupić to nie zastanawiajcie się zbyt długo. Oczywiście krążą legendy, że komuś się ten tytuł nie spodobał, ale szczerze mówiąc – nie znam takich osób.

EGZEMPLARZ WŁASNY

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!