Wokół Quantum Break było wiele szumu nieustannie podsycanego przez Microsoft, promującego tytuł, jako perełkę na wyłączność Xbox One. Od 2014 roku systematycznie na każdej większej imprezie branżowej bombardowano nas newsami, choć ostatecznie to, co miało uskrzydlić ofertę konsoli zapowiedziano również dla PC.

O Quantum Break powiedziano chyba już niemal wszystko. Za projekt opowiada studio o fińskich korzeniach Remedy, mające na swoim koncie Max Payne’a i Alan Wake’a – obie pozycje zapisały się w historii branży w sposób znaczący. Dlatego z nadchodzącą wielkimi krokami nowością wiązałem wielkie oczekiwania, mając nadzieję na soczystą grę akcji, zwłaszcza że na tworzeniu wciągających historii studio zna się jak żadne inne.

Jaki zatem uzyskaliśmy efekt finalny? Cóż, jak to bywa w przypadku pozycji z rozdętym marketingiem jednoznaczna odpowiedź jest bardzo trudna. Gra na swój sposób jest dość nierówna, dlatego wydaje się najlepszym rozwiązaniem przedstawienie w kilku puntach, co się podobało, a co nie.

Co było na plus

Zdecydowanie największym atutem Quantum Break jest wciągająca historia. Ludki z Remedy już mieli okazję udowodnić, iż znają się na pisaniu dobrych scenariuszy. Nowa historia zaczyna się dość zwyczajnie. Wcielamy się w postać Jacka Joyce odwiedzającego kampus uniwersytecki w Riverpoint na zaproszenie swojego przyjaciela Paula Seremana, pracującego dla korporacji Monarch Solutions. Ciepłe przywitanie, przyjacielska rozmowa, a także przechwałki na temat ostatnich osiągnięć nie zapowiadały tego, co miało wydarzyć się w najbliższych minutach, decydując nie tylko o przyszłości Jacka, ale i losach całego świata.

quantum-break_recenzja_02

Mówiąc w dużym skrócie Monarch korzystając z ogromnego kapitału i wiedzy, co mądrzejszych głów uniwersytetu – w tym także brata głównego bohatera Willa Joyce – stworzyła działającą maszynę czasu. Pierwsze próbne uruchomienie miało za cel pokazania, że eksperyment zakończył się sukcesem i jest w pełni bezpieczny, ale na temat podróży w czasie oraz ich konsekwencji odmienne zdanie miał Will, pojawiając się niespodziewanie w ostatniej chwili. Potem następuje kryzys, wkracza prywatna armia Monarchu, zaczyna się zamiatanie niewygodnych faktów pod dywan, a Jack staje się wrogiem publicznym numer jeden. Żeby było zabawniej na dodatek czas, jak na złość musiał ulec „popsuciu”, co prawdopodobnie doprowadzi do końca świata. Słowem dzień, jak co dzień.

Póki, co może to wszystko brzmieć trywialnie, ale w praktyce Remedy przedstawiło pasjonującą opowieść, wciągającą od pierwszych chwil. Setki faktów zbieranych przez gracza, fabularne zakręty i zwroty akcji, plus nieliniowe wybory dokonywane pod koniec każdego rozdziału powodują, że do gry podejdziemy na pewno więcej niż jeden raz.

quantum-break_recenzja_03

Główne role odgrywają Dominic Monaghan i Aidan Gillen, choć to niejedyne gwiazdy srebrnego ekranu, jakie zobaczymy w trakcie zabawy. Aktorów mniej i bardziej znanych, których będziemy kojarzyć choćby z najpopularniejszych seriali jest całkiem sporo. Przeniesieni w wierny sposób do cyfrowego świata użyczyli swoich talentów aktorskich nie tylko podkładając głosy. Pomiędzy każdym rozdziałem gry czeka na nas dwudziestominutowy odcinek serialu, opisujący szerzej niektóre fragmenty fabuły. To jak potoczy się ów serial zależy od nas i naszych wyborów, jakie poczynimy w trakcie rozgrywki. Płynne przejście między dwoma formami narracji wyszło nadzwyczaj dobrze. Można powiedzieć, iż tak „filmowej” gry nie udało się nawet stworzyć samemu Hideo Kojimie.

Jednym słowem mamy klimat pisany przez duże „K”. Z drugiej strony mamy jeszcze aspekt samego gameplay’u. Nasz bohater wyniku splotu wydarzeń uzyskuje coś na wzór super mocy – potrafi kontrolować czas. Oczywiście w dość zawężonym stopniu, ale przedstawione pomysły autorów urozmaicają rozgrywkę, w dużej mierze przypominającą klasycznego Max Payne’a. Jeśli jesteśmy „tradycjonalistami”, to polegać będziemy głównie na konwencjonalnym uzbrojeniu i czystej sile perswazji kalibru 5.56mm, lub pokusimy się o opanowanie wachlarza umiejętności, gdzie tworzenie kuloodpornych sfer, zatrzymywanie czasu na krótką chwilę czy przemieszczanie się w ułamku sekundy jest na porządku dziennym. Moce możemy jeszcze rozwijać znajdując ukryte „doładowania”, ale przejście gry z bazową postacią nie powinno sprawić nam większych problemów.

Co było na minus

Quantum Break stawia na mocne uderzenie w postaci filmowej akcji, to też jak w poczciwym Max Paynie zużyjemy tonę amunicji. Warto zaznaczyć, że wymiana ognia z przeciwnikami jest bardzo satysfakcjonująca. Żołdacy na usługach korporacji Monarch nie są tarczami strzelniczymi, starając się działać zespołowo, obchodzić nas z wielu stron, wspierając się ogniem zaporowym itd. W trakcie walki otoczenie w ograniczonym zakresie, ale jednak ulega destrukcji, a system automatycznych osłon działa na ogół dość sprawnie. Co zatem jest nie tak?

Wielokrotnie zdarzało się, iż nasza postać skrywając się samodzielnie czyni to tak niefortunnie, że nadal jesteśmy narażeni na ostrzał wrogów, gubiąc cenne punkty życia. Ponadto Jack jest drętwy jak belka! Jego wachlarz ruchów jest strasznie ograniczony, o czym świadczy choćby brak możliwości prowadzenia ognia zza osłony. Bywa też, że potyczki szybko zamieniają się w chaotyczny cyrk. Brak tu finezji i podejścia do detali, jakiego doświadczyliśmy choćby w Max Payne 3. Innymi słowy nawet, jeśli Quantum Break wizualnie wpisuje się w nową generację, to ogólnie gameplay nie powala, pozostając w tyle ładnych parę lat.

quantum-break_recenzja_04

Kiedy mówimy już o technikaliach słowem warto wspomnieć jak gra wygląda i działa na komputerze, bo taką wersję ostatecznie przyszło nam testować. Modele postaci, a zarazem przerywniki z nimi związane na enginie to najwyższa klasa. Nie gorzej prezentują się poziomy, szczególnie, gdy już rozwijamy wątek po „incydencie” natrafiając na miejsca, gdzie czas uległ zepsuciu, przedstawiając świat jak w stop klatce. Mówiąc ogólnie jest, na czym zawiesić oko, a gdy już wchodzimy w tango z najemnikami wióry będą sypać się gęsto.

Niestety mimo takich pozytywów mamy wiele niedoróbek wizualnych, skutkujących dziwnymi efektami, gubieniem tekstur itd. Najgorsze jednak przed nami – optymalizacja woła o pomstę do nieba. Tytuł ograliśmy na sprzęcie uzbrojonym w i5-4460 i fabrycznie podkręconego GeForce GTX 760 Striker, na którym obszerny Wiedźmin 3 nie miał większych problemów, a Quantum Break grymasił ze swoimi „tunelowymi” poziomami – co swoją drogą jest też niezmiernie rażące. Największej bolączki dostarcza utrzymanie stabilnego frame-rate i dopóki nie posiadamy GPU z najwyższej półki, załatwiając sprawę „brutalną mocą obliczeniową”, to będzie ciężko.

Słowem podsumowania

Fabularnie mistrz absolutny. Gameplay’owo przeciętniak. Mimo tych i innych mankamentów polecam szczerze Quantum Break, bo mimo całego niezdrowego hype’u pompowanego przed premierą i tworzenia oczekiwań na wyrost, otrzymaliśmy kawałek solidnego kodu. Faktem jest, że nie możemy kontrolować czasu w sposób, jaki to sobie wyobrażaliśmy, ale ile już gier obiecywało złote góry jawiąc się niczym następny krok w rozwoju branży, a wychodziło ostatecznie nad wyraz zwyczajnie.

Najważniejsze jednak jak odbieramy grę, a tu najnowsze dziecko Remedy daje wiele radości z zabawy, łącząc w sposób innowacyjny niektóre nietypowe elementy rozgrywki z wirtualnym serialem, który gwarantuje, że pochłonie Was bez reszty.

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej