Shadow of the Tomb Raider to zakończenie wspaniałej trylogii i jednego z najlepszych restartów serii w dziejach. Przyznaję, że gdy pojawił się Tomb Raider w 2013 roku, nie dawałem mu większych szans. Moja przygoda z Larą zakończyła się na (ciągle niezłym) The Last Revelation w 1999roku a następne części wydawały mi się karykaturą samych siebie. Gdy jednak pod naciskiem znajomych sięgnąłem po „nowożytną” część i zniknąłem na kilka dni.

Niewiele lepiej było przy okazji Rise of the Tomb Raider, który okazałą się opowieścią pod każdym względem lepszą – bardziej rozbudowaną, z ciekawszą fabułą i oczywiście piękniejszą grafiką. Teraz do moich rąk trafiła ostatnia część i miałem wobec niej spore obawy.

Shadow of the Tomb Raider

Ile razy można zrobić dobrą grę?

Pytanie niby retoryczne, ale w pełni uzasadnione. Trylogie to trudny temat – zarówno dla twórców jak i odbiorców. Trudno powiem ulepszać coś za każdym razem tak, by podnosić poprzeczkę. Każdy z nas ma w pamięci choćby Mass Effect, gdzie trzecia część spotkała się już z chłodniejszym przyjęciem. Z kolei Wiedźmin udowodnił, że się da.

Shadow of the Tomb Raider rozpoczyna się od solidnego uderzenia. Dużo się dzieję jednocześnie sprytnie wplatając w to samouczek. Ot, Lara na początku popełnia straszną gafę niczym amatorka i wplątuje się w prawdziwą apokalipsę, z której na początku nie zdaje sobie sprawy. Potem jest już ciut spokojniej, jednak jest to schemat znany z poprzednich dwóch części. Mamy trochę czasu na spokojną eksplorację i poznawanie okolicy. Czy to źle? Moim zdaniem absolutnie nie. Zwiedzanie grobowców, jaskiń czy podziemnych korytarzy było znakiem rozpoznawalnym serii od zarania dziejów. A muszę przyznać, że zagadki stawiane przed graczem potrafią naprawdę zmusić do myślenia. Twórcy nie poszli na proste kopiuj-wklej schematu z poprzednich części. I tak czasem trzeba będzie coś przestawić, innym razem pobiegać po ścianach, czasem zanurkować a czasem wszystko na raz. To jedne z najlepiej zrealizowanych elementów w całej trylogii.

Shadow of the Tomb Raider

Ruchy Lara! Ruchy!

Nasza bohaterka w tej części jest już dojrzałą, ponad dwudziestoletnią kobietą pełną wątpliwości i rozterek (także życiowych). Przyznaje, że model postaci najładniejszy był w pierwszej części trylogii, gdy Lara była ciut młodsza, jednak ten tutaj nie jest najgorszy. SotTR został całkiem fajnie zbudowany wymuszając na graczu znacznie częstszego korzystania z łuku oraz skrytobójstwa. Owszem, strzelba, pistolet czy karabin cały czas są dostępne ale… no nie chce się z nich korzystać. Teraz można wytaplać się w błocie by skutecznie chować się w krzakach lub przemykać się wzdłuż błotnistego zbocza. Do tego można sprawdzić, czy wróg, którego planujemy się pozbyć jest sam, czy z towarzyszami. To w pakiecie z umiejętnościami z poprzednich części tworzy naprawdę solidny wachlarz umiejętności sprawiając, że prowadzenie bohaterki jest przyjemniejsze jak nigdy wcześniej. Muszę jednak uczciwie przyznać, że inteligencja przeciwników czasem szwankuje i bywają głupi jak but. Kilkakrotnie zdarzyło się, że patrzyli na mnie krzycząc „gdzie ona jest!”. To jednak drobne mankamenty, nie odbierające mi przyjemności z rozgrywki.

Mówiąc o umiejętnościach nie sposób nie wspomnieć o drzewku umiejętności. I tak w tej części możemy tworzyć własne przebrania, które wymagają jednak od nas zbierania masy rzeczy po drodze. Mam wrażenie, że to jest delikatnie przesadzone i monotonne.

Shadow of the Tomb Raider

Tutaj. Jest. Pięknie.

Każda część Tomb Raidera była zachwycająca. Ale to co twórcy odstawili w ostatniej odsłonie dosłownie odbiera dech w piersiach. Gra wygląda fantastycznie nawet na podstawowej wersji PS4 i chciałoby się wycinać ekrany tylko po to by kolejne widoczki ustawiać sobie jako tapetę lub drukować jako obrazy do salonu. Tym razem trafiamy do Peru i tę kulturę czuć tutaj dosłownie w każdym zakątku. Gęste zarośla, góry, zbocza, rzeki, zbiorniki wodne czy grobowce – to wszystko jest cudownie zrealizowane. Do tego przerywniki filmowe, które zwyczajnie są iście Hollywódzko zrealizowane i od których trudno się oderwać. Do tego świat gry częściowo jest konfigurowalny. Przed rozpoczęciem rozgrywki możecie wybrać np. poziom trudności w eksploracji i zrezygnować z białej farby oznaczającej ściany czy poręcze, których można się chwycić.

Shadow of the Tomb Raider

Smaczki i drobnostki

Nie sposób również pominąć tutaj pewne smaczki przygotowane przez twórców. Na pewnym etapie gry możemy się wcielić w dwunastoletnią Larę a w ramach przebrania możemy wybrać model postaci z Tomb Raider 2 albo Angel of Darkness. To strasznie fajny bajer, który przyjemnie łechce naszą nostalgię do tych tytułów jednocześnie pokazując jak wielki dokonał się skok w rozwoju serii. Takich smaczków jest więcej i zachęcam każdego do odkrywania ich.

Shadow of the Tomb Raider

Lara daje radę!

To zdecydowanie najlepsza część przygód Lary z całej trylogii. Trudno się od niej oderwać a konstrukcja tytułu, opcje trudności, znajdźki, jaskinie czy grobowce zachęcają do jego wielokrotnego przejścia co też robię. Gdy przed premierą twórcy chwalili się, że to najbardziej rozbudowana część brałem ich obietnice przez palce. Dzisiaj przyznaję im rację z nieukrywaną satysfakcją przyznając im znak jakości. Jeśli jeszcze nie masz swojego egzemplarza – to masz doskonały powód by to nadrobić.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!