Studio Undead Labs ponownie zabiera nas do postapokaliptycznego, zdewastowanego plagą zombi świata. Tym razem za sprawą State of Decay 2. Gry, w której głównie skupimy się na zakładaniu i utrzymaniu bezpiecznej ludzkiej osady, będącej wolną od zakażonych enklawą.

Podróż rozpoczynamy od wyboru unikalnej pary bohaterów. Do wyboru jest kilka “zestawów”, różniących się od siebie statystykami (np. walka wręcz, strzelanie, wytrzymałość, cardio) i genezą swojej znajomości, jednak to pierwsze ma faktyczne odzwierciedlenie w dalszym prowadzeniu rozgrywki, sprawiając, że na początku przygody nasza postać będzie mogła, na przykład, lepiej radzić sobie z okładaniem zombiaków maczetą po głowie, lub z długimi biegami do bezpiecznej bazy. Po szybkim przejściu samouczka, który wprowadza nas w podstawowe tajniki sterowania i przedstawia prawa jakim rządzi się opanowany przez chorobę świat, przychodzi czas na grę właściwą. Najpierw wybieramy rejon, w który udamy się w poszukiwaniu miejsca na nową osadę, potem gra nas w ten rejon wyrzuca i każe przejąć budynek odpowiedni do założenia bazy, który od tej pory będziemy rozbudowywać i chronić przed okazjonalnymi nieumarłymi gośćmi.

Zbieractwo jest tym, co będziemy robić przez większość czasu rozgrywki w State of Decay 2. Zbieractwo surowców i materiałów budowlanych. Zbieractwo lekarstw dla chorych, broni i amunicji dla nieuzbrojonych. Benzyny dla tych niezatankowanych. Zbieractwo dla ukończenia “zadań”. Nawet jeśli będziemy obijać zarażone łby kilofem, strzelać karabinem czy jeździć samochodem, to i tak wszystko robimy dla zbieractwa. Zbieractwa, rozbudowywania bazy i pilnowania odpowiednich statystyk. I zbieractwo w State of Decay jest zrobione dobrze. Momentami od gry naprawdę ciężko się oderwać, odwlekając odłożenie pada na kolejne pięć minut – w myśl zasady “odwiedzę jeszcze tylko kilka miejsc”. Sama mechanika jest bardzo dobrze przemyślana. Nie możliwe jest pojedyncze wyjście na piechotę, z samym plecakiem, i ogołocenie połowy dostępnego rejonu (ten jest całkiem spory). Ba! zdarza się, że będziemy mieli problem przejąć surowce z pojedynczego budynku.

State of Decay 2 – pojemność mocno ograniczona

Początkowy plecak ma jedynie 6 wolnych pól, które momentalnie się zapełniają, toteż niezbędne jest stałe korzystanie z samochodu nie tylko z powodu znacznych odległości, ale także dzięki dostępowi do bagażnika, bardziej pojemnego niż plecak. Konieczne jest też stałe monitorowanie stanu pojazdu, gdyż te zużywają paliwo i psują się. Bo nocny, kilkukilometrowy spacer do bazy, z obładowanym plecakiem i ciężką torbą na ramieniu, z podążającymi naszym śladem zombiakami nie skończy się dobrze. Szybko opadniemy z sił, damy się ugryźć, skończą się bandaże i… trzeba będzie sięgnąć po kolejną postać.

Co w State of Decay 2 gra słabo to ogólna otoczka fabularna. Historia jest żadna, geneza bohaterów bez znaczenia, relacji między nimi nie ma, a same dialogi są spłycone do poziomu tych z darmowych azjatyckich gier MMORPG. Nie przeszkadza to bardzo, ale trochę spłyca rozgrywkę, czyniąc ze State of Decay 2 grę o nijakich wirtualnych ludzikach, które szukają po mieście puszek. Przez to State of Decay jest dość specyficzne. Jeśli szukacie głębokiej i poruszającej gry o zombiakach, która poza szlifowaniem wirtualnych umiejętności przetrwania, mocno was przestraszy to mocno się zawiedziecie i znudzicie po zaledwie godzinie. Jeśli nie potrzeba wam tej głębi, to utoniecie w rozgrywce na długie godziny. Chodząc, zbierając, rozbudowując. Warto nadmienić – gra ma opcję multiplayer, więc to wszystko o czym napisałem wcześniej, możecie robić w trybie współpracy, np. ze znajomym, a wtedy, to już naprawdę przygoda godna polecenia.

Za udostępnienie gry dziękujemy firmie Kinguin

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!