Japońskie gry to bardzo niszowy rynek na zachodzie. Jednak dzięki usilnym prośbom graczy kolejne mniej lub bardziej znane produkcje z Kraju Kwitnącej Wiśni otrzymują bardziej zrozumiałe lokalizacje. W ostatnim czasie grupą, która miała powody do świętowania byli fani serii Yakuza serwowanej od lat przez SEGĘ. Po prawie dwóch latach na sklepowe półki trafiła angielska wersja przygód Kazumy Kiryu — Ryū ga Gotoku Zero: Chikai no Basho, czyli Yakuza 0.

Yakuza 0

Tym razem otrzymaliśmy prequel całej historii. Przedstawiona opowieść zaczyna się w 1988 roku, czyli prawie dekadę przed wydarzeniami znanymi z Yakuza (PS2). Sega pokazując nam początki głównych bohaterów cyklu, zyskała dwa istotne plusy. Pierwszy to pewne przyciągnięcie nowych graczy, którzy mogliby zgubić się w dość zawiłym scenariuszu, drugi to dodatkowy czas na doszlifowanie skomplikowanej fabuły Yakuzy 6 i wypełnienie luki wydawniczej pomiędzy piątą, a szóstą odsłoną sagi Smoka z Dojimy. Dzięki Zero poznajemy motywy bohaterów, to jak dorastali i jak wiodło ich przeznaczenie. W tej części relacje pomiędzy poszczególnymi postaciami są dopiero nawiązywane, dzięki czemu jest to idealny moment na zaznajomienie się z kolejnymi częściami serii. Ponadto w lecie tego roku spodziewać możemy się remastera kultowej jedynki.

Yakuza 0

W końcówce lat osiemdziesiątych Kraj Wschodzącego Słońca przeżywał istny bum ekonomiczny. Każdy rozdział marki posiada swojego rodzaju motyw przewodni, tym razem jak łatwo się domyślić są to pieniądze. Wszystko opływa w bogactwa, luksusy i tony śmieci. Znane z poprzednich części Kamurocho oparte na prawdziwym Kabukicho to stolica przyziemnych zachcianek, alkoholu i kobiet do towarzystwa. Yakuza 0 w pełni oddaje klimat japońskiego nocnego życia, a zarazem jest to z pewnością jeden z najlepszych (o ile nie najlepszy) element całości. Fabuła tym razem skupia się tylko na dwóch bohaterach. Twórcy podzielili scenariusz na dwie przeplatające się historie rozgrywające się w tym samym momencie. Na pierwszy ogień idzie dopiero co wcielony do struktur japońskiej mafii — Kazuma Kiryu. Naszym obowiązkiem jako podrzędnego żołnierza. I tak w trakcie rutynowego ściągania długu nasz młody bohater wplątuje się w morderstwo, co więcej sam zostaje głównym podejrzanym, przy okazji przykuwając uwagę policji na poczynania Yakuzy. Jak zwykle SEGA nie zawodzi. Otrzymujemy świetnie napisanych bohaterów, których kierują często pozytywne pobudki i cechy kontrastujących na tle przestępczego półświatka. Bardzo dobrze przedstawiona, wciągająca intryga ukazująca wewnętrzną politykę i konflikty w samym sercu rodziny. Bogaty scenariusz przeplata humor (czasem nawet absurdalny) wraz z powagą, a nawet smutkiem.

Yakuza 0

Yakuza 0 to kolejna ewolucja rozgrywki znanej z dotychczasowych odsłon. Półotwarty świat, elementy chodzonej bijatyki oraz jRPG to dobrze znane cechy serii Yakuza. Jedną część gry spędzimy na bieganiu po zaułkach, tłukąc na kwaśne jabłko opryszków i awanturników, korzystając z sześciu stylów walki (po trzy na każdego z bohaterów). Oczywiście nie zabrakło możliwości rozwoju postaci — kolejne umiejętności i kombinacje ciosów wykupimy za zbieraną w trakcie zabawy gotówkę. Same pojedynki są efektowne i płynne, a co za tym idzie bardzo przyjemne. Nie zabrakło też zadań pobocznych, czasem kompletnie absurdalnych jak rozbicie szajki handlarzy używaną damską bielizną.

Yakuza 0

Druga bardziej obszerna część gry to aktywności dodatkowe, z których słynie marka. Odpoczywając od głównej linii fabularnej, możemy dosłownie utonąć w minigrach, a także prowadzeniu firmy skupującej nieruchomości. Zacznijmy jednak od tych pierwszych. Bilard, kręgle, dart, automaty arcade to wierzchołek góry lodowej. Dalej znajdziemy baseball, hazard, dyskoteki, a także walki skąpo ubranych dziewcząt. Nie zabrakło też treści dla koneserów filmów dla dorosłych. Filmy typu soft core odblokujemy, zbierając karty telefoniczne. Ciekawostką jest także możliwość rozgrywki wieloosobowej (kanapowo lub przez sieć) w niektórych minigierkach. Motyw ekonomiczny w Yakuza 0 jest nad wyraz istotny. Naszym zadaniem jest przejmowanie kolejnych punktów oraz zwiększanie ich rentowności, dążąc oczywiście do monopolu. Suma sumarum, na nudę narzekać nie można.

Yakuza 0

A skoro mówimy o narzekaniu, oryginalne japońskie wydanie Yakuzy 0 zaliczyło premierę na konsolach PlayStation 3 oraz PlayStation 4, co od razu sugeruje pewne kompromisy. Niestety w rzeczywistości jest jeszcze gorzej. Brak fizyki, ekran wczytywania za kolejnym, brak dynamicznego oświetlenia to tylko niektóre bolączki rodowodu pamiętającego czasy PlayStation 2. Wersja PS4 idealnie trzyma 60 klatek na sekundę, ale co z tego, jeśli silnik jest w stanie doczytać detale otaczającej nas mapy dopiero kilka metrów przed kierowanym przez nas bohaterem? Co więcej, nasze otoczenie nie należy do dużych otwartych światów. Mimika i grafika części drugo i trzeciorzędnych postaci straszy niskim budżetem i brakiem dopracowania. Przez to wszystko nowa Yakuza jest najzwyczajniej brzydka. Niestety obecny tutaj silnik i reszta archaizmów muszą w końcu przejść na zasłużoną emeryturę. Cóż, jeśli warstwa techniczna i oprawa graficzna leżą, to może chociaż muzyka trzyma poziom? Lata osiemdziesiąte, a raczej ich końcówka to ogromny potencjał. Czy udało się wykorzystać ten wdzięczny okres? Niestety i tu spotyka nas rozczarowanie. Pomijając minigry typu karaoke to oprócz kilku konkretnie skomponowanych melodii wykorzystanych do urozmaicenia bójek, twórcy wrzucili do gry ochłap w postaci kilku granych w kółko utworów.

Yakuza 0

Yakuza 0 to pełna zawartości przygoda w Japonii lat 80., oferująca wyjątkowo przyjemny i satysfakcjonujący model walki, która wystarczy spokojnie na kilkadziesiąt godzin gry. Nie zapominajmy też, że oferowany przez SEGĘ tytuł to przede wszystkim ciekawa i niepowtarzalna fabuła, która bardzo dobrze wprowadza w świat japońskiej mafii, o ile tylko przymkniemy oko na archaizmy i zacofaną technologię.

Za udostępnienie kopii gry do recenzji dziękujemy firmie CENEGA.

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej