Niechaj podsumowaniem mojej przygody z Just Cause 3 będzie to, że musiałem sprawdzić, czy moja recenzja poprzedniego „dzieła” Avalanche Studios, a więc Mad Maxa, przypadkiem nie zaczynała się tak, jak pierwotnie chciałem rozpocząć ten tekst.

A właściwy początek brzmi już tak: wydmuszkami nazywam dzieła rozrywki, w których szeroko-rozumiana warstwa wizualna dominuje nad wszystkimi innymi, często maskując brak jakichkolwiek innych walorów. Jest to sprawa o tyle zdradliwa, że twórcy decydując się na stworzenie czegoś łapiącego się w szerokie ramy tego terminu, zmniejszają prawdopodobieństwo że produkt naprawdę spodoba się publice, bowiem sukces zależy od tego, czy klimat w danym tekście kultury przypadnie konsumentom do gustu. W taki sposób często rodzą się filmy z gatunku „pokochaj lub znienawidź”, jak Drive, Grand Budapest Hotel czy cokolwiek od Burtona, w których sam musisz się zastanowić czy wybijające się na pierwszy plan cechy dzieła bawią cię, czy może drażnią.

2015-12-31_00003

Podobne zjawisko można zauważyć w grach, choć jest ono z pewnością trudniejsze do zdefiniowania. Z tego co wyczytałem, istnieje spora grupa ludzi, którzy zakupili Just Cause 3 i czuli się usatysfakcjonowani, argumentując swoje zadowolenie „ogromnym światem do zwiedzenia”, „imponującą rozwałką” czy „niczym nieskrępowaną zabawą”. Ciężko się z tymi niewątpliwymi walorami nie zgodzić, ale to, czy JC3 jest grą dla Was można odkryć w bardzo łatwy sposób: zadajcie sobie pytanie, czy w Waszych oczach są to fundamentalne wyróżniki bardzo dobrej gry z otwartym światem.

Standardowo dla serii wcielamy się w Rico Rodrigueza – byłego agenta wywiadu USA, z południowo-amerykańskiej urody przypominającego Antonio Banderasa, posiadającego zdolności do wyprawiania cudów z pojazdami i swoją ikoniczną linką z hakiem. W tej odsłonie, do niezbyt szerokiego wachlarza umiejętności Rodrigueza dochodzi jeszcze korzystanie z wingsuita, który jest jednym z najjaśniejszych punktów tej produkcji. Strój do szybowania z niezwykle efektownej perspektywy pozwala nam podziwiać piękno republiki Medici, po której przyjdzie się graczowi poruszać. Do zwiedzania w Just Cause 3 jest naprawdę sporo, bo mapa ma aż 650 kilometrów kwadratowych, pełnych delikatnie różniących się od siebie lokacji i miast. Te ostatnie jednak nie zachwycą nas gwarnym i swojskim klimatem, bo w dziesięciopunktowej skali ocen wypadałoby ocenić ich żywotność na 1 (na najwyższą z nich zasługuje chociażby którakolwiek odsłona GTA).

2015-12-31_00004

Gdyby jednak znudziła nas linka z hakiem i wingsuit, mamy do zgłębienia jeszcze sztukę poruszania się pojazdami, która w wersji naziemnej okazała się dla mnie niezwykle irytująca (najwidoczniej nawet stworzenie gry niemal stricte samochodowej, jak Mad Max, nie pozwoliło Avalanche na stworzenie porządnego silnika jazdy), ale na całe szczęście, można jeszcze wzbić się w powietrze samolotami czy helikopterami. Na mapie Medici poukrywane są różne znajdźki, choćby w postaci nagrań głównego złego tej odsłony, generała Di Ravello, ale moja motywacja do odszukiwania ich była taka sama, jak do oglądania cut-scenek, a więc żadna. Stereotypowo zaprojektowane postacie i śladowe ilości wartościowego humoru sprawiały, że po zrozumieniu, jakie jest tło danej misji, zazwyczaj nie zmuszałem się do obejrzenia całego poprzedzającego ją filmiku.

500 słów niemalże bez wspomnienia słowem o samej strukturze gry, stawianymi przed nami zadaniami i sposobami na ich wykonanie, nie może napawać optymistycznie. Niestety, Just Cause 3 serwuje nam w kółko te same, niezwykle sztampowe zadania, które w dodatku trzeba odblokowywać jeszcze bardziej schematycznymi wyzwoleniami danych mieścin czy baz wojskowych. Czeka na nas garść obiektów do zniszczenia, postaci do zabicia, z okazjonalnym dorzuceniem czegoś bardziej odkrywczego (jak wyłączanie na czas nadajników), ale i tak po pięciu godzinach „zabawy” ma się tego wszystkiego absolutnie dosyć.

2015-12-31_00007

Można by było to jeszcze znieść, gdyby rozwałce towarzyszyła jakakolwiek satysfakcja (poza tą płynącą z wszechobecnych wybuchów) czy motywacja. Strzelanie jest standardowo drętwe i plastikowe, AI wrogów nie istnieje, a ułomności te często próbuje się zamaskować właśnie efektownością wydarzeń na ekranie. Nie ma mowy o żadnym rozwoju postaci, a jedyne co możemy odblokowywać to bronie i pojazdy do zrzutu, z którego możemy skorzystać jeżeli będziemy dysponowali flarami, porozrzucanymi po Medici. Rozwiązanie rodem z ostatniego Metal Geara jest całkiem dobrym pomysłem, tyle tylko, że rzadko kiedy zdarzy nam się wykorzystać wszystkie kule w magazynku czy wyrzucić wszystkie granaty, biorąc pod uwagę hojność umierających przeciwników i baz, w których stacjonują.

Nie da się jednak zaprzeczyć, że Just Cause 3 wygląda bardzo korzystnie i jeżeli coś motywuje do spędzenia dłuższej ilości czasu przy tej grze to właśnie podziwianie uroków wirtualnej wyspy. Największą przyjemność dawało mi bicie rekordów lotu w wingsuicie (do tego bowiem sprowadza się tryb sieciowy w JC3 – porównywania swoich highscore’ów), przelatywanie w nim między ciasnymi powierzchniami czy zanurzanie się na pełnej prędkości w jakiejś zatoce, zaraz po skoku z jednego z wielu szczytów republiki. Udźwiękowienie jest na przyzwoitym poziomie – muzyka co prawda nie zapada w pamięć, ale nie pozwala zapomnieć, że jesteśmy gdzieś w Ameryce Południowej, a wybuchy nie tracą na jakości, gdy skupimy się na tym, jak brzmią, a nie wyglądają.

2015-12-31_00008

Standardowo więc dla każdej z ostatnich gier Avalanche Studios wypada napisać, że potencjał był, ale postanowiono go efektownie zaprzepaścić. Jak wiele krytyki musi spaść na twórców za płytkość gier z serii Just Cause czy Mad Maxa, aby ktoś postanowił zatrudnić tam porządnego scenarzystę? Formuła rozgrywki potrzebuje raptem kilku szlifów, by stać się ponadprzeciętnie przyjemną, a np. takie Saints Row pokazało, że da się stworzyć sandboxową grę akcji z niezłym poczuciem humoru i kreatywnymi misjami. Stałaby się komuś krzywda, gdyby w swoich realiach Avalanche poszło w tym kierunku?

PS. Byłbym zapomniał. Niemal każdemu zdarzają się z tą grą mniejsze lub większe problemy techniczne – mi nie udało się wyłączyć jej bez jakiegokolwiek błędu, a inni cierpią na spadki klatek czy niespodziewanie złą jakość grafiki.

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej