Nowa odsłona King’s Bounty strasznie mnie sfrustrowała. Nie spodobała mi się w niej duża część elementów i ogólnie jestem strasznie zawiedziony. Mroczna Siła okazała się dosyć sporą klapą.

King’s Bounty: Legenda z 2008 roku było spadkobiercą tytułu wydanego w 1990 – King’s Bounty. Reaktywacja marki osiągnęła dosyć spory sukces i sam pamiętam jak zagrywałem się w nią długimi godzinami z wypiekami na twarzy. Zawsze lubiłem serię Heroes (dla której zresztą King’s Bounty było inspiracją), dlatego Legenda bardzo mi przypasowała. Rozgrywka nie opierała się jednak na rozwijaniu swojego zamczyska w różnych aktach kampanii, a na prowadzeniu jednego bohatera oraz armii, która gromiła na swojej drodze mnóstwo potworów i wypełniała różnorakie zadania.

Rok później do Legendy doszedł fenomenalny dodatek – Wojownicza Księżniczka, który rozwijał koncepcję oryginału, dodając troszkę jednostek, a do tego parę zmian w mechanice rozgrywki. Cały trzon pozostał jednak taki sam i to spowodowało, że przy Księżniczce spędziłem również sporo czasu. W 2010 i 2012 ukazały się również kolejne rozszerzenia, które wnosiły kolejne małe nowości, a nadal nie dokonały jakichkolwiek większych zmian w choćby silniku graficznym. Jaką grę widzieliśmy w 2008 roku, taka ostała się do teraz. Chyba wiecie do czego powoli zmierzam, mianowicie Mroczne Siły to kolejny nie wnoszący nic nowego dodatek. Mógłbym to nawet nazwać chamskim odcinaniem kuponów, gorszym od Call of Duty czy Assassin’s Creed. Ale dobra, nie będę od razu skreślał jej na starcie. Może w Mrocznych Siłach kryje się jakaś ukryta moc?

Fabuła gry opowiada o wampirze, orku oraz demonicy, którzy zostali wyparci ze swoich ziem przez siły światła. Zło na świecie powoli zaczyna zanikać, a Duch Mroku osłabiony leży gdzieś głęboko w podziemiach. Naszym zadaniem jest uratowanie „dobrego” imienia mrocznych sił i przywrócenie balansu między tymi dwoma stronami. W dużym skrócie można powiedzieć, że po prostu tym razem gramy tymi złymi i kierujemy jednostkami, z jakimi do tej pory walczyliśmy jako prawi rycerze w różnych lochach czy jaskiniach. Opowieść nie zaskoczyła mnie niczym szczególnym i ogólnie pozostawiła po sobie uczucie mierności. Efektu dopełniły tylko słabe dialogi, które wyglądają jakby były żywcem wyjęte z filmu klasy B. Słowa wypowiadane przez postacie zwykle napchane są kompletnie niezabawnym humorem, a czasem zbytnią patetycznością. Ta mieszanka wybuchowa sprawiła, że kwestie są po prostu żałosne i po pewnym czasie musiałem je przestać czytać, bo nie mogłem ich dłużej dzierżyć.

2014-09-23_00009

Jak wspomniałem we wstępie King’s Bounty opiera całą akcję na jednej postaci i należącej do niego armii. Na początku gry wybieramy jedną spośród trzech klas – wojownika (ork), dowódcy (demonica) oraz maga (wampira). Różnica pomiędzy nimi jest tak naprawdę kosmetyczna. Każda z nich ma inną lokację startową, a niektóre zadania po prostu różnią się treścią. Rozwój bohatera bazuje na systemie run, których mamy trzy rodzaje, odpowiednio do trzech drzewek umiejętności. I tak mamy – czerwone dla siły, zielone dla dowództwa i niebieskie dla magii. Dlatego jeśli gramy wampirem, to za każdy zdobyty poziom doświadczenia, otrzymamy więcej run magii, pozostałych zaś dużo mniej. Jak wspominałem różnica jest kosmetyczna, bo nic nie szkodzi na przeszkodzie, żeby będąc magiem, pakować cały czas w drzewko wojownika. Ogólnie system rozwoju postaci został wykonany biednie i bez większego polotu. Wszystko tak naprawdę prowadzi do zbierania runek i pakowania ich w pierwsze lepsze umiejętności pasywne. Jednak im dalej w grę, tym bardziej okazuje się, że magia jest mocno niezbalansowana i zaklęcia są w stanie często w łatwy sposób zdziesiątkować wrogie jednostki.

Rozgrywka to tak naprawdę to samo, co w poprzednich dodatkach, z tym wyjątkiem, że kierujemy głównie nieumarłymi, demonami oraz orkami, plądrując nimi nowe krainy. Serio, programistom z rosyjskiego Katauri Interactive tylko tyle udało się osiągnąć przez blisko dwa lata produkcji. Także jak do tej pory będziemy biegali z miejsca do miejsca, zbierając przy okazji jakieś zadania, by popchać fabułę do przodu oraz wzbogacić swoją armię o więcej jednostek. Lokacje wypchane są bowiem po brzegi różnymi jednostkami przeciwnika, z którymi będziemy walczyli na oddzielnej planszy w systemie turowym. Batalie chociaż sprawiają satysfakcję, to ich duża częstotliwość potrafi znużyć. Osobiście miałem dość oglądania przy długich animacji, których nie mogłem w jakikolwiek sposób przyspieszyć. Poza tym oddanie walki komputerowi, często kończyło się dużymi stratami i zabijało całą frajdę z planowania. Gra ma też dziwne przeskoki poziomu trudności. Na tzw. „normalu” zdarzały mi się momenty, których nijak nie mogłem przejść. Po prostu raz walczyłem z super prostymi przeciwnikami, by potem programiści rzucili mi pod nogi potyczkę, której nie można pominąć, a jej wygranie wiąże się z dużą dozą szczęścia. Zaś na łatwym poziomie cała produkcja jest po prostu zbyt prosta. Gdzie tu balans? Nie wiem czy nawet Rosjanie znają na to pytanie odpowiedź.

2014-09-23_00003

Mojego wrażenia nie poprawiły również zadania, które zostały strasznie słabo napisane. Oczywiście zdarzają się jakieś przebłyski, ale wszystkie questy głównie opierają się na pójściu z punktu A do punktu B, zabicia czegoś/zebrania przedmiotu i powrotu do NPC. Zlecenia związane z główną osią fabularną są szczególnie przekombinowane i wydaje się jakby większość podzadań było tam dopchanych na siłę. Przez to, gdy wydaje nam się, że wreszcie wyjdziemy z danej lokacji, to nagle okazuje się, że mamy w niej do wykonania jeszcze drugie tyle pracy. Mi osobiście odechciewało się przez to grać, bo wykonanie zadania nie dawało żadnej satysfakcji, albo jakiejś ciekawszej nagrody.

Oprawa audiowizualna Mrocznych Sił jest strasznie, strasznie słaba. Od czasów King’s Bounty: Legenda nie zmieniło się dosłownie nic w silniku graficznym. A chciałbym przypomnieć, że obie gry dzieli prawie 6 lat! Zresztą nawet pierwsza odsłona nie potrafiła jakoś specjalnie zaszokować grafiką. Mówię to z bólem serca, ale nawet Heroes V z 2006 roku robił większe wrażenie. Tekstury, modele, a co dopiero animacje wyglądają strasznie sztywno i ogólnie rzecz ujmując brzydko. Patrzenie na tę grę powoli wypalało moje gałki oczne i do teraz nie mogę uwierzyć, że z wejściem konsol nowej generacji można mieć czelność pokazać coś takiego. Dźwięk również nie jest specjalnie dobry. Ba! Każda jednostka ma góra jeden odzew, co z przypisaną dla niej jedną animacją ataku daje zabójczy efekt. Po góra szóstej godzinie grania ma się już dość patrzenia, a co dopiero słuchania gry. Dlatego przy posiedzeniach z nią, starałem się uruchamiać własną playlistę muzyczną, wyciszając przy tym wszystkie inne odgłosy.

Nie mogę się za to doczepić do stabilności kodu. Nie zdarzyło mi się, żeby tytuł ten się jakoś skrzaczył, zbugował, wywalił mnie do Windowsa, albo ni stąd ni zowąd zjadł mi jakiś zapisany stan rozgrywki. Wszystko działało w jak najlepszym porządku.

2014-09-23_00005

King’s Bounty: Mroczna Siła to raczej produkcja, którą mogę skierować do wszystkich miłośników poprzednich dodatków. Ten nie wnosi kompletnie nic nowego, ale za to daje więcej tego samego. Chociaż przez większość recenzji narzekałem na ten tytuł, to muszę przyznać, że do pewnego momentu grało mi się w niego dosyć dobrze. Jednak kiedy popchany nostalgią, uruchomiłem na chwilę Wojowniczą Księżniczkę to cały czar prysł. Po prostu okazało się, że mam do czynienia z tym samym żarciem na innym talerzu. Jeżeli to Wasza pierwsza styczność z marką, to radzę ominąć Mroczne Siły i raczej sięgnąć po Legendę oraz wspomnianą już Wojowniczą Księżniczkę. Prawdopodobnie ma je któryś z Waszych znajomych, a jeśli nie to dostaniecie je po prostu taniej. I przy okazji pobawicie się przy nich o wiele lepiej.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!