Mass Effect: Odkupienie to komiks wydany jako pierwszy numer serii „Komiksowe hity” prezentującej na kilkudziesięciu kolorowych kartach rozmaite historie ze świata gier. Serię wydaje Egmont, a jakość jest co najmniej zadowalająca, zważywszy na niską cenę poszczególnych numerów. W końcu przysłowiowa „dycha” za porządnie narysowany komiks na kredowym papierze liczący sobie, jak w przypadku Odkupienia, 96 stron to więcej niż okazja. Ale dość już wprowadzenia, pora przekonać się co kryje w sobie komiksowy prawie-prolog do drugiej części hitu od BioWare.

Mass Effect: Odkupienie to komiks już stosunkowo stary, a przynajmniej nienowy. W Stanach, gdzie wypuściło go na świat wydawnictwo Dark Horse debiutował w styczniu i ukazywał się do kwietnia 2010 roku. Łącznie były to cztery zeszyty. W Polsce Egmont zdecydował się ścisnąć opowieść w jednym zwartym wydawnictwie i tym samym Odkupienie pojawiło się na rynku w czerwcu również 2010 roku. Owszem to już grubo ponad dwa lata od premiery, ale póki znajdą się fani Mass Effect, którzy komiksu nie czytali, póty można o nim wspomnieć. Zwłaszcza, że ja sam dopiero niedawno się do niego dossałem.ME komiks 2

Wszyscy pamiętamy jak zaczynała się druga część Mass Effect. Jeśli nie pamiętamy, bo mamy pamięć doskonałą, ale krótką albo nie wiemy, gdyż nie graliśmy – omijamy ten akapit. W każdym razie, Normandia została spacyfikowana, a Shepard wyfrunął sobie w przestrzeń i zasadniczo zginął. No prawie. Później jednak (całe szczęście) odbudował go niemal od podstaw Cerberus, po to by komandor mógł zamieść pod dywan niejakich Zbieraczy. Tyle widzieliśmy, doświadczyliśmy w grze. Odkupienie pozwala nam z kolei poznać historię nie Sheparda jako takiego, ale tego co działo się z nim kiedy, hmm… powiedzmy, że był nieobecny duchem. Tak więc, akcja komiksu toczy się chwilę po rozpoczęciu drugiego Mass Effect. Shepard przepadł i słuch po nim zaginął. Na całe szczęście nie ma to jak przyjaźń, dzięki której doktor Liara T`Soni, młoda, w skali długowiecznych Asari, biotyczka i specjalistka od Protean kierując się sobie tylko znanymi pobudkami próbuje dowiedzieć się co stało się z komandorem. Czy faktycznie nie żyje? Jeśli tak, to dlaczego jego ciałem interesują się różne wpływowe figury oraz grupy interesu? Jaką rolę w całej intrydze odgrywa Handlarz Cieni?

Na próbach znalezienia odpowiedzi na powyższe pytania opiera się fabuła komiksu. Ale nie tylko. Śledząc historię Liary i jej zmagania w odzyskaniu tego, co zostało z Sheparda, dowiadujemy się poniekąd również dlaczego nie może dołączyć do drużyny pierwszego ludzkiego Widma w drugim Mass Effect. Poznajemy pewnego pomocnego i cwanego Drella, zwiedzamy pewną stację kosmiczną, dowiadujemy się trochę o pewnym handlarzu informacjami. Historia jest o tyle ciekawie skonstruowana, że splata się z fabułą gry, a kończy ją i dopina na ostatni guzik dopiero dodatek do niej – Lair of the Shadow Broker. Choć w sumie też nie do końca, bo wątek kondycji w jakiej znajdował się Shepard, kiedy poszukiwała go Liara przewija się jeszcze w ostatniej części trylogii. Nie powinno to zresztą dziwić, skoro za scenariusz komiksu odpowiedzialny jest Mac Walters, scenarzysta pracujący przy wszystkich częściach Mass Effect, wspierany przez Johna Jacksona Millera, doskonale znanego fanom komiksowych Star Warsów. Myślę też, że poziom powiązania z innymi dziełami z uniwersum Mass Effect pozwala wyobrazić sobie, jak istotna dla głównej fabuły jest historia opowiedziana w Odkupieniu. A no i mały bonus, na kartach komiksu pojawiają się postacie znane z drugiej części gry, a nawet odgrywające w niej (oraz w części trzeciej) pierwszoplanowe role. To dodaje smaczku całości.ME komiks 3

Poza ciekawą opowieścią, komiks naładowany jest akcją. To cieszy i nie pozwala się nudzić. Niemal nieustannie coś się dzieje, coś zmienia, coś wybucha, a wszystko to w świetnej oprawie. Kolory są żywe, kreska przyjemna, czytelna choć dynamiczna. Nie jest to może mistrzostwo świata, bo niektóre rysunki zdarzają się powtarzać, a mimika pewnych mniej znaczących postaci bywa nieco nienaturalna (choć to raczej nie zarzut, gdyż nie wiemy jak wygląda uśmiechający się Turianin), ale ogólnie poziom cieszy oko i można powiedzieć, że Omar Francia, wcześniej choćby pracujący przy serii Star Wars: Dziedzictwo, dał radę. Oprawa graficzna idealnie zgrywa się z tempem narracji, a wiele więcej chyba do szczęścia nie potrzeba. Nieco niestety gorzej jest z liternictwem i to zarówno jeśli chodzi o tłumaczenie jak i spasowanie liter. O ile jednak jedna czy dwie literówki jeszcze zbrodnią nie są, o tyle na szyku poszczególnych wypowiedzi można czasem złamać sobie głowę. Brzmią po prostu nienaturalnie, jakoś tak sztucznie i dziwnie. Drewno, po prostu. Trochę szkoda, bo nieco psuje to pozytywne doznania. Kilka jeszcze słów warto napisać o samym tłumaczeniu, bo to ma tendencje do sporych wahań. Trafiają się wypowiedzi spasowane idealnie, dosłownie cud, miód i bakalie, ale też zdarza się nam trafić na mniejsze czy większe potworki. Ma się wrażenie, że niektóre wypowiedzi tłumaczono zbyt dosłownie, przez co najpewniej pojawiają się chrupnięcia w przypadku powyżej poruszanego szyku wypowiadanych zdań. Na szczęście nie odrzuca to w żadnej mierze, czasem lekko tylko drażni, ale idzie się z tym przegryźć. Szkoda tylko, że język jest stonowany i moim zdaniem zbyt ugrzeczniony, ale to takie osobiste spostrzeżenie, a ci co nie lubią rzucania mięchem na prawo i lewo, będą zadowoleni.

Wszystko to, co powyżej składa się na solidny, dający sporo frajdy komiks. Taki przyjemny do czytania i oglądania z wkręcającą, wciągającą historią. Niemniej największą zaletą Mass Effect: Odkupienie jest Liara T`Soni. Dlaczego? Otóż, jest cudowna. Tak po prostu. Jej motywacja, chęć odszukania Sheparda, zawziętość i poczucie długu wobec bliskiej osoby są bardzo przekonujące. Oczywiście jak na komiksowe standardy. Ponadto Liara jest tak narysowana, że aż chce się na nią patrzeć. Już z okładki spogląda na nas drapieżnie, a na kartach komiksu bywa jeszcze lepiej. Jasne, że jej przedstawienie uwypukla pewne ciekawsze aspekty fizyczności niebieskoskórej biotyczki, co może i jest ciut seksistowskie… ale co tam, Liara wygląda świetnie! Do tego spowita niebieską aurą, biotycznymi prądami i wkurzona jak cholera prezentuje się tak, że mózg staje i żeby tylko.aksd

Mass Effect: Odkupienie to solidna dawka akcji, ciekawej i mięsistej historii umiejscowionej w ukochanym przez fanów na całym świecie uniwersum. To zeszyt pełen świetnych rysunków, przepełniony emocjami, stanowiący ważne ogniwo w historii komandora Sheparda. To nowe światło rzucone na wydarzenia poprzedzające wskrzeszenie bohatera Cytadeli oraz włączywszy Mass Effec 2 i dodatek Lair of the Shadow Broker, zaczątek pięknie powiązanej historii poświęcających się dla siebie przyjaciół. Poza tym, Liara T`Soni w formie jakiej w grze próżno szukać – wkurzona, zdeterminowana, taka że och. I to wszystko za przysłowiową „dychę”. Dla fanów uniwersum pozycja obowiązkowa, dla zapalonych czytelników obrazkowych opowieści, komiks na który warto rzucić okiem.

tak

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!