Brudne Wojny to książka z gatunku tych nie tylko ciekawych czy frapujących nas w pewien sposób, ale również tych potrzebnych, a zarazem niewygodnych. To doskonały, kilkusetstronicowy spacer po niekoniecznie krystalicznej polityce wewnętrznej oraz zewnętrznej Stanów Zjednoczonych.

Czytając Brudne Wojny w zasadzie od samego początku książki zadawałem sobie pytanie, czy jej tematyka mnie porusza, czy mnie ciekawi czy bulwersuje? Teraz będąc człowiekiem bogatszym o tę ważną z wielu powodów lekturę stwierdzam, że jest to tytuł zdecydowanie interesujący oraz poruszający, lecz by mnie zbulwersować, trzeba podać mi na tacy nieco więcej, aniżeli informacje o pewnych działaniach, grupach, tajnych konszachtach, o których teoretycznie zarówno ja, jak i inni obywatele zachodnich społeczeństw nie mamy pojęcia, praktycznie instynktownie wiedząc, czując, że za wielką polityką oraz za licznymi, pijarowo ugruntowanymi konfliktami zbrojnymi rozgrywają się interesy jednostek. Zawsze i wszędzie są ludzie pociągający za sznurki, oto jest wielka bolączka demokracji przedstawicielskiej, której piewcy tego cudownego ustroju politycznego często zdają się nie zauważać.

brudne wojny do 100kb calosc 2

Jeśli jednak mnie książka Jeremy`ego Scahilla nie bulwersuje, to czy na jakimś innym, hipotetycznym czytelniku może wywrzeć większe wrażenie? Zdecydowanie tak. Ja jestem bowiem człowiekiem skrzywionym, zbyt wdrożonym w system edukacyjny, który eseje naukowe pisał o polityce Stanów Zjednoczonych w krajach Bliskiego Wschodu czy o znanym paradoksie wojny o pokój. Reasumując więc, mnie poruszana przez Scahilla tematyka nie rusza, nie wywołuje szoku i niedowierzania, niemniej wyjaśnia ciekawe oraz niejasne wątki, zagłębiając się przy tym bardzo głęboko w sprawy wewnętrzne, w zaplecze polityczne tego, co oglądamy w telewizjach informacyjnych czy czytamy w prasie, tak tradycyjnej, jak internetowej. Brudne Wojny nie wywołując u mnie efektu „wow” na skalę masową, przyciągnęły mnie do siebie, zainteresowały, rozbudziły ciekawość. Jeśli weźmiemy pod uwagę, iż dla kogoś kto liznął nieco takiej tematyki wcześniej, a mimo to przy książce Scahilla bawił się przednio, to ktoś nieznający nawet najogólniejszych ogólników wielkich targów polityczno-militarnych, powinien być Brudnymi Wojnami wstrząśnięty, a przedstawionymi na łamach książki historiami niekiedy wręcz zbulwersowany.

Jeremy Scahill, pisarz który reputację i markę wyrobił sobie dzięki naświetleniu historii prawdopodobnie najpotężniejszej armii najemnej na świecie w książce Blackwater. Powstanie najpotężniejszej armii najemnej świata, na kolejnych kartach Brudnych Wojen demaskuje pieczołowicie skrywane sekrety USA. Czytając, zagłębiając się w lekturę, poznajemy sekrety tajnych operacji na terenach państw uznawanych za oś zła w oczach opinii publicznej oraz tło misji czy interwencji wojskowych, tych całkowicie jawnych, które wybielone w mediach, uważane za przejaw troski Stanów Zjednoczonych o światowy pokój, w gruncie rzeczy mają znacznie mniej pozytywny charakter. Książka wprowadza nas w świat intryg oraz budowanych przez lata sojuszy politycznych i stojących za nimi ludzi, którzy odpowiadają za walną część większości niejasnych operacji. Nie dość zaś, że autor rzuca nowe światło na aktywność dronów czy misje oddziałów specjalnych, to robi to w przystępny sposób, nadając narracji sensacyjny charakter. Brudne Wojny napisane są językiem precyzyjnym i dokładnym, a każde słowo zdaje się odpowiednio znajdywać swoje miejsce w szyku, lecz mimo tej pieczołowitości językowej, książka nie nudzi, ani nie usypia. Nie jest to rzecz jasna reportaż napisany z polotem i pewnym lirycznym wdziękiem, jak choćby książki Ryszarda Kapuścińskiego, lecz jest to książka dająca dużo przyjemności z samego aktu czytania.

2809_Dirty Wars_01

Reasumując nieco, jeśli interesuje nas tematyka tortur w tajnych więzieniach Stanów Zjednoczonych mieszczących się nie koniecznie na ich terytorium, jeśli ciekawi jesteśmy listy celów przeznaczonych do bezdyskusyjnej likwidacji, zastanawiają zagadnienia bezpieczeństwa wewnętrznego i zewnętrznego jednego z najpotężniejszych krajów naszego globu lub spokoju nie dają nam teorie spiskowe dotyczące polityki zagranicznej USA oraz kultywowany mit Stanów będących międzynarodowym policjantem, sędzią oraz ławą przysięgłych, jest to książka dla nas. Jeremy Scahill napisał książkę, która wstrząsnęła zachodnim światem, rzuciła kłody pod rozpędzoną lokomotywę wiozącą za sobą reputację supermocarstwa oraz osłoniła karty, jakimi posługiwali się najpotężniejsi ludzie w Stanach Zjednoczonych. Po lekturze Brudnych Wojen nie sposób spoglądać na międzynarodową obecność USA z jednoznacznie pozytywnej perspektywy, gdyż dowiadując się, że za kotarą walki z terroryzmem kryją się pobudki dalekie od przekazywanych nas przez media mitów wolności i sprawiedliwości, nic nie jest dla nas już jednoznacznie, krystalicznie czyste i niewinne.

Wszystkie państwa, bez najmniejszego wyjątku, mają swoje skrzętnie pilnowane tajemnice, a Jeremy Scahill dotarł do źródeł tych najmroczniejszych stanowiących niekiedy o potędze gospodarczo-militarnej Stanów Zjednoczonych Ameryki. Innymi słowy, Brudne Wojny to książka dobra, ważna oraz tyleż potrzebna, co dla wielu niewygodna, a przez to warta poznania. Wszystkim zainteresowanym poruszanym tematem polecić mógłbym również film powstały na kanwie Brudnych Wojen, niemniej najpierw warto zaznajomić się z książkowym oryginałem, gdyż jakościowo jest to zdecydowanie lepszy produkt, a poziom wydania książki na terenie naszego kraju stoi na bardzo wysokim poziomie, za co słowa uznania należą się Wydawnictwu SQN.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!