Nie wiem, czy można je nazwać przysłowiem, ale istnieje takie powiedzenie, że co za dużo, to i świnia nie zje. Tylko że świnia nie jest jeszcze taka zła. Koza, obecnie najpopularniejsze zwierzę wśród grającej braci, jest dużo gorsza. Zje wszystko, zawsze, nieważne ile tego jest. Grając w Lego The Hobbit czułem się właśnie jak taka koza.

koza

Kilka miesięcy temu bawiłem się przy Lego Marvel Superheroes, chwilę później nuciłem “everything is awesome” grając w wirtualną wersję Lego the Movie. Nie zdążyłem ochłonąć, a w mojej konsoli zawirował klockowy Hobbit. Szykując się do gry, myślałem sobie, że to będzie chyba zbyt wiele. Znów Lego, znów ta sama mechanika. Spodziewałem się ciężkiego zmęczenia materiału. Obiecałem też sobie, że jeżeli najnowsza odsłona nie zaoferuje znaczących nowości, zrównam ją z ziemią. Przecież gdzieś jest granica. Tymczasem okazało się, że zmiany, których przecież sam chciałem, są największą wadą gry.

Wędrujemy po Śródziemiu, a właściwie po lokacjach znanych z dwóch wypuszczonych już części filmowego Hobbita. Mimo, że historia kryjąca się w środku jest mi już znana z dwóch źródeł, wersja Lego wciąż jest ciekawa. A to za sprawą charakterystycznego humoru oraz przedstawienia kluczowych scen i postaci z filmu w wersji klockowej w sposób tradycyjnie uroczy. Niespodzianek zatem w tym elemencie nie ma. Podobnie jest z trzonem rozgrywki. Grę przechodzimy rozwiązując zagadki, zbierając złote klocki i używając specjalnych umiejętność każdego z dostępnych bohaterów. Od kilku części charakterystyczny jest też otwarty świat pomiędzy misjami, z pobocznymi zadaniami i dodatkowymi znajdźkami. Wszystko tu gra tak jak powinno, we dwóch zabawa jest przednia, czekające na nas przygody dobrze przemyślane, wymagające zręczności i spostrzegawczości do brnięcia dalej.

trollcamp_rev

Przejdźmy zatem, do wprowadzonych zmian. Po wciśnięciu na padzie lewej gałki, otwiera się koliste menu, które pozwala nam przełączać się między biorącymi udział w misji postaciami, a także wybrać obecnie używany oręż. Jest to bardzo upierdliwe i niepotrzebne. Specjalnych umiejętności używamy co chwilę i co chwilę inna postać musi zostać użyta. Poza tym, że musimy się nauczyć, która postać czym dysponuje, trzeba też wejść do wspomnianego menu i wybrać np. kilof. Kilofem możemy również swobodnie walczyć, ale zazwyczaj nasz ludek dzierży domyślnie drugą broń, która poza walką nie służy do niczego. Nawet, jak już dogrzebiemy się do wspomnianej broni specjalnej, w zupełnie dowolnych momentach bohater wraca do tej innej, mało przydatnej broni, Przy następnej okazji znów musimy wyszukać kilof. Zajmuje to dużo czasu i męczy, choć w założeniu miało pogłębić rozgrywkę.

Lepiej jest ze zbieraniem różnego rodzaju surowców. Marchew, drewno, kamienie, klejnoty zdobywamy niszcząc elementy otoczenia, lub kując w skałach. No i w porządku – zbieramy, potem w prosty sposób wykorzystujemy w oznaczonych miejscach do budowy ważnych elementów popychających nas dalej w wędrówce. Bezsensownie wygląda tylko sama budowa tych rzeczy w przypadku grania w kooperacji – obaj gracze w tym uczestniczą za pomocą podobnych kolorystycznie znaczników. Wprowadza to chaos i utrudnia budowanie. Pozytywnie też podszedłem do  specjalnych ataków dwóch krasnoludów – łączymy się w parę i wspólnymi siłami rozbijamy uciążliwy kloc stojący na drodze, bądź głowę bossa. Tu nie miałem nic przeciwko, całkiem udane urozmaicenie, do tego efektowne wizualnie.

BarrelSequence-LegoHobbit-Screenshots

Tak jak napisałem na początku – stałem się kozą. Mimo, że w gruncie rzeczy dostałem to samo, z drobnymi, nie zawsze udanymi zmianami, bawiłem się bardzo dobrze. Model rozgrywki sprawdza się cały czas, a zmiana realiów, inne umiejętności specjalne i rzetelna robota od strony technicznej sprawiają, że gry spod znaku Lego są i będą dobre i dostarczające przyjemności. Pomimo kilku części na przestrzeni ostatnich miesięcy nie miałem dość i wciąż myślę o potencjalnych kolejnych częściach (może Żółwie Ninja?). Nie mogę też negatywnie ocenić tej gry. Lego the Hobbit to wciąż urocza, zabawna i pełna rzeczy do roboty zabawka, zwłaszcza jeżeli nie gracie w każdą część, tylko raz na jakiś czas nabieracie ochoty na tego typu rozrywkę.

tak

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!