Filmy historyczne potrafią przybierać różne formy a ich obecność w kinematografii niejednego narodu jest naturalnym i koniecznym procesem. Reżyserzy chcący zaistnieć w szerszej świadomości publiki, mierzący wysoko, prędzej czy później muszą sięgnąć po ten gatunek. W kwestii kunsztu, formy i podejścia do sprawy polska szkoła filmowa powinna uczyć się od amerykańskiej, albowiem za oceanem film historyczny to naprawdę poważna sprawa i nie ma miejsca na fuszerkę. Czy jednak film Lincoln, to faktycznie tak epickie dzieło i czy zwyczajny widz-konsument jest w stanie bez przeszkód przysiąść do seansu?

Steven Spielberg to reżyser nieuznający półśrodków. W produkcję zaangażowano ogromne nakłady finansowe i podczas seansu efekty włożonej pracy w projekt robią na widzu wrażenie. Aktorstwo na najwyższym poziomie, porywające zdjęcia, imponujące kostiumy, charakteryzacja i scenografia. To szczególne atuty recenzowanej pozycji. Jednakże widz, który spodziewa się spektakularnych scen batalistycznych powinien chwycić za inny film, bowiem Spielberg skupił się na zakulisowej polityce uprawianej w zaciszu gabinetów wpływowych polityków w okresie wojny secesyjnej.

Reżyser w swojej wizji historii USA połowy XIX w., przedstawia fragment z życia prezydenta Abrahama Lincolna, jego ostatnie cztery miesiące życia spędzonego na nieustannej, wyczerpującej batalii o zniesienie niewolnictwa i zakończenie wojny dzielącej kraj od lat. Istnieje ogólne przekonanie, że był to człowiek bez skazy o czystym sumieniu i nienagannej postawie, film jednak po części obala ten mit. Bo choć prezydent walczył w słusznej sprawie, używał on środków, które z naszej perspektywy uznalibyśmy za dalece niewłaściwe, bowiem do pewnego stopnia to korupcja i handlowanie stanowiskami przyczyniły się do pozytywnego wyniku głosowania nad poprawką kończącą okres niewolnictwa, co jak wiemy było niesmak wielu politykom i przedsiębiorcom. W tym przypadku cel uświęcił środki.

lincoln2

Jednak słynna 13. poprawka do Konstytucji Stanów Zjednoczonych staje się tylko pretekstem do opowiedzenia historii o tak naprawdę wielkim człowieku. Prezydent Lincoln jest nie tylko pokazany od strony oficjalnej, można by rzec wręcz tej podręcznikowej, gdzie opisuje się go, jako stanowczego polityka i postępowego prezydenta. Poznajemy go także od strony prywatnej, jako troskliwego ojca, kochającego męża, człowieka z poczuciem humoru, którego barki niestety uginają się pod ciężarem osobistych doświadczeń i przytłaczających politycznych obowiązków. Niestety wszystko to, choć postać Lincolna jest naprawdę fascynująca, podane jest widzowi w trochę nieodpowiedniej formie. Zbyt patetycznie, momentami niewyobrażalnie nużąco, bowiem dwie i pół godziny filmu niesłychanie rozciąga się w czasie, do tego stopnia, że czasami można strzelić przysłowiowego komara.

Pozostawiając na boku kwestię rozwleczonego scenariusza, aspekt techniczny filmu, czyli przygotowania merytorycznego i gry aktorskiej cieszy widza a już w szczególności pasjonatów historii. Spielberg dołożył wszelkich starań by w miarę jak najwierniej odwzorować realia panujące w okresie sprawowania urzędu prezydenta Lincolna. Kreacje strojów, wystrój wnętrz, scenografie i tym podobne elementy przyciągają uwagę widza, sprawiają, że film zyskuje większą siłę przekazu i wiarygodność w oczach widza. Choć przyznaję, że jeśli idzie o drobne detale spokoju nie może dać mi powiewająca w kilku miejsach flaga USA (może) przyozdobiona zbyt dużą ilością gwiazdek reprezentujących konkretne stany jak na tamten okres. Pewności nie mam, to też ten problem pozostawiam na poziomie dygresji. Reasumując film „Lincoln” jest wart polecenia, jako przerywnik pomiędzy nieskrępowanym kinem akcji.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!