Nie myślcie o Lords of the Fallen jako o klonie Dark Souls. Pomyślcie, że oto na naszych oczach tworzy się nowy podgatunek gier action-rpg, gdzie klikanie we wrogów i podnoszenie statystyk zmieniono na tyle, że to na ten pierwszy element położone zostało 90% nacisku, a na drugi 10%, inaczej niż do tej pory. Popularność tego rozwiązania sprawiła, że dostaniemy teraz więcej tego typu tytułów. Polska produkcja jest pierwszym poważnym podejściem poza grą From software i skupmy się po prostu na tym, czy to dobra gra.

I od razu zacznijmy od tego…. co nie zagrało. Przede wszystkim tło fabularne, a zwłaszcza jego przedstawienie nam, odbiorcom. Tak drętwych, nie prowadzących do niczego, pustych dialogów nie widziałem już dawno. Dane nam opcje dialogowe to tylko strata czasu, do tego animacja postaci podczas rozmów, sposobów w jaki reagują na to co usłyszeli, woła o pomstę do nieba. Moim zdaniem to najsłabszy element całej gry, który nijak nie przystaje do solidnej lub bardzo solidnej reszty. Od początku lansowany motyw poległego boga wydawał się interesujący i nie wiem, może i jest, ale nie chciałem i nie potrafiłem ze sposobu przedstawienia tła w Lords of the Fallen tego stwierdzić.

l1

Druga rzecz jaka mnie denerwuje, to brak mapy. Rozumiem całą ideę stojącą za tym, jak sam bym chciał, podgatunkiem. Ma być trudno, każda potyczka ma nam stawiać wyzwanie. Mamy też czuć się osamotnieni, lekko zagubieni i bez jakiegokolwiek poczucia bezpieczeństwa. Tylko przy konstrukcji Lords of the Fallen to nie trzyma się kupy i irytuje. Nie będzie spoilerem, jeżeli zdradzę, że praktycznie cała gra toczy się w jednym, powiązanym ze sobą kompleksie budynków i lokacji. Budynków i lokacji, do których będziemy wracać, bo to wymusza na nas rozgrywka, po dość długim czasie od ostatnich odwiedzin. W tej sytuacji mapka byłaby jak zbawienie. A jej brak po prostu irytuje. Czy naprawdę w oczach twórców, czy kogokolwiek, mapa byłaby dodatkiem dyskwalifikującym grę jako pozycję dla hardkorowców? Nie sądzę, a przyjęte moim zdaniem rozwiązanie sztucznie winduje trudność i czas gry.

Ostatnią rzeczą jaka jest słaba są błędy techniczne. Jest ich trochę w grze a objawiają się np. w tym, że przeciwnicy notorycznie wydają dźwięki już po śmierci. Albo, zamiast posłusznie lec na ziemi, dalej uporczywie znajdują się w pozycji pionowej, co jest dziwne i śmieszne. Jest to na tyle częste, że nie można nie zwrócić na to uwagi, a szkoda, bo cała otoczka audio-wizualna gry jest bardzo przyjemna.

Nie ma w Lords of the Fallen jakiejś niesamowitej różnorodności przestrzeni, ale gra jest bardzo przyjemna dla oka. Cieszą szczegóły zbroi i wyposażania, jak np. poruszające się w rytm naszych kroków frędzelki, gra światła wewnątrz wąskich korytarzy, czy widniejące gdzieś w tle majestatyczne górzyste krajobrazy. W ogóle, średniowieczny klimat lokacji jest mi i chyba wszystkim w zachodniej kulturze bliższy niż lekko odrealnione, specyficzne otoczenie w Dark Souls (dobra, nie da się uniknąć porównań). Świetnie prezentuje się również oprawa muzyczna i cieszę się z dodanego w edycji limitowanej soundtracku. Mroczne, posępne rytmy i charakterystyczne brzmienia doskonale podkręcają klimat.

l2

A klimatu jest sporo. Jest tu pożądane uczucie osamotnienia oraz potężnego wyzwania stojącego przed Harkynem, głównym bohaterem gry. Walka z jednym, maksymalnie kilkoma przeciwnikami, toczona bez zbędnych fajerwerków, w dość intymnej i cichej atmosferze ma w sobie coś hipnotyzującego i wciągającego. Lords of the Fallen wciąga, bo tam gdzie to najważniejsze, nie zawodzi.

System walki będzie obeznanym w podgatunku będzie dobrze znany. Mocne i słabsze ciosy, blokowanie tarczą, przewroty, pasek wytrzymałości, ograniczona liczba mikstur życia. Do tego konieczność poznania schematów zachowań wszystkich, nawet najmniejszych wrogów. To kwintesencja zabawy, doskonale wymierzona i sprawdzona, by nic niepotrzebnego psuło mechanikę. Nie jest łatwo stworzyć wyważony system, zwłaszcza że na nim opiera się cała gra. A CI Games bez wątpienia się to udało, co przecież nie było oczywiste.

l3

Do wyboru dostajemy trzy klasy postaci, wojownika, złodzieja i maga. Oczywiście wiążą się z tym inne bronie, czary oraz inne podejście do walki. Co do magii, to każda z postaci posługuje się nią i w niektórych sytuacjach czary są nie tylko dodatkiem ale pomocnym narzędziem w walkach, głownie z mocniejszymi adwersarzami. To wszystko sprawia, że w trakcie gry musimy się uczyć tego, jakie Lords of the Fallen jest i jak brnąc przez ten świat. Trzeba przyznać, że to zadanie, które wykonuje się z dużą dawką przyjemności.

Produkcja, za która stoi Tomsz Gop nie jest aż tak dużym wyzwaniem jak Dark Souls. Jest moim zdaniem bardzo dobrze zrównoważone, nie zniechęca i nie oszukuje (poza tą nieszczęsna mapą). To pozycja, która potrafi wciągnąć i oferuje solidna porcję rozgrywki w ciekawym klimacie i ze świetnym system walki. Każdy, kto lubi odrobinę wyzwania, tytułu wymagające od nas odrobiny poświecenia, absolutnie nie powinien być Lords of the Fallen zawiedziony.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!