Lawina portów wydawanych przez Artifex Mundi nie ma chyba końca, tym razem przyszło się nam zmierzyć z finałem trylogii Koszmary z Głębin. Nightmares of the Deep 3: Davy Jones ponownie powracamy do świata piratów, a jak sam tytuł wskazuje, naszym przeciwnikiem jest legendarny diabeł morski. Sprawdzamy, czy czas był dla produkcji w miarę łaskawy.

Jeśli znacie gry spod szyldu Artifex Mundi, możecie od razu pominąć ten akapit. Nightmares of the Deep 3: Davy Jones to przykład klasycznej gry typu HOPA. Najłatwiej przetłumaczyć to jako przygodówka przypominająca staroszkolne point’nclicki ze wplecionymi zadaniami na spostrzegawczość. Oprócz tego produkcje te często zawierają proste łamigłówki i zagadki logiczne. Nie oczekujmy, że gameplay będzie różnił się w większym stopniu od innych tytułów wydanych przez polskie studio.

Nightmares from the Deep 3

Najważniejszą rolę gra tu przede wszystkim fabuła. Wzorem innych gier z portfolio Artifexów poznamy dość zajmującą, choć przewidywalną historię. Czymś, co jest niezmienne, podobnie jak trzon rozgrywki jest postać, w którą przyjdzie nam się wcielić. Od jakiegoś czasu odnoszę wrażenie, iż ogromny nacisk kładziony jest na to, by głównym bohaterem była kobieta. W przypadku Nightmares from the Deep 3: Davy Jones ponownie wejdziemy w szpilki kustoszki muzeum — Sary Black. Akcja rozpoczyna się tuż po wydarzeniach z poprzednich części trylogii. Na szczęście historia opowiedziana została tak, by osoby rozpoczynające od „trójki” otrzymały pełną fabułę z delikatnymi nawiązaniami do prequeli.

Badania nad morskimi legendami są bezpośrednią przyczyną zdarzeń, które zobaczymy na ekranie. W trakcie konferencji budynek muzeum atakuje nie kto inny jak tytułowy Davy Jones. Jakby tego było mało, porywa nas i naszą córkę. Po krótkim wstępie na statku naszego przeciwnika przybijamy do brzegów tajemniczej nie do końca opuszczonej wyspy. To właśnie tu spędzimy około trzech czterech godzin, rozwiązując rozmaite zagadki i odkrywając kolejne lokacje. Jak wspomniałem, opowiedziana historia jest dość przewidywalna. Naszym głównym celem jest uratowanie córki i wydostanie się z wyspy, po drodze jednak pomożemy kilku spotkanym postaciom.

Nightmares from the Deep 3

Pod względem wizualnym Nightmares from the Deep 3: Davy Jones jest idealnym przykładem gry spod skrzydeł Artifex Mundi. Z jednej strony ręcznie rysowane wirtualne scenerie urzekają dbałością o detale i cieszą oko genialnie dobraną paletą barw, z drugiej straszą pół animowanymi postaciami o kompletnie nienaturalnym ruchu twarzy. Co gorsza, już w pierwszych chwilach spędzonych z produkcją zauważyć można źle zapętlone sekwencje postaci. Momentami wygląda to tak, jak gdyby tytuł gubił klatki. Pochwalić muszę natomiast rewelacyjnie pasujący do klimatu i poszczególnych miejscówek podkład dźwiękowy. Na słowa uznania zasługuje również angielski dubbing, do którego wkradło się trochę pirackiej gwary.

Nightmares from the Deep 3

Najnowszy konsolowy port z portfolio Artifex Mundi jest całkiem przyjemnym doświadczeniem. Nightmares from the Deep 3: Davy Jones jest jednak grą bardzo krótką, która nawet na wyższym poziomie trudności nie jest żadnym wyzwaniem dla osoby grającej od czasu do czasu w gry typu HOPA. Na niekorzyść wpływa też fakt, iż produkcja nie jest pierwszej świeżości. Na urządzeniach mobilnych i komputerach osobistych mogliśmy ją sprawdzić już pod koniec marca 2014, czyli prawie cztery lata temu! Nie pomaga również delikatnie zawyżona cena gry względem innych platform, na których nie ukrywajmy gra się lepiej w tego typu produkcje.

    Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!