WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Rozrywka

Recenzja Plants vs. Zombies: Garden Warfare 2

Kiedy dobre kilka lat temu po raz pierwszy grałem w Plants vs. Zombies, przez głowę nie przeszła mi myśl, jakobym właśnie był świadkiem narodzin całkiem sporej franczyzy. Ot, przyjemny zapychacz czasu, doskonale sprawdzający się na urządzeniach mobilnych, ale zagłębianie się w całe to uniwersum? Z tamtej perspektywy to nie mogło się udać, ale całe szczęście marketingowcy z PopCap Games mieli w tej kwestii zupełnie inne zdanie.

Styczności z pierwszym Plants vs Zombies: Garden Warfare nie miałem, toteż do „dwójki” podchodziłem bez jakichkolwiek oczekiwań, bez ekscytacji, z czysto recenzenckiego obowiązku. Po czasie spędzonym z tą grą przyznaję, że bardzo pozytywnie się zaskoczyłem i z łatwością mogę sobie wyobrazić, jak wielu rodziców sprawi swoim pociechom GF2, by później spędzać przy tej grze zdecydowanie więcej czasu niż ich milusińscy. Rzeczywistość, w jakiej jako gracz zostajemy postawieni, koncentruje się na mieście Zomburbia, niegdyś nazywanym Suburbią. W wyniku odwiecznego konfliktu między roślinami a umarlakami, mieścina ta została przejęta przez tych drugich, a naszym zadaniem będzie zakasać rękawy i wyplewić kilka chwastów/odciąć kilka głów.

No dobra, może z tymi głowami to przesadziłem – nowe PvZ to gra utrzymana w tonie przystępności dla młodych graczy (o czym świadczy PEGI 7), więc agonii umierających roślin i jęków pozbawianych kończyn zombie tutaj nie uświadczymy. Wszystkie rozwiązania związane z walką są zrealizowane tak, aby nie można było później wyciągnąć na nagłówki gazet tytuł Plants vs. Zombies: Garden Warfare 2 w kontekście jakiejś rodzinnej czy kryminalnej tragedii. Do naszej dyspozycji są rzecz jasna dwie frakcje: rośliny i zombie, zupełnie od siebie różne i serwujące nam odmienne czy nawet antagonistyczne zadania. Po kilku minutach spędzonych za którąś z dwóch stron barykady jasne staje się, że niezależnie od przynależności, PvZ: GF2 to gra zabawna, której zdarzają się odwołania do pop-kultury czy innych gier wideo. Świetnie spisano się również przy polonizacji, w której to z polotem i humorem tłumaczone są różne nazwy własne, jakich pełno w świecie Garden Warfare.

plants2

Po każdej ze stron mamy do dyspozycji bodaj siedem klas, a wszystkie są niezwykle charakterystyczne i znacznie się od siebie różniące. Jedne nastawione są na walkę dystansową, inne lepiej czują się w zwarciu, umiejętności tej rośliny będą raczej atakami obszarowymi, ale już ten zombie będzie bardziej indywidualnie unicestwiał wrogie rośliny. Całość jeszcze bardziej nabiera kolorków, kiedy przejdziemy do rozgrywki multiplayer, w której to ważnym elementem staje się personalizacja wizerunku swojego bohatera. Do tego dołącza jeszcze podnoszenie kompetencji sterowanej przez nas postaci – może ona osiągnąć dziesięć poziomów rozwoju, a także usprawniać trzy umiejętności, jakie oddano nam do dyspozycji.

Zadania w trybie dla pojedynczego gracza nie należą do zróżnicowanych i szybko zorientujemy się, że zazwyczaj chodzi w nich o uruchomienie jakiegoś czasowego procesu (obrona danej struktury, ładowanie się jakiegoś paska i tak dalej), który oczywiście nie będzie zachodził w ciszy i spokoju, ale odgłosach walki między zombie a roślinami. Odpieranie fal wrogów nie jest jednak nużące nawet w pojedynkę, gdyż ich charakterystyka często się zmienia i dla kogoś, kto z serią Garden Warfare miał do czynienia po raz pierwszy, nie będzie to wcale kaszka z mleczkiem. Garden Warfare 2 nie jest może Dark Soulsem, ale z pewnością nie wchodzi w grę granie jedną ręką, a drugą klikanie czegoś na telefonie. Poza ukrytymi smaczkami i skarbami, dla pojedynczego gracza dostępne są również drobne misje zlecane przez NPCów, które może nie zapiszą się złotymi zgłoskami w historii gier komputerowych, ale na pewno poszerzają zakres treningu przez multiplayerem, jakim jest tryb dla pojedynczego gracza.

plants3

Półśrodkiem między singlem a multi jest jeszcze kooperacja, która pozwala na wykonywanie większości zadań ze ścieżek fabularnych z trzema innymi graczami. Daniem głównym jest jednak multiplayer, który gromadzi przed ekranami największą liczbę graczy ze wszystkich trybów. Do dyspozycji oddano nam siedem trybów gry, wśród których znajdziemy klasyczny Team Deathmatch (Bitwa Drużynowa), coś w rodzaju Search&Destroy (Gnombomba), ale także bardziej zróżnicowane wariacje, jak Bitwa o Kule. Map jest sporo i są one naprawdę zróżnicowane, ale czasu na ich zwiedzanie nie ma zbyt wiele, zwłaszcza, że rozgrywka jest bardziej wymagająca niż może się na początku wydawać. W Plants vs Zombies: Garden Warfare 2 premiowana jest współpraca i odpowiednie wykorzystanie swoich umiejętności, co w połączeniu z przeciwnikami, którzy nie wzbogacają gleby po pierwszej lepszej kulce, gwarantuje poziom trudności ustawiony mniej więcej tak, aby nowicjusze i weterani byli zadowoleni.

Na pochwałę zasługuje też oprawa graficzna, której fundamentem jest znany graczom silnik Frostbite 3. Mogłoby się zdawać, że stylistyka serii będzie narzucać twórcom pewne granice, jeżeli chodzi o graficzne wodotryski, ale wcale tak nie jest. Gra prezentuje się naprawdę bardzo przyjemnie dla oka, a krajobrazy skąpane są w typowo baśniowych barwach, co w połączeniu z równie radosną muzyką tworzy wyznacznik jakości warstwy audiowizualnej w tego typu grach.

Plants vs. Zombies: Garden Warfare 2 spełnia nadzieje nie tylko jako kontynuacja pierwszej części tego cyklu, ale również jako zwyczajnie dobra gra. Mogę z czystym sercem polecić ją jako cyfrowe spoiwo pokoleń, bo z PvZ: GF2 będą bawić się dobrze i rodzice, i dzieci.