Po opanowaniu kina Marvel zdecydował się na podbój mniejszego ekranu. Przeniesienie superbohaterów do telewizji nie wchodziło w grę, dlatego też szukano pożądanej przez fanów alternatywy. Padło na agencję T.A.R.C.Z.A (popularną S.H.I.E.L.D., doskonale znaną zarówno przez fanów komiksów jak i filmów pełnometrażowych). Pierwszy sezon był małą wpadką, ale studio nie zamierzało tak szybko się poddać i drugi sezon serialu był o wiele lepszy, bezpośrednio nawiązując do przyszłych produkcji kinowych. Marvel nie chciał na tym poprzestać, tocząc bezpośrednio wojnę z DC Comics i ich telewizyjnymi widowiskami. Na fali popularności „Marvel One-Shot: Agent Carter” bardzo ciepło przyjętej przez fanów, zrodził się serial opowiadający o powstaniu tajnej agencji walczącej z Hydrą.

Akcja serialu rozgrywa się chronologicznie po zakończeniu pierwszego filmu o Kapitanie Ameryce, jednocześnie jest to prequel do wydarzeń z krótkometrażowej produkcji spod znaku „One-Shot”. Peggy Carter pogodziła się w końcu z losem i stratą ukochanego. Tak jak większość weteranów wojennych dołącza do organizacji SSR, będącej czymś w rodzaju tajnej agencji wywiadowczej. Los chciał, że jej droga krzyżuje się z Howardem Starkiem (ojcem Tony’ego), poszukiwanym za zbrodnie wojenne. Agentka będzie musiała zdecydować czy pomagać staremu przyjacielowi, czy pozostać lojalna wobec nowego pracodawcy.

agent-carter-pilot

Dużą zaletą serialu jest zamknięta struktura opowieści. Nie mamy tu więc do czynienia z jakimikolwiek fabularnymi dłużyznami czy sztucznymi wątkami. O tzw. sprawach tygodnia znanymi z innych serialów tworzonych na podstawie komiksów możecie zapomnieć. Twórcy zdecydowali wykorzystać przerwę w drugim sezonie „Agentów T.A.R.C.Z.Y.” na emisję ośmiu odcinków mini-serii. Początkowo można było mieć pewne wątpliwości, czy serial rozgrywający się bezpośrednio po zakończeniu II wojny światowej, oraz czy sama postać Peggy Carter jest na tyle ciekawa, aby „pociągnęła” cały dedykowany jej serial, tym bardziej, że fani nadal nie zapomnieli Marvelowi kiepskiego pierwszego sezonu przygód Coulsona i Skye. Na szczęście obawy były niesłuszne. Już pierwszy odcinek ukazuje nam wysoką jakość produkcji, a reszta sezonu podtrzymuje równy wysoki poziom.

Nie byłoby to możliwe gdyby nie genialna rola Hayley Atwell odgrywająca tytułową rolę. Już w kinowej superprodukcji kradła uwagę widza, a w serialu tylko potwierdza swoją wielkość. Aktorka wydaje się stworzona do roli silnej i niezależnej kobiety, dobrze radzącej sobie w trudnych warunkach. „Agent Carter” to nie tylko czysta rozrywka, ale także wiernie odwzorowane realiów Nowego Jorku na przełomie lat 40. i 50. XX wieku. Kobiety społecznie jak i zawodowo stoją niżej od mężczyzn, ale Peggy taki stan rzeczy nie zadowala. Od początku stara się pracować na równi z jej kolegami, często mniej doświadczonymi. Nie poddaje się jednak i robi swoje, a dzięki intrydze Howarda Starka, może w końcu udowodnić swoja wartość, mimo borykania się z niesprawiedliwością społeczną. Jak to mówi sama bohaterka: „Nie interesuje mnie zdanie innych, bo znam swoją wartość”.

sadasasd

Serial nie byłby tak dobry, gdyby nie masa odniesień do świata wykreowanego przez Marvela. Mamy tu więc lokaja Starka nazywającego się Edwin Jarvis. Jarvis to także nazwa sztucznej inteligencji stworzonej przez Tony’ego. Nie zabrakło też kilku znanych z kart komiksów złoczyńców jak Jerome Zandowa czy Fata Fury’ego. W piątym odcinku poznajemy ekipę Wyjących Komandosów walczących ramie w ramie z Kapitanem Ameryką. Później dołączą do T.A.R.C.Z.Y. stworzonej przez Peggy Carter. Swoje przysłowiowe pięć sekund obowiązkowo ma również Stan Lee. Pojawia się na chwile w czwartym odcinku prosząc Starka o dodatek sportowy dołączany do gazety. Nawet w ostatnich sekundach serialu mamy potężnego cliffhangera, w którym pojawia się jeden z ważniejszych członków Hydry.

„Agent Carter” jest niezwykle udanym serialem. Marvel szybko nauczył się tworzyć produkcje telewizyjne i oprócz bardzo dobrych Agentów T.A.R.C.Z.Y. dostajemy równie udany sequel pierwszego filmu kinowego o Kapitanie Ameryce. Serial świetnie odwzorowuje nie tylko powojenne realia, chociażby za sprawą specjalnego flirtu czy nadmiernego blura oraz takich smaczków jak słuchowiska radiowe, czy obowiązkowy bar z szerokimi czerwonymi kanapami. Jest to przede wszystkim równe, dobrze wykorzystane osiem odcinków z ciekawą historią i rewelacyjną odtwórczynią głównej roli. Nieważne czy jesteście fanami seriali umieszczonych w świecie Marvela, czy nie – ten po prostu musicie zobaczyć.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!