Nie będę ukrywał – uwielbiam klasyczne gry karciane. Na Tysiącu, Panu czy Remiku zjadłem zęby, a moja kolejka (zwłaszcza w 2 pierwsze gry) trwa zapewne mniej niż sekundę. Praktycznie pełen automatyzm. Dlatego kiedy w ramach współpracy wydawnictwo Trefl zaproponowało nam do recenzji Hanafudę byłem bardziej niż zadowolony. Miałem wątpliwości czy opisywać jedynie same karty (w końcu to tylko talia) czy także gry, jednak ostatecznie zdecydowałem się na to drugie rozwiązanie, gdyż Koi-koi czy Mushi są zupełnie nieznane w naszym kręgu kulturowym.

Trochę historii

Instrukcja do gry zawiera krótką historię japońskiej talii kart, choć nie ukrywam, że większość faktów była mi wcześniej znana.

Karty Hanafuda były inspirowane Europejskimi kartami, które dotarły do Japonii w XVI wieku. O ile ludność samymi kartami była mocno zainteresowana, o tyle władza nie patrzyła przychylnym okiem na nowy wynalazek, odciągający ludzi od pracy. Same karty, także w wyniku prób omijania zakazów władzy, przeszły ewolucję – zmieniły się zarówno symbole jak i rozmiar kart. Obecna Hanafuda różni się dość znacznie od naszych kart.

Hanafuda pudło

W 1889 roku ruszyła pierwsza legalna sprzedaż talii Hanafuda, za którą stała firma… Nintendo. Ta sama, którą obecnie znamy z takich hitów jak Legend of Zelda czy Mario.

W XX wieku Hanafuda stała się bardzo popularna wśród mafii (nawet nazwa Yakuza wywodzi się z jednej z gier Hanafudy – Oicho – Kabu). Instrukcja dalej twierdzi, że tradycja gry talią Hanafudy nadal jest kultywowana w Japonii, Korei i na Hawajach… z czym nie mogę się tak do końca zgodzić. Mając informację z pierwszej ręki z Japonii – ludzie w wieku około 30 lat (o młodszych nie wspominając) nigdy nie grali w żadną z gier Hanafudy, a część nawet nie widziała takiej talii na oczy.

Hanafuda instrukcja

Zawartość

Ładne pudełeczko z Wierzbówką chińską na okładce (dobra, nie miałem pojęcia co to za zwierzę, przeczytałem z opisu karty :-) ) zawiera 2 instrukcję (PL i ANG) oraz 48 kart Hanafudy (4 na każdy miesiąc).

Instrukcja jest ok – czasami pojawiały się drobne wątpliwości, ale zasady gier (trzech) są wytłumaczone wystarczająco dobrze, by nie mieć problemów z rozgrywką. Podawane są również opcjonalne zasady, z których czasem warto korzystać w celu urozmaicenia rozgrywki lub poprawy balansu.

Hanafuda karty

Same karty są świetne – mogłyby być fakt faktem nieco grubsze, ale za to ich wygląd… miodzio. Przypominają one tradycyjne japońskie malowanie tuszem. Troszkę szkoda, że rewers prezentuje się przy nich blado. Cóż, nie można mieć wszystkiego.

Karty Hanafuda wydawnictwa Trefl mają tradycyjną, europejską rozmiarówkę, oryginalne są sporo mniejsze. Niestety, nie miałem ich na własność dlatego zamieszczam to zdjęcie i odsyłam was do jego źródła:

Hanafuda karty

Zasady

Jak wspomniałem wyżej – instrukcja podaje zasady trzech gier : Łączenia Kwiatów, Koi-Koi oraz Mushi. Gry różnią się od siebie pewnymi niuansami, ale podstawowy schemat rozgrywki jest identyczny. Każdy z graczy otrzymuje na rękę 8 kart, kolejne 8 wykładane jest na środku stołu (tzw. Ba), pozostałe zaś tworzą talię kart zakrytych (tzw. yamafuda). Następnie w swojej turze każdy gracz musi wykonać dwie akcje

Najpierw zagrywa kartę z ręki – jeśli pasuje ona do pary (czyli do miesiąca) karty na Ba, to może ją zebrać i położyć odkrytą obok siebie, aby inni gracze ją widzieli. Jeżeli karta nie ma pary to pozostawia ją na stole. Następnie odkrywa kartę z yamafuda i ponownie rozpatruje czy może ją przypisać do karty na Ba. Skutki są identyczne jak przy zagraniu karty z ręki. Partie kończą się, gdy gracze nie mają kart na ręce.

Cała zabawa polega oczywiście na zebraniu jak największej ilości punktów. W zależności od gry punktacja może wyglądać inaczej. W Łączeniu Kwiatów punktuje każda karta według wartości: Światła (20 punktów), Zwierzęta (10 punktów), Zwoje (5 punktów), Rośliny (1 punkt). W Koi-Koi natomiast interesują nas konkretne zestawy opisane w instrukcji.

Wrażenia 

Nie ukrywam, pierwsze partie były trudne. Nie dlatego, że gry są skomplikowane, ale ze względu na nieznajomość kart. Zaglądanie do instrukcji zabierało sporo czasu. Jednak po kilku rozgrywkach jest już zdecydowanie lepiej, łatwo przyporządkować do siebie te same motywy roślinne na kartach (choć nadal muszę się przyjrzeć kartom Lutego i Marca, gdyż są do siebie bardzo podobne). Na początek polecam Łączenie Kwiatów, które ułatwi nam zapamiętanie poszczególnych kart. Do układów trzeba już jednak zaglądać, gdyż każda gra ma je nieco inne.

Hanafuda karty

Same gry? Wbrew pozorom nie jest to losowe wyrzucanie kart, wymagają one nieco taktyki (zwłaszcza Koi-koi), ale nie ukrywajmy – szczęścia także. Złożenie odpowiedniego układu nie jest proste, ale daje sporo satysfakcji. Większość gier jest długa – tradycyjnie trwają 12 rozdaj (po 1 na każdy miesiąc), więc jeden mecz może się przeciągnąć, zwłaszcza na początkowym etapie znajomości kart. Gry z instrukcji są w większości dwuosobowe, jednak istnieją warianty na kilka osób (choć często wymagają one dodatkowej talii). Warto również korzystać z „tradycyjnego” rozdawania kart opisywanego w instrukcji, pomaga nam to w wymieszaniu kart.

Hanafuda karty

Czy jestem zadowolony z Hanafudy? Zdecydowanie TAK. Jeśli jesteś fanem klasycznych gier karcianych, to powinieneś spróbować rozegrać partyjkę Koi-Koi. Jeśli nie (co niestety zdarza się coraz częściej) to tylko szata graficzna może zachęcić cię do spróbowania.

Dziękujemy wydawnictwu TREFL za dostarczenie gry do recenzji!

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!