Nie jestem fanem serii Resident Evil, więc fakt iż nad The Evil Within pracował Shinji Mikami niezbyt mnie interesował. Od opisywanego poniżej tytułu oczekiwałem jedynie dobrego horroru z elementami akcji, a jednak dostałem coś więcej.

Już na początku rozgrywki zauważyłem podobieństwa nie tylko do Resident Evil, ale ogólnie do starszych gier. The Evil Within jest jedną z niewielu produkcji, która wygląda nowocześnie, a gra się w nią jakby była to starsza gra, głównie dzięki mechanizmom rozgrywki. Dla niektórych takie rozwiązanie może być minusem, lecz ja wreszcie poczułem klimat starych lat, a przy okazji rozkoszowałem się nowoczesną oprawą graficzną i wciągającą fabułą.

Historia, którą poznajemy w TEW jest zdecydowanie jednym z najmocniejszych elementów produkcji, więc nie będę się za bardzo rozpisywał, by nie psuć zabawy. Wcielamy się w Sebastiana Castellanosa – detektywa, który wraz z kilkoma partnerami przyjeżdża do szpitala, który stał się miejscem masowej zbrodni. Okazuje się, że za morderstwami stoi tajemniczy, zakapturzony mężczyzna, który posługuje się zombiakami, by zabijać ludzi. Już początek gry jest bardzo klimatyczny i zaskoczył mnie bardziej niż jakakolwiek produkcja w tym roku. Pewnie gdybym się interesował wcześniej tą grą, to zaskoczenie byłoby o wiele mniejsze. Na początku myślałem, że całą grę spędzimy w szpitalu, z którego będziemy musieli się wydostać. Taki pomysł na rozgrywkę jest w wielu horrorach, jednak The Evil Within nie jest zwykłą grą z tego gatunku. Już po około 20 minutach opuszczamy budynek w wielkim stylu, który spowodował u mnie opad szczęki… Takiego początku się nie spodziewałem, a dalej było jeszcze ciekawiej. Historia co chwile się zmienia i nigdy nie wiadomo co nas czeka dalej.

268050_screenshots_2014-10-20_00001

Jak na grę z tak dobrą fabułą, to bohater niestety jest mało ciekawy. Aż trudno uwierzyć, że nie przejmuje się aż tak bardzo sytuacjami, które go spotykają. Oczywiście czasami powie coś, co udowadnia, że jest przerażony, ale to i tak za mało. Nie jest on zbyt interesującą postacią, przez co szybko zapominamy jak się nazywa i staje się po prostu marionetką w naszych rękach. Nawet pozostałe postacie wydają się bardziej intrygujące od niego. Niestety pojawiają się rzadko, jedynie jeden partner towarzyszy nam przez jakiś czas i zdecydowanie jest on lepszą postacią od naszego protagonisty.

Rozgrywka jest dość urozmaicona, dzięki czemu nigdy nie jest monotonnie. Czasem jest spokojnie i walka polega na skradaniu się oraz cichym eliminowaniu oponentów, by po chwili zamienić się w grę akcji, kiedy to strzelamy we wszystko co się rusza. Gdy zabijamy wroga po cichu, wystarczy do tego nóż, a następnie zapałka, by spalić jego ciało by nie mógł się już odrodzić. Zapałki są bardzo ważne podczas gry, gdyż bez nich większość przeciwników może po chwili się odradzać. Czasami, gdy ich nie mamy, wystarczy strzelić kilka razy w ciało lub je kopnąć kilka razy by potwór już na dobre umarł. Momenty, w których strzelamy nie należą do łatwych, gdyż amunicja jest tu na wagę złota. Rodzai broni jest kilka i każdą z nich zdobywamy wraz z postępem fabuły. Mamy pistolet, strzelbę, kuszę i karabin snajperski. Do tego każda z nich ma swój inny odpowiednik, jak np. pistolet i rewolwer. Oprócz broni są również inne elementy ekwipunku, na przykład granaty, czy strzykawki, którymi się leczymy. Na każdego wroga zwykle potrzeba kilka strzałów z pistoletu lub jeden celny ze strzelby, jednak walka jest o tyle trudna, że zawsze mamy mało amunicji. Dlatego bardzo ważne jest tu eksplorowanie, które jest nie tylko po to by szukać znajdziek, ale właśnie dlatego jest istotne, że w wielu miejscach znajdziemy naboje, strzykawki lub inne potrzebne rzeczy niezbędne do przeżycia.

268050_screenshots_2014-10-15_00002

Sporo jest tutaj skryptów, przez które trzeba wszystko zapamiętywać i uczyć się na swoich błędach. Przykładowo w pewnym momencie pojawia się wielki potwór, który wydaje się być bossem, a więc można pomyśleć czy chcemy go zabić. Jednak jest to niemożliwe, gdyż jak już nas zaatakuje, to od razu giniemy. Dlatego walka w tym miejscu nie ma sensu, trzeba uciekać. Jednak przy pierwszym podejściu nie ma żadnych wskazówek, które zaproponowałyby ucieczkę. Dopiero gdy opuścimy pomieszczenie, nasz bohater mówi, że lepiej się stąd wynosić… podobnych sytuacji jest sporo, przez co często giniemy. Czasami przez skrypty dzieją się dziwne rzeczy, najczęściej podczas przerywników filmowych. Na przykład gdy nie miałem już żadnych naboi w pistolecie, biegłem ile sił w nogach do punktu kontrolnego, gdzie załadował mi się filmik gdzie bohater strzelał z pistoletu… tylko skąd on miał amunicje? Jeszcze w innym momencie nasz protagonista skoczył do wody, a ja miałem ze sobą jedynie pistolet. Po krótkim filmiku, bohater wyłania się z wody i ma ze sobą strzelbę… skąd ją wziął? Może i jest to czepianie się na siłę, ale takie momenty psuły nieco klimat produkcji.

Bardzo ciekawym elementem, który od razu mi się spodobał, to rozwijanie postaci. Podczas rozgrywki zbieramy słoiki wypełnione zieloną substancją, za którą kupujemy ulepszenia. Tak więc możemy np. zwiększyć zdrowie bohatera, limit noszonego ekwipunku, długość sprintu lub siłę broni. Naprawdę jest sporo rzeczy, które można ulepszać, więc jest to bardzo dobre rozwiązanie, które motywuje do eksploracji.

Jeśli chodzi o lokacje, które zwiedzamy wraz z kolejnymi rozdziałami, niektóre miejsca są okropne i aż nie chciało mi się po nich chodzić. Inne jednak są bardzo klimatyczne i czuje się zagrożenie na każdym kroku. Tymi gorszymi są otwarte lokacje, jak na przykład las, który nie ma w sobie nic ciekawego. Najlepiej wypadają tu ciasne, klaustrofobiczne pomieszczenia. Często może się wydawać, że sporo pomieszczeń jest do siebie podobnych. Na przykład przez większość czasu zwiedzamy tunele pełne rur na ścianie… pod względem urozmaicenia lokacji, twórcy mogli się bardziej postarać, bo nawet cmentarz niczym nie zaskakuje.

268050_screenshots_2014-10-14_00023

Jeśli chodzi o stronę techniczną, to odczucia mam dość mieszane. Grafika miejscami nie zaskakuje, a większość tekstur jest brzydka, jednak oprawa wybija się dzięki filtrom, które pojawiają się podczas halucynacji. Elementy psychodeliczne są zdecydowanie najlepszym elementem The Evil Within i możliwe, że w żadnej innej produkcji nie zostały wykonane aż tak dobrze. Nawet dźwięki dodają odpowiednią, chorą atmosferę. Dzięki temu powstaje niepowtarzalny klimat, który wciąga i straszy. Do tego świetnie wyszła zabawa światłem i cieniem, co jest w tego typu grach bardzo istotnym elementem. Niestety jest limit klatek do 30 oraz czarne pasy na górze i dole ekranu, które po jakimś czasie męczą. Tych rzeczy można się pozbyć dzięki konsoli, w której wpisuje się odpowiednie kody, lecz nie każdy może to wiedzieć, więc miejmy nadzieję, że twórcy poprawią to w którymś z patchy.

The Evil Within miejscami jest bardzo dobrą produkcją, która przypomina starsze tytuły, a do tego potrafi wciągnąć dzięki rewelacyjnemu klimatowi i ciekawej fabule. Z drugiej strony jednak, jest dość frustrująca przez poziom trudności i przestarzałe mechanizmy. Niektórym może się to podobać, lecz inni wolą gry, które trzymają się obecnych standardów. Z pewnością gra spodoba się osobom, które tęsknią za starymi horrorami, takimi jak Resident Evil, czy Silent Hill. Inni mogą delektować się interesującą fabułą i może to im wystarczy.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!