Znane ludowe porzekadło mówi, że „wojna nigdy się nie zmienia”. Guzik prawda. W świecie gier komputerowych zmieniła się ona bowiem diametralnie na naszych oczach, a odpowiedzialnych za to należy szukać w Warszawie, gdzie mieści się siedziba znanego z niezwykle oryginalnych gier studia 11 bit. Wcześniej panowie z tegoż przybytku oczarowali świat swoim odwróconym tower defense – Anomaly, które triumfy święciło szczególnie na platformach mobilnych i wraz z zapowiedzią This War of Mine wyglądało na to, że nie mają oni zamiaru pozbyć się tendencji do „rewersu”, wywracania do góry nogami wszystkiego, co uznawaliśmy za logiczne.

Jest to jedyny rozsądny sposób, aby nazwać perspektywę, jaką postanowili nas uraczyć Warszawiacy w swojej nowej grze, traktującej przecież o temacie wyeksploatowanym do absolutnego maksimum – wojnie. Tę widzieliśmy już w setkach odsłon, różniących się od siebie tempem rozgrywki, jej umiejscowieniem w czasie i przestrzeni czy różnym podejściem do poziomu trudności, rzadko jednak kiedy przyszło nam w nich koniec końców robić coś innego, aniżeli strzelać. Jest to dosyć jasny tok rozumowania, skoro pierwsze co przychodzi człowiekowi do głowy, kiedy pada hasło „konflikt zbrojny” to raczej właśnie wystrzały karabinów czy przemarsze ogromnych armii. Z czasem jednak nawet najwięksi fani tychże krajobrazów mogą poczuć się znużeni zerową kreatywnością producentów, uważających wojnę za swoją niszę. Czym więc różni się podejście 11 bit studios?

W This War of Mine przychodzi nam zainteresować się tą stroną kampanii zbrojnych, którą na ekranach komputerów czy telewizorów widywano bardzo rzadko. Mowa bowiem o losach cywilów, żyjących w miastach (konkretnie w jednym, wzorowanym na realiach z Kosowa w latach 1996-1999) z  dotkniętych terrorem spadających z nieba rakiet, wybuchających samochodów i świstających, zbłąkanych kul. Nie można sobie wyobrazić tego, jak wielkim szokiem może być dla żołnierza wojenna zawierucha, trzeba jednak pamiętać, że mówimy tutaj o kimś, kto przetrwał kilkuletnie szkolenie, mające go w jakimś stopniu przygotować do tego, by zwyczajnie nie pękł. Skoro więc ktoś, kto żyje z tego, aby odnajdywać się w ekstremalnych warunkach, często miewa z tym problemy, co mają powiedzieć obywatele, prowadzący jeszcze niedawno swoje życie pełne codziennych trosk, przerwanych przez nagłe rozpętanie się piekła?

2014-11-12_00002

Ten właśnie wątek stara się poruszać This War of Mine i po wstępie, mającym przybliżyć Wam mniej więcej z jakimi doświadczeniami będziemy się zmagać, przejdźmy do sedna, którym jest rozgrywka. Każda odsłona naszych zmagań z wojennymi trudami rozpoczyna się w tym samym, bogatym jednak w różne zasoby, domu. Już teraz należy doprecyzować, co w tym kontekście oznacza „bogatym” i „zasoby” – symbolizują one, że w całkiem sporej kamienicy znajdziemy jakiekolwiek przydatne przedmioty, które uznalibyśmy jednak za śmieci w każdych innych okolicznościach. Rozpoczyna się więc zbieractwo wszelkiego rodzaju belek i innych komponentów, z których wyczarujemy pierwsze – zazwyczaj stricte craftingowe – stanowiska w naszym domku. Musicie bowiem wiedzieć, że naszym nadrzędnym zadaniem jest dostosowanie lokum do bardzo prostych potrzeb – chcemy utrzymać naszych bohaterów przy życiu. Możemy to osiągnąć na wiele sposobów, bo twórcy oferują nam choćby możliwość wybudowania destylarni, z której będziemy uzyskiwać namiastkę alkoholu czy zielarni, przy której to zajmiemy się tworzeniem leków czy papierosów. Kluczowe dla wygody i zdrowia lokatorów są jednak inne sprzęty – łóżka, piece czy kuchenki. Bez nich, szanse przeżycia spadają praktycznie do zera. Waluta jako taka nie istnieje, a jedyny handel jaki będziemy prowadzić to ten wymienny – raz na kilkadziesiąt godzin przed naszymi drzwiami pojawi się kupiec, oferując zgromadzone przez siebie fanty.

Musicie się jednak przyzwyczaić, że nie będzie on zazwyczaj miał tego, czego potrzebujemy, z kolei kiedy już zdobędziemy ów przedmiot inną drogą, wtedy z pewnością zobaczymy go w ofercie handlarza. Ot, takie typowe prawo Murphy’ego, ale trzeba się przed grą w This War of Mine przyzwyczaić, że w obliczu śmierci nie ma żadnej sprawiedliwości czy moralności, nie można też oczekiwać jakiegokolwiek szczęścia. Jeżeli chcemy przeżyć musimy myśleć naprzód, gospodarując zasobami w taki sposób, aby nie okazało się, że sprzedaliśmy coś, co nagle będziemy desperacko potrzebować. Oczywiście, zawsze możemy wybrać się na wycieczkę po okolicznych lokacjach, gdzie niestety prócz skarbów będą czekać na nas obowiązkowe niebezpieczeństwa. Czasem uda się ich uniknąć, czmychając gdzieś od cienia do cienia, ale konfrontacja z innymi, uzbrojonymi cywilami, w których dorobku często musimy grzebać, kończy się podwójnie boleśnie.

2014-11-13_00001

Dlaczego podwójnie? Bo każdy bohater jest niezwykle przydatny w różnych okolicznościach – jeden jest predysponowany do wyżej opisanych wypraw, dysponując większym „plecakiem”, w którym możemy magazynować przedmioty, inny dobrze czuje się, kiedy trzeba kogoś pocieszyć, a kondycja psychiczna jest w This War of Mine niezwykle ważna, mamy też kucharzy, złote rączki czy dobrych matematyków, którzy nie dadzą się orżnąć przy handlu. Jeśli więc skreślenie z listy rezydentów kogokolwiek tylko delikatnie kłuje nas w serce z powodów moralnych (bo mimo starań twórców ciężko zżyć się z prywatną, biograficzną stroną naszej kompanii), to już utrata pewnych ekonomicznych aspektów szybko daje nam się we znaki. Drugi powód, przez który starcia często nie kończą się żadnymi pozytywnymi reakcjami, jest pokraczność walki i wątpliwe jej zbalansowanie. Można by uwierzyć, że cios lub dwa nożem czy łomem po zakradnięciu się do naszej ofiary powinny załatwić sprawę, ale często okazuje się, że nasi przeciwnicy noszą w sobie znamiona komandosa i rozkładają nas na łopatki w try miga.

Wspomniałem, że utożsamianie się z naszymi postaciami i jakiekolwiek emocje z tego pochodzącego należą do raczej rzadkich zjawisk, co innego jednak, kiedy mamy okazję obserwować historię pozostałych ludzi, żyjących sobie gdzieś obok nas. Zdarzyło się, że podczas nocnej wyprawy, skryty gdzieś w cieniu z uchem przyssanym do drzwi słyszałem, jak stare małżeństwo wspominało lepsze dni, nie wiedząc, że za chwilę pozbawię ich całego drogocennego dobytku, skazując jednocześnie staruszków na głodową śmierć. Ta gra naprawdę potrafi zmusić do tego, aby zastanowić się, kiedy w ekstremalnych sytuacjach zaciera się granica między człowieczeństwem a zezwierzęceniem, bo do czynów budzących takie wątpliwości będziemy musieli się posuwać. Czy da się przetrwać w This War of Mine bez przemocy? Nie mam pojęcia, nie próbowałem. Wolałem pójść na łatwiznę i zabijać, czując namiastkę obrzydzenia do siebie za każdym razem, tłumacząc później swoje czyny wyższym (bo swoim) dobrem.

2014-11-13_00002

Na pochwałę również zasługuje oprawa audiowizualna, doskonale odwzorowująca szaro-burość jugosłowiańskich krajobrazów, otoczonych zewsząd mgłą wojny i okraszonych okazjonalnym szlochem jakiejś niewiasty czy zawodzeniem małego dziecka. Ciemna, komiksowa kreska w stylu The Walking Dead, nadaje odpowiedniej atmosfery wydarzeniom, które obserwujemy na ekranie i nigdy nie budzi wątpliwości, że nawet pomimo okazjonalnych wzlotów naszej garstki ocalonych, wciąż tkwią oni w rzeczywistości gęstej jak smoła i przygnębiającej jak brytyjska pogoda. This War of Mine spełniło moje wszelkie oczekiwania nawet mimo tego, że doświadczyłem zaszczytu wcześniejszego testowania wersji beta, więc można powiedzieć, że byłem uprzedzony o potencjalnej jakości finalnego produktu, choć na pewno nie narzekałbym, gdyby tkwił w nim większy potencjał do spędzania na zabawie większej ilości czasu. Po pewnym czasie zwyczajnie w poczynania naszych bohaterów wkrada się nuda, gracz ma wrażenie, że jest już ze wszystkim zaznajomiony, a realia raczej w żaden sposób nie rotują. Myślę jednak, że możemy być spokojni jakości kolejnych produkcji 11 bit studios, bo któryś raz z rzędu dowodzą oni, że zamieniają w złoto wszystko, czego tylko dotkną.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!