Po ukończeniu Tormentum, rozłożyłem się na kanapie z herbatą i przez dobre kilkanaście minut zastanawiałem się nad tym, czego właśnie doświadczyłem. Bowiem produkcja polskiego studia „Oh noo!” to bardzo nietypowy reprezentant gatunku „point and click”. Jedyne co zamyka sam tytuł w obrębie tejże kategorii to sposób prowadzenia rozgrywki. Reszta elementów składowych wprowadziła mój umysł w niemałe zakłopotanie i zapewne nie jestem jedyną osobą z takimi przeżyciami. Wystarczy, że popatrzycie sobie na screenshoty, by chociaż posmakować tejże abstrakcji. Zresztą to idealne słowo na opisanie samej gry w skrócie.

Fabuła Tormentum: Dark Sorrow koncentruje się wokół tajemniczej, zakapturzonej persony, którą kieruje gracz. Budzimy się w klatce, przypiętej do wielkiego sterowca, by niedługo potem obudzić się w Zamku. Jest to siedziba rycerzy z charakterystycznymi, rogatymi hełmami. Ich celem jest porywanie osób, które noszą w sobie wewnętrzne zło i torturowanie ich, by wyplenić z nich mrok, a następnie poprowadzić ku odkupieniu. My w snach ujrzeliśmy tajemniczy posąg i to on być może jest właśnie naszym kluczem do katharsis. Cała opowieść w tejże przygodówce traktuje właśnie o dążeniu do osiągnięcia tego stanu, choć oczywiście nie mówi o tym wprost. Wszystko otoczone jest tutaj potężną aurą tajemniczości i żaden dialog, ani żadna z barwnej gamy postaci, nie wytłumaczy nam o co tak dokładnie tutaj chodzi. Od samego początku aż do finału ciężko jednoznacznie określić o czym jest historia w Tormentum. Osobiście potraktowałem ją jako jedną, wielką filozoficzną podróż, która poddaje nasze sumienie wyzwaniu. Taka interpretacja w prosty sposób łata też niektóre dziury fabularne, być może celowo pozostawione przez twórców, ale takie domysły wolę już zostawić samemu sobie. W końcu to gra indie stylizująca się na dzieło sztuki, a te jak wiadomo lepiej interpretować samodzielnie.

Jak już mówiłem, rozgrywka zamyka grę w ramach gatunku „point and click”. Przemieszczamy się bohaterem pomiędzy poszczególnymi planszami, zbieramy przedmioty i przy ich pomocy rozwiązujemy różne zagadki logiczne lub inne puzzle. Prawdę powiedziawszy, to Tormentum: Dark Sorrow jest przygodówką bardzo, bardzo prostą i stanowi zerowe wyzwanie dla weteranów gatunku, a nawet dla takich nieco bardziej zaawansowanych laików jak ja. Miałem oczywiście kilka zastojów w zabawie, ale tylko dlatego, że nie zauważyłem niektórych przejść do lokacji lub wtopionych w otoczenie przedmiotów. Reszta to już sielanka, bowiem niektóre zagadki udawało mi się nawet rozwiązać bezmyślnym klikaniem w co popadnie i to oczywiście w błyskawicznym tempie. Gameplay zatem jest bardzo gładki i stanowi raczej tło dla reszty, aniżeli jeden z czołowych elementów gry. O wyzwaniu tym bardziej nie ma tu oczywiście mowy.

To, co jednak przoduje w Tormentum: Dark Sorrow to grafika, a raczej styl graficzny, który twórcy obrali sobie przy tworzeniu samej produkcji. Autorzy wzorowali się na H. R. Gigerze oraz Zdzisławie Beksińskim, ale ciężko wrzucić tę stylistykę do jakiegokolwiek worka. Cały silnik bazuje na malowanych planszach, których niektóre części są animowane. Są to animacje skąpe, ale jednak ubarwiające styczność z tym „dziełem malarskim”. Abstrakcja to tutaj swojego rodzaju słowo klucz. Wszystko wygląda jakby zostało żywcem wyjęte z koszmarów ścigających człowieka, który niedawno zwiał z piekła. Mroczna, wypełniona śmiercią i bólem kreska szybko nas przybija, a to wymieszane z niektórymi dialogami, prowadzi nas do nieciekawych refleksji. Wszystkie pejzaże szybko zapadają w pamięć i to ten artystyczny aspekt jest tutaj najważniejszy. Osobiście byłem przez większość czasu mocno zniesmaczony tym, co widziałem, ale potraktowałem to jako celowe zagranie twórców – sprowokowanie odrazy względem bohatera i samego siebie. Dopiero pod koniec doceniłem wszystko w pełni, choć widoki idealnie pasowałyby raczej do jakiegoś psychologicznego krótkometrażowego horroru, niż zwykłej przygodówki. Na bazie tych grafik można napisać jeszcze kilka gier, tak dobrze zostały moim zdaniem wykonane.Tormentum 2015-03-01 20-03-56-719

Można zauważyć po tejże produkcji, że jest kierowana na platformy mobilne, głównie ze względu na prostotę zabawy i strasznie toporny jak na komputery interfejs. A to właśnie na PC testowałem ten tytuł i dziwne rozmieszczenie niektórych elementów na HUDzie, czy też poszczególnych przedmiotów na poszczególnych planszach zniechęciły mnie nieco do zabawy. Potraktujcie to jednak jako zwykłe czepialstwo z mojej strony.

A co z muzyką? Cóż, nie zapamiętałem jakichkolwiek części soundtracku, głównie przez zauroczenie oprawą graficzną. Nic nie wpadło mi w ucho, ale celem różnych nut było bardziej podkreślenie klimatu i mających miejsce wydarzeń, niż zauroczenie gracza kompozycją. Także coś tam w tle bzyczy, ale dźwięk można równie dobrze wyłączyć i dużo się przez to nie traci.

Tormentum: Dark Sorrow to ciekawa podróż po mocno abstrakcyjnych światach, wykreowanych przez bardzo uzdolnionego grafika, oblana ciężkim, mrocznym klimatem. Jest to bardziej opowieść niż gra, a dołączenie elementów charakterystycznych dla przygodówek można potraktować jako dodatek. Jeśli jesteście fanami produkcji indie i osobami czułymi na sztukę, to ciężko o znalezienie innego tytułu godnego wydania na niego tych niecałych 40 złotych. W przeciwnym wypadku radzę Tormentum omijać, żebyście nie czuli się zawiedzeni. Mnie gra pozostawiła rozbitego i nie wiem do końca czy mogę ją ot tak, od siebie polecić. Decyzję o zakupie zostawiam już Wam samym.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!