WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Rozrywka

Recenzja gry WRC 6

Przemysław z redakcyjnego zespołu WhatNext miał już przyjemność napisać kilka słów o wyścigach rajdowych WRC 6, ale to mnie przypadła ostatecznie przyjemność recenzji tejże gry. Po niespełna roku doczekaliśmy się następnej odsłony cyklu, która w teorii ma wnieść wiele nowinek do serii posiadającej oficjalny patronat i licencję Rajdowych Mistrzostw Świata. Doświadczenie uczy jednak, że do osiągnięcia sukcesu potrzeba znacznie więcej niż tylko przechwałek wydawcy i twórców.

WRC 5 recenzowałem w zeszłym roku na platformie Xbox One na łamach innego serwisu i muszę się przyznać, że było to moje pierwsze podejście do tej marki. Nie miałem o niej wyrobionej opinii, dlatego podchodziłem z czystym sumieniem, bez jakiś większych oczekiwań. Finalnie moja ocena była jak najbardziej na plus – zdarzyło się kilka wpadek autorom, ale zasadniczo WRC 5 to kawałek dobrego kodu. Jeśli chcecie zapoznać się z moją opinią, zapraszam do lektury pod tym linkiem. A jak będzie tym razem, skoro poprzeczka stanęła już dość wysoko?

Generacyjny downgrade

Za odsłonę szóstą odpowiada wzorem poprzedniej części francuskie studio Kylotonn, którego osiągnięcia trudno nazwać imponującymi. W ich portfolio znajdziemy m.in. Truck Racer, Motorcycle Club, strzelankę Bet on Solder oraz coś o zawodach myśliwskich. Słowem nie ma tego za wiele. Natomiast WRC ukazuje się na rynku regularnie od 2010 roku i niespecjalnie mogę powiedzieć by przez ten czas, szczególnie pierwsze części zyskały szerszą aprobatę ze strony graczy gustujących w bezdrożach i szutrze. Osobiście mam problem z grami wydawanymi w odstępach wynoszących mniej więcej dwanaście miesięcy, bowiem przy takiej polityce trudno spodziewać się większych innowacji, plus problemy z samym kodem zdają się wręcz dosłownie piętrzyć.

WRC 6 działa na tym samym silniku graficznym, co poprzedniczka, ale programiści celem wyduszenia więcej z autorskiego Kt Engine HD postanowili ominąć szerokim łukiem siódmą generację konsol. Słowem cały potencjał i moc przerobowa ukierunkowana była na Xbox One, PS4 oraz rzecz jasna PC. Taka postawa godna jest pochwały, gdyby nie fakt, że gra ostatecznie wygląda słabiej niż poprzedniczka. Może mam coś z oczami, ale widać ewidentnie niedociągnięcia w teksturach, nie wspominając już o absolutnym braku wygładzania krawędzi. Kolorystycznie też nie wygląda to najlepiej, choć wszystko da się przełknąć, dopóki mamy względną optymalizację kodu, a tu dość spora niespodzianka – WRC 6 przejawia cykliczną tendencję do lekkich przycinek i gubienia wyświetlanych klatek, co jak wiemy w dynamicznej rajdówce dla wielu odbiorców będzie nie do przyjęcia.

wrc_6_screen

Podciągnięciu miała ulec również ogólna fizyka gry, ale względnie szału nie ma. Wzorem poprzedniej odsłony nawet wpadając do rowu trudno oczekiwać, że auto będzie dachować, a uderzenie w drzewo nawet z dużą prędkością nie spowoduje nagłego zgonu maszyny. Zwyczajnie odbijemy się od drzewa (lub nie), opłaczemy wgnieciony zderzak i już po chwili dalej gonimy oponentów. Takie niedociągnięcia niepotrzebnie psują całokształt, dlatego czekam na pierwszą, a zarazem gruntowną łatkę od twórców.

Zmiany na dobre czy na złe?

WRC 6 bazuje na licencji FIA World Rally Championship, dlatego odzwierciedla realia obecnie panującego sezonu rajdów w klasach WRC,WRC2 i jWRC. Tym sposobem zasiądziemy za kierownicą aktualnych maszyn, wcielając się w realne zespoły reprezentowane przez śmietankę rajdowego świata. Co tyczy się samych pojazdów, ich odwzorowanie nie budzi zastrzeżeń. Brzmią, wyglądają i prowadzą się dobrze, tylko ten przeklęty anty-aliasing i filtrowanie tekstur… eh.

Przez te wszystkie lata marka WRC jednak zdołała zgromadzić wokół siebie dość sporą grupę fanów, ponoć regularnie wypowiadających się na temat następnych odsłon, gdzie opinie były brane pod uwagę. Tym sposobem „szósteczka” daje więcej zawartości niż poprzedniczka. Po pierwsze odcinki są znacznie dłuższe, a ponadto bardziej wymagające – trasy uległy sporemu zwężeniu, przybyło wybojów, a ubyło dziwnie zaprojektowanych zakrętów. Miejscówki względem siebie są mocno zróżnicowane, dlatego trudno popaść w monotonię, zwłaszcza, gdy przyjdzie nam odwiedzić pierwszy raz Australię, lub wsiąść udział w Rajdzie Chin – zupełna nowość dla serii WRC. Uspakajam także wszystkich lokalnych patriotów: Polskę też zwiedzimy. W grze pojawiają się dwa duety rodaków: Hubert Ptaszek i Maciej Szczepaniak oraz Łukasz Pieniążek i Przemysław Mazur.

wrc2

Przemodelowaniu uległ model jazdy wraz z ogólnym zachowaniem pojazdów na rożnych rodzajach nawierzchni. Element ten wzbudza najwięcej kontrowersji, bowiem dość spore grono graczy zarzuca drętwy sposób prowadzenia, odległy od tego, co można nazwać realizmem. Widać jednak w wypowiedziach brak konsekwencji i fundamentalnego zdeklarowania, czego tak naprawdę oczekują. Jeśli jesteście zagorzałymi zwolennikami symulatorów z krwi i kości, to spokojnie omijajcie WRC 6. Z drugiej strony, nie jest to bezczelny arcade, gdzie cztery kółka zachowują się niczym mydelniczka. Praca kamery zza auta wszakże pozostawia wiele do życzenia, ale więcej czasu spędzam widząc kierownicę lub z poziomu zderzaka i to właśnie tak lepiej wyczuć pojazd, szczególnie w trakcie atakowania ostrych zakrętów. Jeśli ogrywaliście „piątkę” z pewnością zauważycie różnicę w pracy hamulca ręcznego, który nie reaguje już jak na zawołanie, ratując z każdej opresji. Teraz musimy sięgać po niego z rozwagą, nabywając bardziej technicznego zacięcia w rozgryzaniu kolejnych odcinków.

Na początku gra pozwala nam zdeklarować się, jaki model jazdy preferujemy – czysto zręcznościowy czy może raczej wymagającą symulację. Wyboru dokonujemy na podstawie dwóch krótkich testów i nawet jeśli zdecydujemy się na pełen profesjonalizm, to i tak daleko WRC 6 do choćby Rally Dirt.

Licencja to nie wszystko

Na pierwszy rzut oka szósta część WRC zyskuje przewagę nad poprzedniczką, dając więcej treści, co docenią przede wszystkim fani gatunku. Mam jednak problem z „sezonowością” gier, bo jak już wcześniej wspomniałem, przez dwanaście miesięcy wizualnie tytuł raczej zubożał, to jeszcze ponad wszelką wątpliwość nie będzie pozycją, do której powracamy cyklicznie po ukończeniu kariery. Wszakże studio Kylotonn rozbudowało system rozgrywki sieciowej, co pewnie przysłuży się przy tworzeniu większej społeczności, ale dla starszych wyjadaczy rajdowych zmagań fakt ten może nie wystarczyć. Do łask jeszcze powrócił split-screen, który powinien być normą dla konsol, ale jak widać nie każdy producent to rozumie. Tu należy się pochwała francuzom.

Jednakże problemem jest nie to jak gramy, ale czym gramy! Mamy do dyspozycji WRC,WRC2 i jWRC z obecnego sezonu, a przecież wyścigi rajdowe mają znacznie więcej do zaoferowania. Brakuje mi ikon szutrowych tras z wczesnych lat 2000, wyścigów lat 90. i 80., czy nawet jeszcze starszych. Nie zasiądziemy za kierownicą mojej ulubionej Subaru Impreza WRX, Mitsubishi EVO, Focusa, Escorta WRC, Toyota MR czy choćby starych Peugotów nie wspominając już o nieśmiertelnej Delta Integrale. Sami przyznacie że trochę biednie, szczególnie gdy konkurencja nie śpi – Dirt Rally i Sebastien Loeb Rally Evo wspominać chyba nie trzeba. Reasumując, mamy na wyciągnięcie ręki wyczesane trasy, ale nie ma już, czym poszaleć na konkretnie, bo większość dostępnych wozów to powtarzające się marki, różniące się tylko barwami zespołów.

Dlatego pojawia się moja osobista prośba: zrezygnujcie z sezonowości, pozwalając sobie choćby na dwuletnie przerwy wydawnicze, celem dopieszczenia gry. Warto nad tym pomyśleć, bo samo WRC ma naprawdę spory potencjał, przemawiając do początkujących adeptów i średnio zaawansowanych. Brakuje już tylko finalnego szlifu, bo dla w gruncie rzeczy kosmetycznych zmian nie widzę sensu kupowania niemal tej samej gry co roku w pełnej cenie.