Rynek gier imprezowych praktycznie zamarł. Ciężko znaleźć teraz produkcję, która będzie miała stosunkowo proste zasady i pozwoli całemu towarzystwu bawić się na równi. Playstation wyszło jednak z ciekawą inicjatywą w postaci PlayLink, która łączy imprezowy potencjał z prostym sterowaniem przy pomocy smartfonów. Jak sprawdza się to w praktyce?

Imprezowa posucha

Ostatnimi czasy odkryłem, że kiedy wpada do mnie grupka znajomych, ciężko znaleźć tytuł, który umili czas przy piwku oraz rozmowach. Kiedyś triumfy święciło Guitar Hero i choć nie była to tania zabawa, to koncepcja gier muzycznych zdawała się trafiać do każdego, a szeroki wachlarz poziomów trudności pozwolił czerpać przyjemność zarówno nowicjuszom, jak również największym wymiataczom. Dzisiaj wachlarz wydaje się znacznie uboższy. Z większych gier zostaje tylko FIFA, Call of Duty, albo bijatyki pokroju Tekkena czy Mortal Kombat. To bardzo rozbudowane tytuły, co samo w sobie jest zarówno potężną wadą jak i równie wielką zaletą. Dwaj lekko doświadczeni gracze mogą zrobić świetne show w postaci zrównoważonego spotkania, a emocje, które im towarzyszą, ciężko porównać do innych rywalizacyjnych doświadczeń w grach. Nowicjusz ma tu jednak o wiele mniejsze pole do manewru. Barierą zawsze jest sterowanie i niewielka wiedza o samej produkcji. Nauczenie kogoś podstaw FIFA zajmie chwilę czasu, podobnie w takim Tekkenie, a o przyzwyczajeniu się do celowania padem w Call of Duty nie mówiąc. Przyjdzie jednak moment, w którym początkujący zmierzy się z kimś bardziej doświadczonym i wówczas cała chęć poznawania danego tytułu pryska, wraz z ulatniającą się frajdą, kiedy dostajemy sromotny łomot.

Duzi wydawcy praktycznie zapomnieli o rynku gier imprezowych. Winą obarczyć trzeba zapewne niewielką sprzedaż takich tytułów, bo trafia on w niewielką i bardzo charakterystyczną niszę. W końcu żeby cały skład 4 osób zagrał w takie Destiny 2, to wszyscy muszą posiadać 4 kopie tego samego tytułu, a nie jeden na którym można grać w czterech. Co zatem pozostaje osobie szukającej gry imprezowej? Cofnięcie się generację lub dwie wstecz, skoczenie w głąb rynku małych tytułów niezależnych, albo wyciągnięcie z szafy jakichś planszówek lub karcianek.

Tutaj do gry wchodzi PlayLink, czyli nowa inicjatywa od PlayStation. Można powiedzieć, że jest to zbiór gier, które łączy jedno – ciekawa metoda sterowania. Tutaj naszym głównym centrum jest włączona konsola z grą, zaś kontrolerami nie są pady a ekran smartfona. To już samo z siebie daje duże pole do popisu twórcom, którzy wokół tego mogą zbudować całą plejadę imprezowych produkcji. W sumie to prawie wszystkie produkcje objęte tymże programem stworzone są z myślą o więcej niż jednym graczu (oprócz dosłownie jednego tytułu) i błyszczą gdy tych jest przynajmniej czterech. Nie są to może jakoś specjalnie skomplikowane i wymagające ogromnego skupienia dzieła, a raczej nieskomplikowane propozycje, wręcz idealne na imprezę.

W pakiecie, który otrzymałem do przetestowania, znajdowały się takie tytuły jak: „To jesteś Ty!”, „Planet of the Apes: Last Frontier”, „Ukryty Plan” oraz „Wiedza To Potęga”. Dwóm z nim poświęcę nieco więcej miejsca w tekście, zaś na podstawie dwóch pozostałych, wytknę największą słabość całego obecnego katalogu PlayLink.

Proszę mieć na uwadze to, że piszę tekst z perspektywy gracza, który wychował się na polskim rynku gier. Produkcje imprezowe jako takowe nie są w naszym kraju specjalnie popularne i PlayLink wydaje się inicjatywą wprowadzającą lekki powiew świeżości. Sony postarało się o odpowiedni marketing, a przy okazji część tytułów z tego katalogu otrzymało stosowne, pełne spolszczenie. Nie znaczy to jednak, że “party games” są całkowicie skazane na porażkę, bo te są bardzo popularne… ale akurat nie w Polsce. Nintendo święci triumfy swoimi seriami, takimi jak Mario Kart czy Smash Bros., z kolei na Steamie znajdziemy Duck Games, SpeedRunners, Overcooked czy The JackBox Party Pack. Warto jednak nadmienić, że granie w nie wymaga dodatkowych kontrolerów czy w przypadku nadal średnio popularnego u nas Nintendo – całej konsoli. Dla osób, które szukają naprawdę głęboko, coś się znajdzie, ale jest to temat na zupełnie inny wpis.

Prostota to rzecz święta

Zanim jednak do tego przejdę, jest jedna rzecz, która łączy wszystkie produkcje z programu PlayLink – prostota. Mowa tu zarówno o nieskomplikowanych zasadach, jak również o banalnym sterowaniu oraz samej konfiguracji. Do rozpoczęcia zabawy wystarczy jedynie włączyć grę na samej konsoli, pobrać aplikację na smartfon, podłączyć się do tej samej sieci Wi-Fi co konsola (jest też możliwość, żeby PS4 utworzyło własną sieć, do której telefony będą w stanie się dobić), włączyć aplikację i następnie cieszyć się samą zabawą. To proste jak konstrukcja cepa i co ciekawe rozwiązanie działa powalająco dobrze. W trakcie wielu sesji z różnymi graczami, nie napotkałem się z sytuacją, żeby ktoś nie mógł się podłączyć. System czy telefon nie robił tu różnicy. Twórcy zadbali też o to, żeby dalsza rozgrywka była równie banalna. Nie ma momentu, w którym tłumaczymy komuś po raz 5 sterowanie. Wszystkie gry polegają w końcu na naciskaniu odpowiednich pól na ekranie smartfona z mniejszą lub większą częstotliwością. Twórcy starają się też przypominać sterowanie w trakcie zabawy podpowiedziami postaci czy słownymi tutorialami.

Nie wspominałbym o prostocie, gdyby nie było to kluczowe, a jednak w przypadku gier imprezowych ma to ogromny wpływ na dalsze doświadczenie. Nikt nie chce się zagubić na samym początku zabawy, bo strasznie szybko potrafi to zniechęcić do dalszej zabawy. W takim otoczeniu każdy chce po prostu usiąść i od razu cieszyć się rozgrywką. Moim zdaniem PlayLink sprawdza się w tym wręcz wyśmienicie.

Wiedza To Potęga

To akurat mój faworyt, jeśli chodzi o start imprezy. Wtedy jeszcze wszyscy odpowiednio myślą, a ich szare komórki nie są zabite przez za duże stężenie etanolu w postaci wszelakiej. Wiedza To Potęga to nic innego jak prosty i przyjemny quiz, utrzymany w bardzo humorystycznej oprawie audiowizualnej. Zasady są banalne – kto szybciej odpowie poprawnie na dane pytanie, zdobywa najwięcej punktów. Co kilka pytań, pojawiają się też pewne urozmaicenia w postaci rund, gdzie np. łączymy dane postaci lub tytuły z odpowiednimi kategoriami.

Wiedza To Potęga nie jest jednak stricte quizem, bo w takim wypadku gra znudziłaby się już na starcie. Przed każdym pytaniem mamy możliwość użycia na znajomych „przeszkadzaczy” różnego rodzaju. Tak też możemy zamrozić komuś odpowiedź, by ten musiał rozbić lód przez stukanie w ekran. Można też odpowiedzi zamazać glutem lub pozabierać literki ze słowa. To świetna rzecz, żeby zaprzestać gromadzenie u kogoś za dużej liczby punktów, albo zemścić się za zjedzenie ostatniego kawałka pizzy.

Co ciekawe zdobyte punkty nie gwarantują nam od razu zwycięstwa. Dają one przewagę w końcowej rundzie, gdzie lądujemy na stopniach piramidy. Następnie wszyscy zalewani są całą serią pytań i kto w tym miejscu wykaże się „najszybszą wiedzą”, może z automatu wygrać. To naprawdę świetny pomysł. Do dziś dobrze wspominam, gdy byłem świadkiem niezwykle zaciętych finałów, z których w ostatniej chwili obronną ręką wychodził ktoś, kto wcześniej cały stał na szarym końcu pod względem punktacji.

Wiedza To Potęga oferuje sporo rodzajów pytań. Jak do tej pory nie słyszałem, żeby jakiekolwiek się powtórzyło, a jednak zdążyłem przegrać tu przynajmniej kilkanaście partii. Ich tematyka również jest bardzo zróżnicowana, bo sięga od botaniki czy geografii aż po gry wideo lub wiedzę o popkulturze. Każdy znajdzie tu zatem coś dla siebie. Taka paleta prowadzi do naprawdę zaciętej i równej rywalizacji, a przy okazji nikt nie ma prawa czuć się odrzuconym. Zwycięstwo nie jest rozstrzygnięte już na samym początku, co dodaje sporo pikanterii i stawia wszystkich na równi. Ze znajomymi w quizach spędziliśmy w sumie najwięcej czasu i myślę, że będziemy tu jeszcze często wracać. Czekam na rozszerzenie idei.

To jesteś Ty!

„To jesteś Ty!” powinno być znajome wielu osobom, bo jest to tytuł dodawany za darmo do PlayStation Plus. To prosta produkcja, w której wygrywa ten, kto najlepiej zna wszystkich pozostałych uczestników. Nie jest to zatem gra na przełamanie lodów, jeśli połowa towarzystwa jest nam kompletnie obca.

Sama gra jest tak naprawdę nieco nietypowym quizem, w którym nie typujemy odpowiedzi, a uczestników, którzy najlepiej pasują do danego pytania. Nie ma tu miejsca na powagę, co podkreśla zresztą cała otoczka zachowana w lekki, humorystyczny sposób. Jak tu w końcu odpowiedzieć w zrównoważony sposób na pytanie w stylu: „Kto najlepiej dowodziłby napadem na bank”? Każda runda powoduje wszczęcie się dyskusji lub po prostu ogromne salwy śmiechu, a to chyba te dwie rzeczy są kluczowe na imprezach.

„To jesteś Ty!” ma też swoje sekcje kreatywne, bo sama gra ściśle współpracuje z naszym aparatem. Czasem musimy przyjąć jakąś pozę, którą później ocenią pozostali, albo robimy komuś zdjęcie, a następnie cała reszta musi je przerobić pod z góry wybrany motyw. To właśnie te momenty w grze są najlepsze, a „dzieła”, które później z nich wychodzą, na długo zapadają w pamięć. Nigdy w życiu nie widziałem sztuki z ludzików-patyczaków w takim stylu lub takiego stężenia narządów rozrodczych na ekranie swojego monitora.

Produkcja ta jest naprawdę uniwersalna i przede wszystkim stawia na wysoką kreatywność, co obecnie jest rzadko spotykane. Twórcom tego tytułu udało się stworzyć doświadczenie wręcz prowokujące wspominanie i nabijanie się z jak do tej pory przeżytych przygód. To jedna z niewielu gier, która z bycia tłem do rozmów zrobiła swój największy atut, z czym do tej pory w swojej „growej karierze” się jeszcze nie spotkałem.

Diament ze skazą

Jest jednak pewna negatywna cecha łącząca wszystko spod szyldu PlayLink – słaby replayability. Tak jak w FIFA, Tekkena czy Guitar Hero można zagrywać się całymi wieczorami, tak tutejsze gry zwyczajnie nudzą się po góra trzech partiach. Ukryty Plan i Platet of Apes: Last Frontier pokazują to zresztą najlepiej. To w zasadzie interaktywne filmy, gdzie decyzje podejmuje kilku graczy, co czyni je praktycznie jednorazowym doświadczeniem, do którego można w zasadzie wrócić jeszcze raz w celu zobaczenia alternatywnej ścieżki wydarzeń. „To jesteś Ty!” czy Wiedza To Potęga nie są też zresztą święte. Obie te produkcje posługują się cały czas tą samą formułą zabawy, a jedyne co się w nich zmienia z meczu na mecz to same pytania. Nie pojawia się w nich jakaś urozmaicona ilość minigierek lub też zróżnicowanych dyscyplin, stąd za każdym razem schemat pozostaje ten sam, a delikatnie zmienia się zawartość. Guitar Hero, Tekken czy FIFA charakteryzują się po prostu dużą ilością głębi, której tak prostym i małym gierkom zwyczajnie brakuje. Próg wejścia jest naprawdę niski, ale nie ma tu też elementu, który przytrzymałby któregoś gracza na dłużej.

Każda z gier spod szyldu PlayLink kosztuje 79 złotych i można takową nabyć z poziomu PlayStation Store. Nie są to wygórowane pieniądze, a każdy tytuł niesie jednak ze sobą sporą ilość frajdy dla ogółu towarzystwa. Boli jednak to, że większość tutejszego katalogu to zwyczajnie coś w stylu: „zagraj parę razy i kompletnie zapomnij”. To świetne propozycje do dodania do takiego PlayStation Plus, aniżeli oddzielnego zakupu za pełną gotówkę.

Mam szczerą nadzieję, że pojawią się twórcy, którzy jeszcze lepiej wykorzystają system PlayLink i zrobią z niego imprezowy majstersztyk, bo sama koncepcja sterowania smartfonami ma ogromny, ledwo tknięty potencjał. Myślę, że dla tego typu gier jest jeszcze spora ilość miejsca na rynku, a potencjalna ilość nabywców jest (przynajmniej moim zdaniem) naprawdę spora. Musi tylko zjawić się dzielny rycerz, który bardziej pchnie całość na piedestał. Trzymam kciuki i mam nadzieję, że PlayLink nie umrze śmiercią naturalną w samotności, bo absolutnie na to nie zasługuje.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!