Od pewnego czasu w księgarniach pojawiają się książki pisane (?) przez dwóch autorów, lub polecane przez znanego pisarza – co ciekawe, znalazłem nawet jedną polecaną przez autora, jakby nie patrzeć, zmarłego. Czy to jest próba wylansowania nowego, ale dobrego pisarza, który nie ma siły przebicia, czy może są to powieści pisane na podstawie materiałów zebranych, a może to zwykły zabieg marketingowy? Będziecie mogli ocenić to sami jeśli poświęcicie odrobinę czasu “Pudełku z guzikami Gwendy”.

Książka jak głosi okładka jest autorstwa Stephena Kinga oraz Richarda Chazmana. Muszę przyznać ze nazwisko Kinga przyciąga oraz obiecuje historię z dreszczykiem, a przynajmniej przedziwną i trzymającą w napięciu. Język jakim jest napisana, jest po części charakterystyczny dla Kinga, jednak sama historia zdaje się dość prosta, nie ma tu wielowątkowości ani retrospekcji czy odwołań do pozornie niezwiązanych z wątkiem głównym wydarzeń. Kto zatem jest właściwie autorem “Pudełka…? To zostanie tajemnicą, podobnie jak odpowiedź co się stanie gdy naciśniecie czerwony guzik :).

Dzień w którym pojawiło się pudełko.

Castle Rock, to nie jest zwykłe miasteczko. Widziało ono przez lata wiele mrożących krew w żyłach zdarzeń. Jest jednak pewna historia nieopowiedziana aż do teraz, a miała ona miejsce na przestrzeni 10 lat. Wszystko zazęło się w 1974 roku na “Schodach Samobójców”, kiedy niczego niepodejrzewająca Gwendy wbiegała z trudem na ich szczyt, gorączkowo łapiąc oddech. Nie spodziewała się, ze nieznajomy, który zaprosił ją do krótkiej rozmowy, stanie się dla niej natrętnym koszmarem, w we śnie często będzie widziała jego czarny kapelusz…

To się nie wydarzyło, to się dzieje.

To ciekawy zabieg literacki, całe opowiadanie napisane jest w czasie teraźniejszym, dzięki temu autentycznie stajemy się obserwatorami, tak jakbyśmy oglądali film. Albo czytali scenariusz do niego… a może to w istocie scenariusz?Dialogi są naturalne i wprowadzają w nastrój – tak właśnie dialogi, nie opisy, a styl w jakim są utrzymane, rzeczywiście świetnie oddaje klimat małych miasteczek połowy lat ’70 ubiegłego wieku. Gwendy nieco zakompleksiona dziewczynka, choć w zasadzie taka zwykła, niczym się niewyróżniająca, może z odrobina nadwagi, spotyka na swojej drodze Richarda Farrisa. To spotkanie odmieni jej życie, ale nie od razu, nawet nie w przeciągu kilku dni, to wszystko się dzieje tu i teraz, a wy moi drodzy czytelnicy, będziecie coraz bardziej zaniepokojeni, choć historia płynie powoli i nie dzieje się nic szczególnie spektakularnego.

Raise Fieber.

Znacie to uczucie, kiedy coś was niepokoi, ale w zasadzie nie do końca wiecie co? Czujecie, że coś się wydarzy, a obawa wynika nie ze strachu a z niepewności. Przygotujcie się na “Raise Fieber”, będzie wam towarzyszyć przez całą lekturę “Pudełka z guzikami…”. Gwendy ma wiele dylematów, pudełko zmusza ją do podejmowania pewnych decyzji, ale także do ciągłej samokontroli, Nigdy się nie dowie, czy to co się wydarzyło, to zbieg okoliczności, czy też może miała w tym swój udział. A co jeśli naciśnie ten nieszczęsny czerwony guzik???

Natrętne myśli.

A co jeśli…? To pytanie będzie towarzyszyć przez całą opowieść nie tylko tytułowej bohaterce, będzie towarzyszyć także wam, drodzy czytelnicy… Całe opowiadanie oparte jest na tym prostym zabiegu. To co jest wciągające i straszne zarazem to niepewność. Jak zauważył już w XVI wieku pewien angielski dramatopisarz “niepewni wolimy wstrzymać się chwilę i z tych chwil urasta długie potulnie przecierpiane życie”.

Może zatem lepiej zapomnieć o pewnych sprawach… A co jeśli wtedy one same nam o sobie przypomną i to ze zdwojoną siłą? To może doprowadzić do nieszczęścia.

Czym jest “Pudełko z guzikami Gwendy”.

Kiedy rozpoczynałem lekturę “Pudełka…”, byłem przekonany, że zabieram się za horror,  czyż nazwisko Kinga nie powinno tego właśnie gwarantować? Im dalej brnąłem w historię, tym bardziej przekonywałem się, że “horror” tkwi w mojej głowie, zostałem wmanewrowany, czekałem, aż z szafy wyskoczy przysłowiowy trup (i UWAGA SPOJLER!!!, nawet w pewnym momencie tak się dzieje). Tymczasem to powieść przedziwna, jest to dreszczowiec, owszem, ale zdecydowanie psychologiczny.

Wspomniana niepewność, niemal jak w dobrym kryminale, powoduje, ze ma się ochotę przeczytać książkę od deski do deski. Nie jest to z resztą trudne, bo liczy sobie 168 stron, ale czcionka i skład (czasem cała strona jest pusta, bo rozdział kończy się jednym wyrazem na górze strony), powodują, ze czyta się “Pudełko…” bardzo szybko.

Jeszcze jedno spostrzeżenie zanim wydam wyrok. Jest to opowiadanie o odpowiedzialności, ten wątek przeplata się przez całe opowiadanie, czyniąc zeń taki drobny moralitet, ale na tyle sprytnie wpleciony w wydarzenie w Castle Rock, że nie czujemy się jak na wykładzie motywacyjnym.

Czy zatem polecam tę przedziwną powieść? Tak, ale głównie nastoletnim czytelnikom, lub tym, którzy wchodzą dopiero w świat dreszczowców. Wytrawni czytelnicy mogą poczuć ogromny niedosyt i znaleźć w książce więcej Chazmara i zdecydowanie mniej Kinga.

Za udostępnienie książki do recenzji dziękujemy wydawnictwu Albatros.