Historia już wielokrotnie pokazała, że dzielenie ostatniej części trylogii na dwa osobne filmy, nie przynosi żadnych korzyści dla widza. Udało się to tylko raz, ale ostatnia powieść o Harrym Potterze to obszerny materiał i ciężko byłoby coś z niego wyciąć. Później nadeszła era “Zmierzchu” i “Igrzysk śmierci”. Historia Katniss Everdeen z każdym kolejnym filmem była coraz gorsza. Równia pochyła szczególnie widoczna była w nudnej pierwszej części “Kosogłosa” i przekombinowanej kontynuacji. Twórcy serii “Niezgodna” niestety poszli tą samą drogą i każdy kolejny film jest coraz nudniejszy, pozbawiony emocji i wyprodukowany naprędce, tylko po to, aby widzowie nie zapomnieli, że taka seria w ogóle istnieje.

25020.dng

Chicago pod rządami Evelyn (Naomi Watts) nie przestało być miejscem brutalnym, gdzie każdy musi znać swoje miejsce w szeregu. Egzekucje wykonywane na zwolennikach dawnego reżimu, nie podobają się Tris (Shailene Woodley) i Cztery (Theo James). Postanawiają wyruszyć zza mur, aby odnaleźć innych ludzi. W ucieczce towarzyszą im Peter (Miles Teller), Christina (Zoë Kravitz), Tori Wu (Maggie Q) i Caleb (Ansel Elgort). To co znajdują za murem okaże się kolejną pułapką bez wyjścia.

“Wierna” powiela schematy z dwóch poprzednich filmów. Ponownie bohaterowie trafiają do utopii, która wkrótce okazuje się kolejnym miejscem rządzonym twardą ręką przez dyktaturę. Przez większość czasu przed kimś uciekają lub próbują odkryć spisek rządzących. Pewna osoba znów zdradzi (to już trzeci raz!), inna zaskoczy nagłą zmianą postawy, inna robi za dekorację i równie dobrze mogłoby jej nie być. Twórcy poświęcają trochę miejsca na przemianę Tris i Cztery, jak również ich wzajemnej, bardzo zażyłej relacji (wręcz do znudzenia). Beatrice wraca do początków, czyli znów jest tą samą wystraszoną, ufną i zagubioną dziewczyną, choć początek filmu wskazywał, że ten okres ma już dawno za sobą. Dużo lepiej wypada tym razem Cztery, który nie robi już za mentora i prywatnego ochroniarza Tris, ale jest pełnokrwistą postacią, która co prawda ogranicza się do bycia jednoosobową armią, ale wychodzi mu to bardzo dobrze. A i sekwencje walk z jego udziałem potrafią cieszyć oko.

AP1_D05_02037.cr2

O wiele gorzej jest już z samą fabułą, w której w wielu miejscach brakuje konsekwencji i logiki. Twórcy co i rusz próbują czymś zaskoczyć, czy to nagłą śmiercią jednego z bohaterów, na którym nam nawet nie zależy, czy nagłymi zwrotami akcji, które są do bólu przewidywalne, a budowanie ich napięcia pozostawia sporo do życzenia. Zupełnym nieporozumieniem jest spotkanie Tris z Radą, która to decyduje o wszystkich ocalałych. Nie dość, że scena nie niesie ze sobą żadnych emocji, to w żaden sposób nie buduje dalszej fabuły, tym samym nie wyjaśniając funkcjonalnej roli Rady. Samo spotkanie wygląda raczej jak jakieś przesłuchanie do popularnego programu rozrywkowego w stylu “Mam Talent” i z równą gracją jest odgrywana.

Nie najlepiej jest z samą grą aktorów. Shailene Woodley traci urok odgrywając po raz trzeci tę samą nudną i bezosobową postać, a Theo James wciąż jest aktorskim beztalenciem, choć w kadrze prezentuje się nie najgorzej (gdy akurat nie ma żadnych kwestii do wypowiedzenia). Rozczarowuje wprowadzona w poprzedniej części Naomi Watts, która zdecydowanie nie jest osobą, za którą podążyliby ludzie. Brak jej charyzmy, która charakteryzowała postać wykreowaną przez Kate Winslet. Nie sprawdza się także Jeff Daniels, który pokazał, że potrafi odnaleźć się w tego typu produkcjach w zeszłorocznym “Marsjaninie”. Tu gra jakby od niechcenia, nawet nie kryjąc się z tym zbytnio. Reżyserowi Robertowi Schwentke nie wybaczę. że po raz kolejny nie potrafił zrobić dobrego użytku z Milesa Tellera. Aktor ma olbrzymie pokłady niewykorzystanego jeszcze talentu, a w “Wiernej” jego rola sprowadza się do rzucania – często suchych – tekstów.

AP1_D05_01898.cr2

W trakcie ucieczki bohaterów za mur, Miles Teller rzuca, że: “Jest zupełnie inaczej, niż w książce”. To zdanie staje się idealnym podsumowaniem obrazu. Filmowi Roberta Schwentke daleko do pierwowzoru (pierwsza część była po prostu gorszą kopią “Igrzysk śmierci”), a “Wierna” nie sprawdza się nawet jako wakacyjny blockbuster. Oby seria jak najszybciej zakończyła żywot – inna sprawa, że aż strach pomyśleć, jaki twór wtedy powstanie na jej zgliszczach.