Will Ferrell jest bez wątpienia jednym z najlepszych czołowych komediantów w Stanach Zjednoczonych. Wiecznie pierdołowaty, nie ogarniający otaczającego go świata, próbujący udowodnić, że jest kimś innym niż w rzeczywistości jest. I choć czasem to on jest tym złym gościem, jak np. w obu częściach serii “Zoolander”, to ciężko nie uśmiechnąć się widząc jego kręcone włosy i wąskie oczy. Przeciwwagą dla niego jest 100% mężczyzna, typ macho, który swoją muskulaturą wprawiłby niejedną kobietę w ekstazę. Kimś takim jest właśnie Mark Wahlberg. Jednak misiowaty podstarzały pan nie musi stać na przegranej pozycji w walce o miłość kilkuletnich dzieci, o czym przypomina nam najnowsza komedia Seana Andersa pt. “Tata kontra tata”.

1

Brad Whitaker (Will Ferrell) wychowuje dwójkę uroczych, kilkuletnich dzieci z poprzedniego małżeństwa jego żony Sary (Linda Cardellini). Brad codziennie dzielnie walczy o uznanie w oczach tejże dziatwy. Jego marzeniem jest, aby Megan (Scarlett Estevez) i Dylan (Owen Vaccaro) wreszcie nazwali go tatą, ale jedyne co dostaje, to rysunki dzieci przedstawiające kolejne wymyślne sposoby na jego uśmiercenie. Robienie rano śniadania, odwożenie do szkoły i codzienna troska zaczynają przynosić efekty. Brad na najnowszym rysunku nie jest już martwy (jedynie ciężko ranny), Megan zaprosiła ojczyma na szkolną potańcówkę, a Dylan radzi się Brada, jak poradzić sobie ze szkolnymi łobuzami, którzy mu dokuczają. Wszystko zostaje wywrócone do góry nogami, gdy biologiczny ojciec dzieci wracia do ich życia. Dusty (Mark Wahlberg) wykorzystuje łatwowierność Brada i zaczyna coraz bardziej rozpychać się w życiu państwa Whitaker. Między Bradem i Dustym dochodzi do bitwy o to, kto jest lepszym ojcem.

Siłą filmu jest para głównych bohaterów. Ciężko wyobrazić sobie kogoś lepszego niż Will Ferrell w roli ciepłego i kochającego tatusia, który zrobiłby wszystko dla swoich dzieci. Brad ma jedną z najnudniejszych prac na świecie, dodatkowo jest w niej mało udolny, choć zarabia nienajgorzej. Ubiera się jak typowy podstarzały biznesmen, ciągle w tym samym nudnym garniturze i pod krawatem. Brad nigdy nie łamie przepisów, aktywnie udziela się w szkole u dzieci, będąc też wspaniałym mężem. Wydaje się wręcz idealnym ojcem dla dorastających dzieci, których sam nie może mieć, przez nieszczęśliwy wypadek u dentysty. Ale jak może konkurować z kimś, kto jeździ na motorze, nie poci się przy aktywnościach fizycznych, potrafi jeździć na desce, a przy tym ma nieziemski głos, który zostaje szybko wykorzystany w rozgłośni radiowej, w której pracuje. Rola Marka Wahlberga sprowadza się do wiecznie śmiertelnie poważnej miny i prezentowania muskułów, choć jak wiemy z “Teda” czy “Sztangi i Cash”, aktor ma też spory potencjał komediowy.

2

Ale w “Tata kontra tata” nie jest to potrzebne, bo film robi chemia między aktorami. Wahlberg i Ferrell mieli już okazję zagrać w komedii “Policja zastępcza”, w której świetnie się sprawdzili. Teraz dostali role pod swoje nie tylko możliwości aktorskie, ale i ze względu na wygląd – i na tym budowany jest humor w filmie. A ten nie opiera się na nudnych i oklepanych fekalnych żartach (przynajmniej nie stanowią większości), ani tym bardziej na seksie czy masturbacji. “Tata kontra tata” to rozrywka dla całej rodziny i twórcy ani razu nie przeginają z żartami, więc o poczuciu zażenowania nie może być mowy. Tym większe brawa, że zwiastun filmu nie zdradza wszystkich najzabawniejszych momentów.

Ogromne poczucie humoru dostarcza Griff (Hannibal Buress) – złota rączka, która ma naprawić szkody wyrządzone w domu w początkowych fazach wojny Brada i Dusty’ego. Griff nieoczekiwanie zostaje gościem Dusty’ego w domu Whitakerów i co rusz komentuje zachowania obu panów. Griff jest jednak w drużynie Dusty’ego i szczerze nienawidzi Brada. Ojczym ma jednak po swojej stronie swojego szefa Leo Holta (Thomas Haden Church), który co prawda odnajduje wspólny język z Dustym, ale to Bradowi kibicuje w osiągnięciu celu, za każdym razem opowiadając mu jedną z nieprawdopodobnych historii z jego życia małżeńskiego. Te co prawda nie mają zbyt dużo wspólnego z obecnymi problemami Brada, ale przez swoją absurdalność stają się jednymi z najlepszych żartów w filmie.

3

“Tata kontra tata” oprócz komediowych aspektów, to także ciepła i mądra produkcja, która udowadnia, że nie wystarczy być fajnym ojcem na chwilę, bo bycie tatą, to robota na cały etat. Niezależnie od wszystkiego, trzeba dziećmi się zajmować i cały czas wychowywać, a dla takiego obieżyświata jak Dusty nowe obowiązki mogą okazać się przytłaczające. Grunt to rodzina – takie przesłanie bije z ekranu.

foto: Paramount Pictures