Seria Call of Duty to znana wszystkim pierwszoosobowa strzelanka wydawana w formie corocznego taśmowca. Gra, ukazująca się już od 14 lat, zabierała graczy w różne realia, miejsca i czasy. Od drugiej wojny poczynając, przez czasy współczesne idąc, aż na futurystyczno – nieziemskich klimatach kończąc. W tym roku, spod skrzydeł Sledgehammer Games ukazała się kolejna odsłona serii, tym razem sygnowana tytułem Call of Duty WWII – która ponownie, po niespełna 9 latach, zabiera nas do ponurych czasów Drugiej Wojny Światowej.

Jakie Call of Duty jest, każdy wie i w przypadku Call of Duty WWII nie mamy do czynienia ze zbytnim odstępstwem od klasycznej formy rozgrywki. Fabuła, tak jak zawsze w przypadku CoDa, to naszprycowana filmowymi wstawkami, epicka przeprawa przez iście kinowo – w stylu „Szeregowego Ryana” – przedstawioną historię grupy żołnierzy, wrzuconymi do drugowojennego kotła wraz z desantem morskim na plażę Omaha. Od początku D-Day, przez krwawe walki w zamarzniętych Ardenach, aż po wyzwalanie obozów jenieckich w sercu nazistowskich Niemiec.

Call of Duty WWII – wojna w widowiskowym wydaniu

Jest więc i epicka samochodowa pogoń za uzbrojoną po zęby fortecą na torach, kończąca się jeszcze bardziej epickim wykolejeniem i zburzeniem kilku budynków, i scena heroicznego ratowania towarzysza broni, i szczypta walk pancernych kolosów (samoloty też się znajdą), i grupa cywili, która w podziemnych zakamarkach stara się przetrwać piekło wojny. A to wszystko okraszone typowymi dla Call of Duty strzelaninami, w których przy pomocy całkiem bogatego, drugowojennego oręża, mamy okazję siać śmierć i zniszczenie w szeregach Trzeciej Rzeszy. Jest więc rozmach, widowisko i fajne strzelanie. Jednak bez zbędnego przerostu czy patosu. Ot stary dobry CoD.

Z epickością rozgrywki Call of Duty WWII dobrze współgra sama oprawa audiowizualna, a w szczególności grafika. Szczegółowe modele postaci z twarzami wyglądającymi jak żywe, kołysząca się w ręku stalowa broń, odbijająca promienie wyglądającego zza wojennych chmur, słońca, czy w końcu eksplozje, płomienie i zakrwawione ciała porozrzucane po polu bitwy – wszystko wygląda bardzo dobrze i nawet jeśli gdzieś tam uchowa się jedna brzydka tekstura, immersja pozostaje niezachwiana. Nie zawodzi także udźwiękowienie. Orkiestrowe nutki dbają o klimat – choć generalnie rzecz biorąc są niemal niezauważalne przez większość czasu rozgrywki.

“Łap apteczkę Daniels!”

Nowością w mechanice rozgrywki jest sposób odnowy punktów życia straconych podczas walki. Twórcy pożegnali samo regenerację zdrowia, która była nieodłącznym elementem rozgrywki od samego początku serii Call of Duty. Zamiast niej, w Call of Duty WWII postawiono na pasek życia i apteczki, które zaaplikowane, przywracają część punktów zdrowia. Gdy ich zabraknie, możemy rozejrzeć się wokół i sprawdzić czy jakaś przypadkiem gdzieś nie leży, lub zwrócić się do odpowiedniego towarzysza broni. To jak najbardziej na plus bo rozgrywka wymaga teraz minimum wyczucia czasu i kontroli zasobów aptecznych – nie wystarczy na 5 sekund czmychnąć za murek. Podobnie ma się sprawa z dodatkową amunicją, zwiadem, czy wsparciem ciężkiej artylerii – by skorzystać z tych udogodnień należy zwrócić się do jednego z towarzyszących nam żołnierzy.

Gdy już skończymy kampanię dla jednego gracza, bądź znudzi się ona nam – co jest mało prawdopodobne zważywszy na to, że trwa niecałe 8 godzin, do zabawy pozostaje nam jeszcze rozgrywka wieloosobowa i tryb Zombie Nazistów. Tryb wieloosobowy, to ten sam niezmienny multiplayer, jaki znamy z poprzednich odsłon serii. Tak jak i wcześniej tak i teraz mamy podział na te same co wcześniej klasy. Możemy także zagrać w znany i od lat lubiany tryb drużynowego deathmatch’u, gdzie z uśmiechem na ustach przyjmiemy niespodziewaną serię w plecy. Nowością jest natomiast tryb wojny, w którym z pomocą dwóch drużyn złożonych z graczy, odtwarzany jest przebieg rzeczywistych, drugowojennych starć – tutaj zabawy jest naprawdę wiele.

Klimatyczny tryb Zombie Nazistów to mocna strona Call of Duty WWII

Tryb Zombie Nazistów, który ukazał się po raz pierwszy w poprzedniej drugowojennej odsłonie serii, w Call of Duty WWII prezentuje się niemal wyśmienicie. Rozbudowane mapy przepełnione są celami do wykonywania wraz z innymi graczami. Na plus należy zaliczyć także sam klimat. Gęsty jak smoła, mroczny i trzymający w napięciu, momentami potrafi nawet przestraszyć. Niestety, do czerpania pełnej radości z rozstrzeliwania zombiaków, niezbędny jest choć trochę zgrany zespół graczy, bo w większości przypadków, losowo dobrani towarzysze jedyne co potrafią, to bezradnie rozbiec się po mapie. Samotna walka z nieumarłymi nazistami, nie dość, że na dłuższą metę jest znacznie wyczerpująca, to po pewnym czasie także nużąca. Więc przed głębszym wsiąknięciem w tryb Zombie Nazistów w Call of Duty WWII warto zadbać o minimalnie zgraną paczkę graczy.

Ja, przy Call of Duty WWII bawiłem się wyśmienicie. Mimo, że zwykle z obojętnością spoglądam na zapowiedzi kolejnych odsłon taśmowca Activision, to po bliższym kontakcie z najnowszą częścią CoD’a jestem bardzo pozytywnie zaskoczony. Zwięzła, ciekawa i filmowo przedstawiona fabuła wciąga i sprawia, że strzelanie do wirtualnych wrogów sprawia wystarczająco dużo radości przez niecałe 8 godzin trwania rozgrywki. Zombie Naziści i tryb wieloosobowy to zapas zabawy na kolejne kilkadziesiąt, a w przypadku niektórych graczy, nawet kilkaset godzin. Wszystko okraszone świetną oprawą graficzną.

Call of Duty WWII to dobra gra. Po prostu. Nie doszukamy się tu głębokiej i poruszającej historii, zagadek logicznych ani bardzo realistycznego klimatu wojny. Jednak z wypiekami na twarzy spędzimy przy niej czas, gdy w niedzielne popołudnie pójdziemy odbijać Europę z rąk nazistów.