Brian K. Vaughan to scenarzysta dobrze znany obytym polskim czytelnikom komiksu. Niedawno doczekał się końca rodzimy przekład jego głośnego tytułu z 2002 roku. Przyjrzymy się uważniej finałowi pozycji zatytułowanej Y: Ostatni z mężczyzn.

Jest już późno i mam za sobą całą masę tekstów zaległych, prześladujących mnie niczym zmora. Nie lubię jednak robić niczego „na odklep”, zwłaszcza recenzji komiksów. Sztuka obrazkowego medium wymaga uwagi i cierpliwości, szczególnie gdy do rąk trafia solidne wydanie zbiorcze.

Dlatego na sam koniec postanowiłem zostawić sobie tom piąty i zarazem ostatni serii Y: Ostatni z mężczyzn. Jest to pozycja dość nietuzinkowa, ale zasadniczo bazująca na już otrzaskanym na różne sposoby popkulturowym motywie apokalipsy i końca ludzkiej cywilizacji. Choć, trzeba przyznać, że obrót spraw na kartach tego komiksu obrał nieco inny kierunek niż choćby w kultowym filmie 12 małp, do którego damy radę znaleźć pewne nawiązanie w komiksie.

Brian K. Vaughan napisał scenariusz, który w 2002 roku rysowniczka Pia Guerra przy asyście innych artystów pomogła urzeczywistnić. Serię pod szyldem Vertigo kontynuowano do roku 2008 w cyklu comiesięcznym, co pozwoliło osiągnąć liczbę 60 zeszytów. Następnie wrocławskie wydawnictwo o dziwnej nazwie Monzoku podjęło trud opublikowania dziesięciotomowego wydania zbiorczego. Zanim wydawnictwo przeszło do historii udało się opublikować trzy tomy. W 2017 roku do akcji wkroczył Egmont, publikując wersję Deluxe – pięć tomów w twardej oprawie po dwanaście odcinków każdy.

W tomie piątym, który leży przede mną, pełna zwrotów i upadków historia Yoricka Browna dobiega końca. Jej początek miał miejsce 17 lipca 2002 roku, gdy w niewyjaśniony sposób wymiera połowa ludzkiej rasy. Wszyscy posiadacze chromosomu Y, a więc mężczyźni zakończyli swój żywot nagle i gwałtowanie, uszczuplając nasz rodzaj o połowę. Sprawa jest o tyle dramatyczna, bo dotyczy wszystkich znanych na Ziemi gatunków zwierząt, co w dalszej perspektywie oznacza masowe wymieranie. Jakimś cudem przeżył Yorick i jego małpka (kapucynka) nazywana pieszczotliwie Ampem oraz astronauci, którzy przez naturę swojego zawodu zdołali uniknąć śmiercionośnego czynnika.

Yorick nie będzie podróżować sam. Towarzyszy mu agentka 355, błyskotliwa doktor Allison Mann, a od pewnego czasu przyłączyła się Rose, skrywająca podwójną tożsamość. Ich tropem podążają wszelkiej maści agentury i organizacje, na czele, których należy wymienić izraelską armię i sektę pokręconych amazonek. Nasz główny bohater nie tylko stara się połapać w zaistniałej sytuacji, ale w obliczu wywrócenia świata do góry nogami, obiera sobie za główny cel odnalezienie w tym bałaganie swojej ukochanej Beth. Wędrówka trwa łącznie pięć lat i uczucia Yorick’a, ze względu na jego status, wystawiano nieustannie na próbę.

Zwrotów fabularnych jest tu cała masa, a historia rozgrywa się na kilku wątkach, mających swój finał w piątym tomie. Vaughan nie pozostawił żadnych niedomówień, choć niektóre zagrywki fabularne – choćby wyjaśnienie katastrofalnej epidemii – mogą wydawać się mocno naciągane. Niemniej scenarzysta umiejętnie żongluje gatunkami i pomysłami, serwując spójną narrację. Niezaprzeczalnym atutem komiksu Y: Ostatni z mężczyzn są świetnie zarysowane postacie i interakcje między nimi.

Dogłębne opisywanie ostatniej książki nie ma większego sensu, jeśli nie chwyciliście za poprzednie tomy. A jeśli to zrobiliście, to przekonywanie Was do dalszej lektury także wydaje się bezcelowe, bo na pewno zrobicie to bez większego zastanowienia. Czego możecie być pewni, to napięcie do samego końca, a także solidnego i dość przewrotnego epilogu, który należycie podsumowuje wędrówkę Yoricka Browna. Do tego jeszcze dochodzi szata graficzna autorstwa Gorany Sudżuka i Pii Guerry – dość nietypowa, ale idealnie podtrzymująca klimat opowieści.

Reasumując, wizja wyłącznie kobiecego społeczeństwa w postapokaliptycznym świecie to zdecydowanie nietypowa mieszanka popkulturowa. Brian K. Vaughan, znany między innymi za Ex Machina, Runaways i Pride of Baghdad (Lwy z Bagdadu), pokazał że tworząc Y: Ostatni z mężczyzn pozostawał w znakomitej formie.

Za udostępnienie komiksu dziękujemy wydawnictwu Egmont