Wreszcie na łamach WhatNext doczekaliśmy się recenzji telewizora, opartego na panelu w technologii OLED. Celowo nie piszę “nowej” gdyż sama technologia OLED nie jest nowa, ale to materiał na inny tekst. Dziś poczytacie o pierwszym telewizorze OLED dla ludu (po ostatnich obniżkach cen). Zapraszam na recenzję telewizora LG B7 OLED55B7V.

Wygląd i wykonanie

Model LG OLED B7 występuje w wariantach 55 oarz 65″ – do testów otrzymałem ten mniejszy. Bardzo cieszy mnie fakt, że ten model nie ma zakrzywionego ekranu. Osobiście mnie to rozwiązanie nie przekonuje i jest bardziej próbą stworzenia potrzeby tam, gdzie jej nie ma. Ale wróćmy do omawianego modelu. Jak przystało na OLED, telewizor od LG ma bardzo cienki panel. Na ile cienki? Na tyle, że przy montażu telewizora potrzebna jest specjalna instrukcja i pomoc drugiej osoby, aby ekranu przypadkiem nie uszkodzić. Sam wygląd zaliczam bardzo na plus. Cienkie ramki, łukowaty stojak i aluminiowe wykończenia z przodu nie mogą się nie podobać. Mimo tego, że stojak jest krótszy, niż szerokość ekranu, to ten stoi bardzo stabilnie i nie obawiałem się, czy kot przechadzając się za TV przypadkiem go nie zrzuci. Pokrywa elektroniki, głośników oraz złączy jest już wykonana z białego plastiku, na szczęście dobrej jakości. Całość prezentuje się bardzo elegancko i stonowanie. LG B7 wpasuje się perfekcyjnie do każdego wnętrza. Do jakości wykonania też nie mogę w żadnym stopniu się przyczepić. Nie zapomniano też o montażu naściennym. Telewizor posiada otwory na VESA 300×200.

Jakość obrazu

Tak, to jest scena z filmu. Na żywo wygląda to jeszcze lepiej

LG OLED55B7V jest bezpośrednim następcą modelu OLED55B6J, którego niestety nie miałem okazji przetestować, dlatego też nie będę w teście odnosił się do poprzednika. LG deklaruje, że w nowym modelu poprawiono wszystkie bolączki B6 (szczególnie z czernią oraz jasnością) i pozostaje mi wierzyć zapewnieniom producenta na słowo. Garść suchych danych LG OLED55B7V: rozdzielczość 4k, obsługa wszystkich formatów HDR, w tym Dolby Vision, Dolby Atmos oraz TruMotion. Spodziewałem się, że OLED będzie lepszy, niż dotychczasowo stosowane matryce, ale nie aż w takim stopniu. Powiem szczerze, że po raz pierwszy od bardzo wielu lat, po prostu wlepiło mnie w fotel z wrażenia. Po wyłączeniu wszystkich Eco-bzdet i włączeniu trybu Kino oraz TruMotion dopiero widzimy na co stać matryce OLED i dlaczego uważane są za pogromcę wiekowych LCD. Nigdy do tej pory nie widziałem tak głębokiej czerni na ekranie telewizyjnym oraz tak niesamowitego kontrastu. Nie będę rozdrabniał się na opisywanie wrażeń z oglądania filmów oraz grania osobno – input lag na podłączonej konsoli jest znikomy, należy pamiętać jedynie o włączeniu TruMotion, gdyż bez tej opcji powidoki są dość widoczne i psują nieco wrażenie (jak dla mnie, funkcja TruMotion powinna być domyślnie i cały czas włączona).

Wracając do kwestii samego obrazu, kontrastu i wrażeń to stoją one na takim poziomie, że przez pewien czas czujemy się bardzo nieswojo, oglądając “ciemne” sceny. Chwilę mi zajęło, zanim się przyzwyczaiłem, że z absolutnej czerni wyłania się nagle iście oślepiająca biel (np. kilka scen w filmie Bright) a piksele dookoła zachowują nadal perfekcyjną czerń. Brak mi słów, żeby to opisać. Nigdy wcześniej na żadnym z ekranów nie widziałem czegoś podobnego. Mogę to napisać bez ogródek – LG OLED55B7V jest istną rewolucją w jakości obrazu. To trzeba zobaczyć na własne oczy. Dodam jeszcze, że nie przeprowadzałem żadnej kalibracji, gdyż ustawienia fabryczne kolorów są na tyle dobre, że nie ma takiej potrzeby.

Pilot i system

Pilot do OLED55B7V nie zaskakuje niczym szczególnym, poza tym, że… część jego funkcji nie działa, lub działa nie do końca tak, jak nam się wydaje, że powinny. Nie mam zielonego pojęcia, czy to kwestia mojego egzemplarza, czy wszędzie jest ten problem, ale np. rolka i przycisk “Back” nie działały w ogóle i w żadnej aplikacji (rolka działa tylko na opcji przybliżania i oddalania obrazu). Na szczęście pilot ma funkcję wskaźnika i to akurat działa bez zarzutu, także ostatecznie nieco się rehabilituje. Nie zmienia to faktu, że wg mnie piloty do Smart TV od producentów są po prostu beznadziejne. I tyczy się to wszystkich, nie tylko LG. Użytkowanie TV przy pomocy fabrycznego pilota to często istna mordęga i odbiera całkowicie frajdę z zabawy Smart TV. Dochodzi do tego mała responsywność OS/aplikacji i więcej się denerwujemy, niż cieszymy. A przecież na rynku jest cała masa akcesoriów do TV w przystępnych cenach – np. piloty z pełną klawiaturą QWERTY na odwrocie. Nie kosztują majątku i np. taki gigant jak LG mógłby pokusić się o dołączenie takiego pilota w fabrycznej paczce (a nie sprzedawać opcjonalne klawiatury za dodatkowe pieniądze).

LG korzysta z autorskiego systemu WebOS i ten system albo się kocha, albo nienawidzi. Jeżeli przede wszystkim korzystasz z TV tradycyjnie – głównie do oglądania kanałów telewizji lub serwisów VOD/streamingowych jak Netflix czy Showmax i nie oczekujesz zbyt wiele więcej, to system na pewno Ci się spodoba. Jest w miarę responsywny i na pewno bardziej stabilny od “zwykłego” android TV. Jeżeli jednak oczekujesz więcej, to możesz się mocno rozczarować. WebOS nie ma jeszcze zbyt bogatej biblioteki aplikacji i na pewno nie będzie ona nigdy tak bogata, jak platforma androidowa. Zabrakło mi chociażby aplikacji Twitch – jest tylko zamiennik, który niestety działa bardzo słabo. Jeżeli upatrywaliście w WebOS świetnej alternatywy dla android TV, to niestety muszę Was rozczarować. Chyba że z kolejną wersją LG nas zaskoczy.

Dźwięk i pozostałe wrażenia

Zaskoczyła mnie całkiem sensowna jakość dźwięku. LG OLED55B7V wyposażono w głośniki 2.2 40W i wspomaga je Dolby Atmos (niestety bez obsługi TrueHD). Telewizor nie oferuje może takiej jakości jak systemy kina domowego, ale na pewno dościga (i prześciga) większość soundbarów. Bez dodatkowych ulepszaczy da się całkiem przyjemnie oglądać filmy, czy posłuchać muzyki. I należy LG za to pochwalić, gdyż fabryczne audio ostatnio jest istną piętą achillesową cienkich telewizorów.

Samo praktyczne użytkowanie TV nie należało do kłopotliwych. Trochę irytowała mnie responsywność systemu, szczególnie podczas pisania. Poza tym, nie mam się naprawdę do czego przyczepić. Może jedynie zabrakło przynajmniej 1 złącza (np. USB) na lewej stronie tylnego panelu – wszystkie zamontowane są w jednym miejscu i gdy podłączymy kilka urządzeń pod HDMI, oba kable antenowe, RJ45 oraz podłączymy cokolwiek pod USB, to może zrobić się nieco ciasno. Na szczęście ja nie miałem z tym problemu.

Podsumowanie

Po ostatnich zmianach cen, telewizor LG OLED55B7V B7 kosztuje niecałe 7 tysięcy złotych (za wersję 65″ zapłacicie trochę powyżej 10 tysięcy) i w tej cenie jest obecnie bezkonkurencyjny. Przy zaoferowaniu tak znakomitej jakości obrazu i dźwięku jestem w stanie przeboleć system, który mimo wszystko najgorszy nie jest (i LG rozwija go w dobrym kierunku). Gdzieniegdzie w sieci można spotkać się z opiniami, że “OLED może i dobry, ale najdroższe LCD jeszcze go przeganiają”. W mojej ocenie to kompletna bzdura. Suche cyferki może pokażą w niektórych aspektach “wyższość” LCD nad OLED, ale w praktyce nie ma się co oszukiwać. OLED w LG B7 zdeklasował wszystko co do tej pory istniało na rynku i nie ma się co do tego aspektu spierać. Żaden LCD, czy to VA, IPS, czy inne technologie nie są w stanie zaoferować tak nieziemskiego kontrastu, ani tak pełnej czerni, jak robią to panele OLED. Jeżeli nie wierzycie mi na słowo – sprawdźcie w najbliższym sklepie. Poproście o tryb obrazu “Kino”, włączcie jakikolwiek film i przekonajcie się na własnej skórze. Ode mnie LG OLED55B7V B7 otrzymuje najwyższe możliwe wyróżnienia.

*zdjęcie poglądowe pochodzi ze strony producenta. Pojawiające się na ekranie telewizora znaki towarowe oraz handlowe należą do ich prawowitych właścicieli i nie zostały celowo wypozycjonowane