Technologia bezprzewodowego audio rozwija się w najlepsze i jakby nie patrzeć to właśnie ona jest przyszłością rynku. Coraz więcej producentów smartfonów daje nam o tym przesłanki, stąd też chyba nadeszła najwyższa pora, żeby powoli odzwyczajać się od kabla i rozejrzeć się za odpowiednim dla siebie modelem słuchawek. WH-H900N to ciekawa propozycja od Sony, która skierowana jest w stronę bardziej wymagającego użytkownika. Tylko czy testowanemu modelowi uda się zaspokoić tego typu konsumenta?

Przyznam szczerze, że jest to dla mnie pierwszy dłuższy kontakt z bezprzewodowymi słuchawkami muzycznymi z wyższej półki. Od razu trzeba zaznaczyć, że WH-H900N to nie jest propozycja dla ludzi, którzy oczekują od swojego urządzenia audio, żeby to „po prostu grało”. W końcu mówimy tu o sprzęcie wartym obecnie około 1200 złotych, co jak na nasze warunki jest ceną wręcz astronomiczną. Już teraz mogę jednak powiedzieć, że po pierwszym kontakcie ciężko nie odnieść wrażenia, że WH-H900N ma w sobie wszystko najlepsze, co obecnie technologia „wireless” ma do zaoferowania.

Jakie to ładne… i wygodne

Zanim jednak przejdziemy do brzmienia, trzeba jeszcze omówić kilka aspektów zewnętrznych. W końcu słuchawki to nie tylko sam dźwięk i na ogólne zadowolenie z produktu wpływa też ergonomia czy… wygląd. Ten akurat w przypadku WH-900N bardzo przypadł mi do gustu. Urządzenie wręcz szczyci się niesamowicie minimalistyczną konstrukcją, która nie powinna rzucać się w oczy. Nie ma dziwnych wzorów czy nadmiernie rzucającego się w oczy logo producenta. Wszystko zostało zachowane w jednolitej kolorystyce, która w przypadku testowanego przeze mnie sampla miała ciemniejszy odcień szarości. Prezentacja zdecydowanie na plus.

WH-900N jak na pełnowymiarowy sprzęt waży wręcz zabawnie niewiele, bo niezupełnie 290 gram. Obecność gadżetu na głowie może i jest delikatnie odczuwalny, bo jakby nie patrzeć niezupełnie 0,3 kilograma to nie piórko, aczkolwiek konstrukcja zdecydowanie nie męczy głowy. Słuchawki nosiłem po dobrych kilka godzin z rzędu dziennie i ani razu nie spotkałem się z uczuciem dyskomfortu. Mają na to wpływ również poduszeczki w postaci tej ulokowanej na pałąku oraz oczywiście samych nauszników. Nie są one może jakoś nienaturalnie wręcz miękkie, ale pozwalają zachować wysoki komfort na długie godziny spędzone w samych słuchawkach. Gąbeczki pokryte są skórą, która nie powodowała u mnie większego pocenia się ucha lub jego okolic. Ergonomia zatem na spory plus.

WH-H900N wykonane zostały w głównej mierze z plastiku, jedynie pałąk (od wewnątrz) to w większości aluminium. Generalnie co do jakości wykonania również nie mam się co przyczepić. Tworzywo sztuczne wygląda na wytrzymałe, nic nie trzeszczy czy też nie sprawia wrażenia obcowania z tandetą. Produkt Sony bez problemu przetrwał ze mną wiele podróży. Dodatkowo słuchawki nie zabierają za dużo miejsca w plecaku, bo pięknie się składają, aczkolwiek w zestawie nie ma żadnego etui, które pomogłoby je chronić. Cóż, za taką cenę dorzucenie chociaż jakiegoś futerału byłoby wręcz wymagane.

Co w trawie szumi?

Jak na słuchawki bezprzewodowe przystało, łączą się przy pomocy Bluetooth 4.1. Podczas swoich testów nie napotkałem jednak problemów z tym, żeby WH-H900N miały jakiekolwiek problemy z komunikacją, nawet na odległość kilku metrów. Sporo par urządzeń tego typu napotykało już kłopoty, kiedy odkładałem swój smartfon do kieszeni, a jednak produkt Sony ustrzegł się takich niedoróbek. WH-H900N jak przystało na najwyższą półkę słuchawek Bluetooth obsługuje też całą gamę kodeków, w tym: SBC, AAC, aptX HD oraz LDAC. Co ciekawe Sony dorzuca też do zestawu kabel o długości 1,2 metra, który śmiało możemy podpiąć do słuchawek oraz urządzenia wyjściowego. Trzeba mieć jednak na uwadze, że gdy rozładujemy akumulator, sprzęt przechodzi w dziwny tryb, w którym znacznie spada jakość dźwięku. Słuchanie po kablu ma jednak swoje zalety, bo muzyka brzmi z nim nieco lepiej, a dodatkowo scena robi się troszkę szersza.

1200 złotych zobowiązuje, żeby sprzęt był napchany całą masą technologii, która będzie w stanie uzasadnić tak wysoki wydatek, poza oczywiście odpowiednią jakością dźwięku. Jest w WH-H900N kilka dodatków, które sprawiają, że ich użytkowanie staje się strasznie przyjemną czynnością. Mowa tu między innymi o dotykowym panelu na prawym nauszniku. Jeśli suniemy po nim palcem w prawo, przewiniemy piosenką na następną. Ten sam gest, ale wykonany w górę spowoduje podbicie głośności piosenki, zaś puknięcie nausznika pauzę lub start. Analogicznie cofanie oraz ściszanie działa w podobny sposób. To naprawdę genialne rozwiązanie – niezwykle intuicyjne oraz wygodne dla samego użytkownika Nie miałem potrzeby sięgać do telefonu, albo szukać po omacku guzika do przewijania gdzieś na kopule słuchawek. Wystarczy machnąć palcem i cieszyć się efektem. Strasznie się do tego dodatku przyzwyczaiłem, choć mam świadomość, że z zewnątrz mogło to wyglądać dziwnie. Zdecydowanie mi go zabraknie w innych urządzeniach.

WH-H900N jak na bezprzewodowe słuchawki przystało posiada też mikrofony, które nie służą tylko i wyłącznie do tego, żebyśmy mogli rozmawiać dzięki nim przez telefon. Ich funkcjonalność jest bardziej użyteczna w dniu codziennym. Dzięki nim możemy aktywować dwa tryby: Ambient oraz Noise Cancellation. NC każe przechwytywać mikrofonom dźwięki otoczenia oraz niemiłe szumy, a następnie je wyciszać, przez co możemy lepiej odizolować się od świata zewnętrznego. Tryb ten nie jest zbyt nachalny i działa moim zdaniem jak najbardziej prawidłowo, choć trąbienia samochodu się dzięki niemu nie pozbędziemy. Nie mniej jednak w biurze, gdzie sporo jest różnego rodzaju szumu czy odgłosów rozmów, Noise Cancellation sprawdzi się wyśmienicie i pozwoli nam bardziej skupić się na swoim zadaniu w akompaniamencie ulubionej muzyki.

Tryb Ambient jest swojego rodzaju odwrotnością Noice Cancellation. Oznacz to mniej więcej tyle, że zamiast wyciszać otoczenie, mikrofony wpuszczają je do środka. Można powiedzieć, że w ten oto sposób nasze zamknięte słuchawki, próbują symulować półotwartą konstrukcję. Dzięki temu poszerza się nieco scena i dźwięki wydają się brzmieć nieco bardziej naturalnie. Ambient również oceniam pozytywnie, bowiem dodaje to nutkę świeżości do niektórych piosenek. Korzystałem z tego trybu głównie u siebie w mieszkaniu lub w wyciszonych miejscach, gdzie Noise Cancellation nie ma tak naprawdę większego sensu.

Trzeba jednak mieć cały czas na uwadze, że wszystkie te technologie oparte są w dużej mierze o mikrofony. Te nagrywają i odpowiednio przetwarzają dźwięki zewnętrzne, ale jak to mikrofony mają w naturze, nie radzą sobie one kompletnie z silniejszym wiatrem. Jego odgłos daje o sobie znać i wręcz zagłusza odtwarzaną muzykę. Dlatego też można Ambient oraz Noise Cancellation kompletnie wyłączyć, co często robiłem przy spacerze do sklepu, gdy drzewa bardziej się bujały niż delikatnie kołysały. Nauszniki same z siebie oferują naprawdę dobrą izolację i można ją jedynie lekko wzbogacić przez NC. Sony naprawdę zadbało o to, żeby ich produkt sprawdził się w praktycznie każdym otoczeniu.

Balans na każdej linii

Odpowiedzmy sobie wreszcie na pytanie jak te słuchawki brzmią. Nie będzie tu żadnych niemiłych zaskoczeń, bo jakość jaką oferują stoi na bardzo wysokim poziomie. Jak na bezprzewodowy sprzęt można śmiało powiedzieć, że WH-H900N grają wręcz genialnie. Oczywiście puryści i audiofile znajdą jakieś drobnostki, żeby zarzucić urządzeniu choćby najmniejszy szmer czy inną nieścisłość. Mojemu śmiertelnemu uchu nie udało się jednak znaleźć jakiejś większej wady, którą mógłbym wyciągnąć w stronę Sony właśnie pod kątem słuchalności. Ten sprzęt po prostu gra bezprzewodowo bosko.

WH-H900N charakteryzują się bardzo przyjemnym dla ucha brzmieniem. Dźwięk wydobywający się z przetworników jest ciepły oraz łagodny, aczkolwiek nie brakuje mu lekkiego pazurka. Nie ma tu jednoznacznie wybitego, przytłaczającego całą resztę tonu. Mam wrażenie, że wszystko działa tu w odpowiedniej harmonii oraz ładzie. Świetnie widać to zresztą po basie, który nie jest zbyt męczący swoją mocą. Nie znaczy to jednak, że odpowiednie „tupnięcie” całkowicie nie występuje. Ono jest, aczkolwiek odpowiednio zbalansowane i charakteryzujące się ciepłem oraz odpowiednią soczystością. Przerzucanie się między różnymi gatunkami muzyki nie było dla mnie jakimkolwiek problemem. W nowszym EDM czy rapie ścieżki basowe łatwo było docenić, za to w rocku niskie tony były miłym, nienachalnym dodatkiem.

Przymiotniki „miłe”, „delikatne”, „ciepłe” i „zbalansowane” nie tylko pasują do basów, ale też do tonów niskich oraz średnich. Wokale były bardzo wyraźne i zrozumiałe, a instrumenty nie wydawały się ich przytłaczać. Słowa oraz akompaniament nie stanowiły oddzielnych bytów, a za to pięknie tworzyły jedną wciągającą całość. Dawno nie czułem czegoś podobnie relaksującego w kwestii słuchania muzyki. Wszystkie dźwięki pomimo tak świetnego połączenia nadal zachowują swoją klarowność oraz czytelność, zatem nie ma co mówić o rozmytej papce, a o stosunkowo szczegółowym brzmieniu.

Również scenie należy się kilka pochwał, ponieważ jest dość nieźle rozpięta jak na zamkniętą konstrukcję. Dodatkowo charakteryzuje się ona odpowiednią głębią oraz separacją dźwięków, stąd wyłapywanie poszczególnych dźwięków instrumentów oraz ich względnej lokalizacji w przestrzeni było jak najbardziej możliwe.

Ile to pogra?

Wiemy już, że testowane słuchawki dobrze grają, pytanie brzmi tylko na jak długo będziemy mogli się nimi cieszyć? Producent zapewnia, że WH-H900N powinny nam starczyć na około 28 godzin. Nie są to wbrew pozorom słowa rzucane na wiatr, bo bateria potrafi wytrzymać naprawdę bardzo długo. Osobiście mogę to potwierdzić po swoich doświadczeniach, kiedy to użytkowałem słuchawek po około 10 godzin z lekkimi przerwami, w postaci całkowitego wyłączenia lub przejścia sprzętu w stan czuwania… i tak przez blisko 3-4 dni! Dopiero wówczas WH-H900N wołały mnie o uzupełnienie mocy. Jestem pod ogromnym wrażeniem!

Do słuchawek możemy też pobrać aplikację, która dostarczy nam kilku informacji o słuchawkach lub też ułatwi nam ich obsługę. Tutaj dowiemy się o stanie baterii, obecnie użytkowanym kodeku, znajdziemy tu equalizer czy też przełączymy się między trybami interakcji z otoczeniem. To prosta apka i równie dobrze można też obyć się bez jej istnienia.

Uczta dla (bezprzewodowego) melomana

WH-H900N to kawał świetnego sprzętu, który naprawdę godnie staje w szranki z całą masą innych, bezprzewodowych słuchawek z tej półki. Prawdę mówiąc jedyną większą wadą, jaką mogę wyciągnąć to brak jakiegoś etui czy też pokrowca w zestawie, bo reszta spisuje się wręcz znakomicie. Niezależnie czy mówimy o ergonomii, jakości wykonania, funkcjonalnościach czy samym brzmieniu – wszystko zostało tu odpowiednio dopięte, wręcz powiedziałbym na ostatni guzik. Problemem dla większości osób może być jednak sama cena, bo mowa tu o 1200 złotych. Kto jednak mówił, że wysoka półka jest dla każdego? Podobnie sprawa ma się w końcu z innymi urządzeniami audio, bo niektóre wzmacniacze potrafią zabrać z portfela tyle samo co nowy samochód. Stąd też jeśli ktoś ma odpowiednie możliwości finansowe i szuka porządnych, świetnie grających słuchawek bezprzewodowych, to z dużą dozą pewności mogę powiedzieć, że wybór WH-H900N będzie bardzo dobrą decyzją. Zdecydowanie polecam!