promocja

Do tej pory Szwecja kojarzyła mi się jedynie ze znanym producentem mebli “zrób to sam” oraz e-sportową drużyną Fnatic z CS:GO. Jednak dziś do tej skromnej listy dołączyła marka Xtrfy, która urzekła mnie nowymi produktami w postaci optycznej myszki M1, bungee B1 oraz podkładki XGP1.

  1. Mysz M1
  2. Bungee B1
  3. Podkładka XGP1
  4. Podsumowanie

M1

Na początku zajmiemy się głównym bohaterem tego testu, czyli myszką. Ta powstała we współpracy z e-sportową drużyną Ninjas in Pyjamas i producent chwali się tym przy każdej możliwości. Ze względu na to początkowo nie byłem specjalnie przekonany co do M1. Przecież taka mysz powinna bronić się swoją precyzją i bezbłędnym działaniem, a nie logiem jakiejś instytucji. Pomijając jednak moje uprzedzenia — propozycja od Xtrfy prezentuje się naprawdę elegancko.

Dwuczęściowa bryła przystosowana dla osób praworęcznych o ergonomicznym i opatentowanym kształcie jest solidnie wykonana, a obecne łączenia są ładnie wykończone. Postawiono na gumowane tworzywo sztuczne w kolorze czarnym, które stanowi lwią część obudowy o długości 129 mm, szerokości 59 mm i wysokości 39 mm (w najwyższym punkcie). Jej waga sięga 95 gramów, co w połączeniu z trzema teflonowymi ślizgaczami sprawia, że mysz przemieszcza się bardzo płynnie, ale równocześnie nie jest podatna np. na ciągnięcie przez zwisający przewód, który w tym modelu ma długość 2 metrów i jest opleciony żółto-czarnym materiałem.

Jeśli idzie o zastosowane rozwiązania, to lewy i prawy przycisk funkcjonuje na przełącznikach Omron, a dwa boczne — Kailh. W obu przypadkach sprawdzają się wyśmienicie i wygląda na to, że nie musimy martwić się o ich żywotność. Niestety boczne przyciski nie zostały poprawnie zaprojektowane. Ten znajdujący się bliżej naszej dłoni jest  za duży i praktycznie uniemożliwia wygodne wykorzystanie drugiego, który znajduje się poza zasięgiem naszego kciuka. Na szczęście ogumowany scroll sprawuje się znacznie lepiej. Jest porządnie osadzony we wnęce, a jego łożysko bazuje na odczuwalnych i charakterystycznych przeskokach. Ponadto podstawa myszy skrywa również dwa inne przyciski. Pierwszy odpowiada za zmianę częstotliwości odświeżania (125-1000 Hz), a drugi za ustawianie poziomu DPI oraz regulowanie natężenia jednokolorowego podświetlenia. To bazuje na kilku wstawkach otaczających prawy i lewy przycisk myszy, scroll oraz logo producenta znajdujące się na tylnej części myszy.

Sensor PMW3310, czyli staruszek w akcji

Na temat tego modelu nie trzeba wiele mówić. Jest to jeden z najlepszych sensorów dostępnych na rynku i w M1 od Xtrfy sprawuje się nadzwyczaj dobrze. Producent oddał w nasze ręce możliwość regulacji jego czułości na sztywnych poziomach: 400, 800, 1600, 3200 i 4000 DPI. Każdy z nich oferuje wysoką prędkość maksymalną (ponad 5 m/s), co sprawia, że zjawisko akceleracji negatywnej jest niemożliwe do wywołania. Sprawa ma się podobnie z akceleracją pozytywną, dzięki czemu korzystając z tej myszy, możemy być spokojni o naszą pamięć mięśniową.

Minimalne przejawy interpolacji zauważyłem dopiero na poziomie 4000 DPI, a zjawisko szumów o wysokiej częstotliwości pojawiło się przy 3200 DPI. Można więc powiedzieć, że mysz prezentuje wysoką precyzję niezależnie od wybranej rozdzielczości. Sensor spisał się równie dobrze w teście na LOD, predykcję oraz smoothing. Ten pierwszy, czyli Lift of Distance określa wysokość, na jakiej mysz przestaje reagować i tym przypadku wynosi około 1,6 mm. Jest jednak powiązany ze specjalnym trybem pracy, który dostosowujemy zależnie od materiałowej i plastikowej powierzchni.

  1. Mysz M1
  2. Bungee B1
  3. Podkładka XGP1
  4. Podsumowanie