Mysz Rival 600 jest zdecydowanie najnowszą dumą marki SteelSeries, która na swoim pokładzie zintegrowała dwa sensory w systemie TrueMove 3+ ukryte pod iście agresywną obudową.

Pudełko i dołączone wyposażenie

Rival 600 dociera do nas w dosyć tradycyjnym kartonie, który skrywa… kolejny karton zabezpieczający mysz, instrukcję obsługi, przewód USB i gumowy pojemniczek na osiem ciężarków.

Specyfikacja techniczna

  • System dwóch sensorów TrueMove 3+
  • Czułość: od 100 do 12000 DPI z regulacją co 100 jednostek
  • Wymiary: 131 × 62 × 43 mm (w największych punktach)
  • Waga: Podstawowe 96 gramów
  • Ilość przycisków: 7
  • Przełączniki: SteelSeries z wytrzymałością do 60 mln aktywacji
  • Wbudowana pamięć: Tak, wspólnie z 32-bitowym procesorem
  • Interfejs: USB z 2-metrowym gumowym przewodem
  • Odświeżanie USB: 125, 250, 500 i 1000 Hz
  • Podświetlenie: Konfigurowalne 8 stref w pełnym RGB
  • Funkcje dodatkowe: sensor mierzący odległość od podkładki, zaawansowany system odważników (8×4 gramów), silikonowe wstawki

Materiały i wykonanie

Za każdym razem, kiedy do ręki biorę mysz z górnej półki (bo tak chyba można nazwać segment, w jakim znalazł się Rival 600 wyceniony na 330 zł) czuję różnice już w samym wykonaniu, zastosowanych materiałach, a nawet wyglądzie, który najczęściej jest agresywny i niespotykany, ale znajduje się przed cienką granicą dobrego smaku. Tak też było w przypadku najnowszej propozycji asymetrycznej myszy od SteelSeries, której szkielet został wykonany z użyciem wzmacnianego włóknami tworzywa sztucznego. Jest to jednak szczegół, na który z pewnością niewielu zwróci uwagę… w przeciwieństwie do materiału użytego w przypadku elementów mających nieustanny kontakt z naszą dłonią. Tradycyjnie postawiono na matowy plastik, który na tle tańszych modeli wyróżnia się wyższą jakością i (co dziwne) nie jest aż tak podatny na zabrudzenia.

Wierzchnią obudowę myszy stanowi aż siedem dobrze dopasowanych elementów wykonanych ze wspomnianego materiału. Producent zdecydował się na odizolowanie obu głównych przycisków oraz zastosowanie demontowalnych paneli bocznych, na których powierzchni znalazły się wytrzymałe silikonowe wstawki zwiększające pewność naszego chwytu. Takie sztuczki z integralnymi częściami konstrukcji nie są bezcelowe, ponieważ zaraz po zdemontowaniu obu elementów naszym oczom ukazują się miejsca na łącznie osiem ciężarków o wadze 4 gramów każdy. Na wyróżnienie zasługuje również fakt, że boczne przyciski w żadnym stopniu nie przeszkadzają w całej operacji, ponieważ ich przełączniki są zamontowane głęboko w obudowie.

Problem połączenia modelu Rival 600 do komputera rozwiązuje demontowalny 2-metrowy przewód USB. SteelSeries postawił na sporej grubości gumowy oplot, który jest straszliwie ciężki, ale jednocześnie elastyczny, niczym plastelina. Innymi słowy, lepiej wyposażyć się w wysokie mouse bungee. Na kilka zdań z pewnością zasłużyły też trzy teflonowe ślizgacze, będące zdecydowanie najgorzej przemyślanym elementem. Zarówno podczas szybkich, jak i wolnych posunięć przednia część myszy ślizga się na podkładce jak po maśle, ale w tylnej części możemy wyczuć lekki opór spowodowany zbyt małymi wstawkami.

Ergonomiczność

Spore wymiary (131 × 62 × 43 mm) w połączeniu z możliwością dostosowania wagi i jej rozłożenia wedle uznania prezentowały się na papierze tak dobrze, że nie mogłem dopuścić do siebie myśli o źle dopasowanych do dłoni elementach. I słusznie. Rival 600 okazał się istnym manifestem dobrego projektowania i wykonania, co można odczuć już w pierwszych minutach. Korzystając z chwytu palm-grip i układu 1+2+2 moja dłoń miała odpowiednią ilość miejsca na usytuowanie wszystkich palców. Sprawa ma się podobnie w przypadku chwytu claw i fingertip, ale układ będący domeną myszy symetrycznych (1+3+1) nie należy do najwygodniejszych.

Nie ma jednak sensu popadać w zachwyt. O ile korzystanie z dwóch standardowych bocznych przycisków jest jak najbardziej wygodne, to ten dodatkowy znajduje się zbyt daleko od naszego kciuka, abyśmy mogli wykorzystać go w gorączkowej rozgrywce. O odrobinę zaprzepaszczonej kwestii płynności ślizgu już wspominałem, dlatego czas rzucić okiem na oddane w nasze ręce funkcje.

Oprogramowanie

W ramach aplikacji SteelSeries Engine 3 otrzymujemy dostęp do wszystkich wspieranych przez nią produktów SteelSeries. Po wybraniu z menu myszy Rival 600 otwiera nam się oddzielne okienko z dwoma zakładkami i listą profili. W pierwszej z nich ustawimy funkcje poszczególnych przycisków, dwa poziomy czułości, częstotliwość odświeżania, parametr LOD, nasilenie zjawiska predykcji oraz wartości spowolnienia i przyspieszenia. Znajdziemy tam również łatwy w obsłudze konfigurator makr.

W drugiej zaś zakładce pozostawiono nam centrum dowodzenia podświetleniem z podglądem w czasie rzeczywistym. Mamy do wyboru pełen zakres RGB, 4 tryby pracy i możliwość przypisania barw do ośmiu stref. Szkoda tylko, że nie zadbano o domyślnie zaprogramowanie kilku efektownych konfiguracji, ponieważ żaden ze mnie wirtuoz barw.

System podświetlenia

Za efekt podświetlenia odpowiada osiem konfigurowalnych diod, które generują światło u podstawy scrolla, na logu producenta oraz dwóch łączeniach z panelami bocznymi. Obecne tryby opisałem w części dotyczącej oprogramowania, dlatego mogę dodać tylko fakt dobrego odwzorowania kolorów i równomiernie rozchodzącego się mocnego światła.

Test przycisków

Główne przyciski oparto o firmowe przełączniki, które mogą pochwalić się bardzo, ale to bardzo dobrą responsywnością, brakiem jakichkolwiek luzów, przyjemną twardością, krótką drogą pracy i przyzwoitą głośnością kliku, którą usłyszymy minimum 60 milionów razy. Na równie wysokiej jakości przełączniki postawiono też w przypadku przycisków bocznych, które są porządnie osadzone we wnękach, a ich działanie z wyczuwalną aktywacją i przyjemną drogą pracy jest po prostu zadowalające. Tego samego nie można odmówić ogumowanemu niczym opona rowerowa scrollowi. Każdej jego aktywacji towarzyszy wyczuwalny i charakterystyczny przeskok, co jest wystarczającym powodem, aby uznać go za godny element modelu Rival 600.

Test zestawu dwóch sensorów TrueMove3+

Spokojnie — nie dotarliśmy do czasów, kiedy możemy kontrolować dwa kursory/celowniki na raz. Tak naprawdę to autorski sensor TrueMove 3 odwala tradycyjną robotę, podczas gdy jego cichy wspólnik dba o to, aby przy podnoszeniu myszki nasz celownik był w tym samym miejscu. Przechodząc jednak do części testowej, w której to rzucam bliżej nieokreślonymi pojęciami zjawisk i numerków (małe uproszczenie — Rival 600 to cholernie precyzyjna mysz)…

Powyżej znajdziecie wyniki prędkości maksymalnych na całym zakresie czułości, które w stu procentach przeciwdziałają akceleracji negatywnej, wykres przedstawiający stabilne odświeżanie USB na 1000 Hz oraz brak zjawiska interpolacji i szumów wysokiej częstotliwości. To w sumie wszystko, co jestem w stanie poprzeć odpowiednimi grafikami. Moje obiektywne oko może jednak Wam potwierdzić, że sensor nie ma nic wspólnego ze smoothingiem, jitteringiem niskiej częstotliwości oraz akceleracją pozytywną.

W przypadku zjawiska predykcji i wartości LOD możemy zaszaleć i dostosować je względem swoich własnych upodobań w aplikacji. Innymi słowy, oferowana przez model Rival 600 precyzja na całym zakresie czułości (100 do 12000) jest zdecydowanie jedną z najważniejszych cech produktu.

Podsumowanie

Tak patrzę na to, co nabazgrałem i z podziwem mogę stwierdzić, że Rival 600 uplasował się w mojej subiektywnej i bardzo wybrednej topce najlepszych myszy gamingowych. Jedynym i to w dodatku drobnym minusem okazały się zamontowane w tylnej części ślizgacze, na które i tak większość użytkowników nie zwróci uwagi. Ostatecznie więc wystawiam propozycji SteelSeries nie jedną, a dwie odznaki najwyższej jakości i polecam ją wszystkim graczom spragnionym najwyższy precyzji.