promocja

SanDisk Extreme 500 – podsumowanie

  1. Wstęp
  2. Platforma testowa
  3. Test syntetyczny – Anvil’s Storage Utilities 1.1
  4. Test syntetyczny – Crystal Disk Mark 6.0
  5. Test syntetyczny – AS SSD 2.0
  6. Test syntetyczny – PCMark 8
  7. Test w praktyce – operacje na plikach
  8. SanDisk Extreme 500 – podsumowanie

Do podsumowania dysku SanDisk Extreme 500 można podejść dwojako. Jeśli skonfrontujemy go z jego rzeczywistym przeznaczeniem, czyli przenoszeniem danych, to w przypadku pojedynczych i dużych plików sprawuje się całkiem nieźle, ale operacje na ogromnej ilości stosunkowo małych i rozproszonych plikach ewidentnie nie należy do jego mocnych stron. Jest to spowodowane niskim odczytem losowym, który sprawia, że instalowanie systemu operacyjnego na tym nośniku nie jest najlepszym pomysłem… chyba, że dokonujemy wyboru pomiędzy nim, a zwyczajnym ”twardzielem”.

Jasne, w porównaniu do zewnętrznych dysków HDD SanDisk Extreme 500 wypada bardzo dobrze, ale gdy porównamy jego cenę z propozycjami innych producentów (Adata), to jego opłacalność odrobinę maleje. Jednak spośród konkurencji wyróżniają go gabaryty, wygląd, wytrzymałość, dołączone oprogramowanie szyfrujące i wydajność podczas kopiowania dużych plików. Niestety jego cena u schyłku 2018 roku sięga aż 500 zł, co jest oczywiście skutkiem ostatnich zawirowań na rynku kości pamięci. 

Właśnie ze względu na to nie mogę polecić tego dysku w momencie, kiedy szukacie zewnętrznego nośnika wyłącznie na transportowanie danych. W takiej cenie możemy dorwać HDD oferujące 4, a nawet 5 TB, co mówi samo za siebie. Jeśli jednak chcecie po prostu mieć szybki dostęp do plików, to SanDisk Extreme 500 spełni Wasze oczekiwania w stu procentach. W moim przypadku spisał się idealnie jako magazyn na gry, które przerzucałem z jednego komputera na drugi, oraz typowy ”informatyczny multitool”, na którym umieściłem wszystkie bootowalne systemy operacyjne oraz paczkę programów pozwalającą na uratowanie PCta z niespodziewanej awarii.


Aktualizacja

Wprawne oczy z pewnością zauważyły dziwne wyniki niektórych z syntetycznych benchmarków. Niestety okazało się, że przysłany do nas model miał problem z działaniem, co wpływało na jego wydajność. Możemy tylko się domyślać, co tak naprawdę zawiniło, ale to całkiem prawdopodobne, że kontroler uległ uszkodzeniu i nie obsługiwał protokołu UAS na kilku sprawdzonych przeze mnie platformach. Oznacza to tyle, że zaimplementowane technologie ( m.in. komendy TRIM) nie działały i rzucały siermiężny cień na ostateczną wydajność nośnika.