promocja

Wirtualny system 7.1, podświetlenie i czarno-czerwony design — poznajcie gamingowy manifest dzisiejszych czasów w postaci przewodowego zestawu słuchawkowego Genesis Radon 720. Czy podążanie za obecną modą opłaciło się producentowi?

Wykonanie i ergonomia

Radon 720 sprawia wrażenie naprawdę porządnego sprzętu. Jego czarno-czerwone muszle są wykonane głównie z tworzywa sztucznego, które wzmocniono metalową siatką pełniąca funkcję osłony paneli LED. Tak, ten zestaw posiada jednokolorowe podświetlenie na obu muszlach, ale o tym nieco później. Ostatecznie jedynym metalowym elementem pełniącym jakąś kluczową rolę jest pałąk, który w połączeniu z paskiem na dwóch linkach dba o stabilizację słuchawek na naszej głowie. Szkoda tylko, że wspomniany pasek, choć spełnia swoje zadanie, jest jedną z najgorszych imitacji skóry, jaką kiedykolwiek widziałem. Na szczęście niewielka waga słuchawek sprawia, że nawet niezbyt bujna fryzura uchroni nas przed odczuwaniem jego dosłownie plastikowej faktury.

Radon 720 będą naprawdę ergonomicznym zestawem… o ile macie dużą głowę. Tak to już jest w przypadku zastosowania wyłącznie pojedynczego paska stabilizującego. Sporych rozmiarów pianka okalająca nasze uszy nie odkształca się, zawsze powraca do pierwotnej pozycji, efektownie wytłumia dźwięki, a co najważniejsze, nie męczy w ogromnym stopniu naszych małżowin, na co wpływa przyjemne obicie ze skóry ekologicznej. Muszę przyznać, że wizualnie i jakościowo Radon 720 prezentuje się naprawdę dobrze. Zdecydowanie wpłynęły na to panele LED, które dają całkiem fajny efekt zarówno w nocy, jak i w świetle dnia. Szkoda tylko, że producent nie zadbał o możliwość zarządzania jednokolorowymi diodami. Może i są zbędnym, a nawet bezużytecznym dodatkiem, ale nie zmienia to faktu, że wyglądają po prostu ciekawie.

Ze strony technicznej możemy liczyć na 50 mm przetworniki z tradycyjnym pasmem przenoszenia od 20 do 20000 Hz o czułości 102 dB i 32 ohmowej impedancji. Wspomniane głośniki są obsługiwane przez wbudowaną kartę dźwiękową zapewniający wsparcie dla systemu Virtual 7.1. Ze względu na nią dwumetrowy przewód USB w materiałowym oplocie jest naprawdę masywny i gruby, ale jednocześnie zachowuje dobrą elastyczność. Za regulację poziomu głośności odpowiada małe pokrętło na lewej muszli, gdzie znalazł się również wbudowany mikrofon w postaci małej, osłoniętej siatką wnęki bez żadnego wysięgnika i fizycznego przycisku na jego dezaktywację. Jego niepozorność pozytywnie mnie zaskoczyła, ponieważ przechwytywany dźwięk był całkiem czysty, ale niestety zastosowana konstrukcja sprawiła, że zbierał odgłosy z otoczenia.

Oprogramowanie

Dołączone oprogramowanie w ogóle nie przypadło mi do gustu. Jednak niezrozumiały interfejs graficzny rodem z czasów królowania Windowsa XP nie zaprzepaścił jego funkcjonalności. Zdecydowanie najważniejszymi elementami są zakładki ustawień trybu 7.1 oraz equalizera, ale oprócz nich znajdziemy również standardowe nawet dla najprostszych sterowników dźwiękowych opcje.

Brzmienie

W przypadku muzyki podstawowe ustawienia w oprogramowaniu oferują nam nijaki, przeciętny dźwięk. Wprawdzie wolny od szumów, czy nieprzyjemnych trzasków, ale tony średnie momentami się mieszają, wysokie są mało charakterystyczne, a bas odczuwamy jako prostolinijny, co oznacza tyle, że brzmi praktycznie tak samo przy niewielkich poziomach różnicy w częstotliwości. Wtedy z pomocą przychodzi wbudowany w oprogramowanie equalizer, który według naszych preferencji w ogromnym stopniu poprawia jakość odtwarzanego dźwięku. Niestety nawet on nie poradzi nic na scenę, której zabrakło głębi, co odczuwamy głównie w grach.

A co do nich… początkowo tryb 7.1 testowałem w CS:GO i mało skomplikowanych utworach muzycznych, dlatego w pierwszych chwilach byłem pewien, że różnicę pomiędzy nim a standardowym ustawieniem po prostu nie istnieją. Dopiero po krótkiej wycieczce w Wiedźminie 3, kilku rozgrywkach w Battefieldzie i posłuchaniu złożonej z kilku ścieżek dźwiękowych muzyki zauważyłem odczuwalną poprawę głębi i szerokości sceny. Można to najprościej określić, jako ”zmianę” umiejscowienia źródła audio.

W przypadku zwyczajnego stereo odczuwamy, że dźwięk pochodzi prosto z muszli słuchawek, a tryb 7.1 jakby ”wyrzuca” je nieco dalej, na zewnątrz, co imituje zachowanie dookólności fali akustycznej. Ze względu na to jesteśmy w stanie rozróżnić w większym stopniu odgłos wybuchu na terenie otwartym, od tego w budynku, domyślić się za iloma ścianami czai się wróg, ale jednocześnie będziemy mieć problem ze zlokalizowaniem przeciwnika znajdującego się pod, na, za i przed nami. Nie wiem dlaczego, ale w tych sytuacjach dźwięk rozchodzi się za każdym razem tak samo i nawet próby poprawienia tego w oprogramowaniu spełzają na niczym. Wprawdzie w grze poruszamy kamerą postaci w takim sposób, że i tak sygnały z tych kierunków do nas dotrą, ale w sytuacjach, gdzie pozostajemy w bezruchu w kilku poziomowym budynku, ta wada może kosztować nas życie.

Podsumowanie

Gdyby nie problem z dokładnym odwzorowaniem odgłosów z góry, dołu, tyłu i przodu, to w tej cenie zestaw Radon 720 byłby jednym z najlepszych wyborów do typowo gamingowych zastosowań. Próżno szukać w nim audiofilskich doznań, ale muzyki słucha się w nich bardzo przyjemnie, zwłaszcza po zabawie w equalizerze. Na wyróżnienie zasługuje również design oraz ergonomia pomimo raczej tradycyjnych i sprawdzonych rozwiązań. Ostatecznie jest to idealny przykład sprzętu, w którym budżet na lepsze jakościowo materiały i bardziej dopracowane przetworniki został przeznaczony na zbędne dodatki. Gdyby ich cena oscylowała w granicy 150, a nie 200 złotych, to mógłbym je z czystym sercem polecić — ot przeciętne, wygodne słuchawki z dobrym mikrofonem, które będą idealne dla niewyczulonych na dźwięk graczy.