WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Rozrywka

Czy w roku 2017 ktoś jeszcze zaufa usłudze cloud gaming?

Światło Gaikai i OnLive wypaliło się jak słoma, co – zdawałoby się – dało developerom do zrozumienia, że cloud gaming jeśli ma w ogóle nadejść to z całą pewnością nie teraz. LiquidSky ma jednak zamiar zrobić, co nie udało się poprzednikom i pozwolić wszystkim, niezależnie od maszyny, grać w każdą najnowszą grę.

Przepis na sukces jest prosty: wystarczy urządzenie na Windowsie, Macu, Androidzie czy Linuxie, niezależnie od tego jak przestarzałe, a także połączenie z internetem. Każdy użytkownik LiquidSky dostaje dostęp do indywidualnego SkyComputera, gdzie można instalować gry takie jak Overwatch czy League of Legends, zupełnie tak, jak instalowałoby się je na zwyczajnym, high-endowym pececie. Możemy również sięgać po własne biblioteki w takich usługach jak Steam, Battle.net czy Origin i grać w dostępne tam tytuły o każdej porze, na każdym sprzęcie.

Słyszeliśmy tego typu obietnice już wiele razy, macie więc powody, aby podchodzić do nich z dystansem. CEO firmy LiquidSky, Ian McLoughlin doskonale zdaje sobie z tego sprawę, bo sam był świadkiem jak upadały serwisy pokroju OnLive, które to zakończyło swoją karierę z 40 milionowym długiem. Jaki jest powód upadku usług konkurencyjnych? Pozwolę oddać głos panu prezesowi:

Pojawiają się miliony graczy, więc musisz wykupować całą masę serwerów, płacąc za nie z góry, użytkownicy zaś są w różnych miejscach świata. Zaczyna się pojawiać zbyt duże opóźnienie, a jedyne gry, w jakie można normalnie grać to Lego Batman i Lego Star Wars. Zostajesz więc z tym ogromnym centrum danych, z którym nie możesz nic zrobić, zaczynasz więc rozdawać co możesz za darmo. Nawet wtedy, klienci nie są w stanie cieszyć się katalogiem. Cała sprawa zakończyła się zanim na dobre się w ogóle zaczęła.

McLoughlin planuje poradzić sobie z tym problemem poprzez efekt współpracy z IBM, z którymi to postarał się on opracował specjalnie oprogramowanie. Oparto je o publiczny ekosystem chmury, przez co działalność LiquidSky ma być skalowana w czasie rzeczywistym przez informatycznego giganta za naprawdę niskie pieniądze. Wydajność działania tego rozwiązania była widoczna, kiedy niedawno 40 tysięcy użytkowników z Turcji próbowało skorzystać ze SkyComputerów, na co od razu zareagowała najbliższa baza serwerów w chmurze należąca do IBM, dystrybuując w odpowiedni sposób żądania dostępu do platformy.

Zdaniem McLoughlina rok 2017 będzie należał do cloud gamingu (najwidoczniej Linux musi poczekać do 2018), bo infrastruktura technologiczna na całym świecie w końcu osiągnęła poziom gotowości pozwalający jej na przetwarzanie rozgrywki w najwyższej jakości przy niskim opóźnieniu. O zaufaniu w przekonania CEO LiquidSky świadczą inwestycje ze strony Samsunga i Sun Microsystems, którym najwidoczniej McLoughlin był w stanie udowodnić, że cloud gaming wkrótce zacznie w końcu poprawnie funkcjonować.

źródło: engadget.com