W ramach misji „Mars Express”  – 19 grudnia 2003 roku wysłano na czerwoną planetę lądownik, który miał wylądować w dniu Świąt Bożego Narodzenia. Niestety nigdy nie nawiązano z nim kontaktu. Naukowcy stwierdzili, że musiał się on rozbić. W taki właśnie sposób runęły w gruzach wszelkie plany mające na celu odnalezienie życia na Marsie. Minęło 11 lat od zaginięcia Beagle 2, ale teraz odnalazł się na powierzchni czerwonej planety. I to w całości.

„Z dniem dzisiejszym możemy oznajmić, że Beagle 2 nie jest już zaginiony” – mówi Dr. David Paker, CEO Angielskiej Agencji Kosmicznej. Parker twierdzi, że trzy zdjęcia uchwycone przez system przetwarzania obrazu pracujący na pokładzie amerykańskiej, marsjańskiej sondy kosmicznej, są wystarczającym dowodem, aby stwierdzić, iż lądownik spoczywa na powierzchni Marsa. „Beagle 2 wylądował zgodnie z planem, ale nie został do końca aktywowany” – dodaje David.

Wyposażono go w system rozkładania paneli słonecznych w stylu kwitnącego kwiatka. Miały one zasilić wszystkie instrumenty lądownika, jednym z nich było radio niezbędne do komunikacji. Wygląda na to, że coś poszło nie tak, ponieważ panele nie rozłożyły się. Beagle 2 nie wykonał swojej misji na Marsie, ale naukowcy świętują fakt, iż okazała się ona  częściowo udana. Szkoda, że profesor Colin Pillinger – odpowiedzialny za śledztwo w sprawie tego projektu, umarł rok temu i nie może cieszyć się rozwiązaniem tajemniczego zaginięcia.

Fani teorii spiskowych muszą odpuścić wersję , w której lądownik został porwany przez kosmitów… Gdyby na Marsie było życie, to obca cywilizacja z pewnością zaopiekowałaby się jego częściami. No chyba, że wylądował na marsjańskiej pustyni.

Źródło i zdjęcia: engadget.com

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!