W życiu każdego mola książkowego przychodzi od czasu do czasu nieodparta chęć stworzenia swojego rankingu ulubionego rodzaju literatury. Tak też jest ze mną, dlatego zdecydowałem się na podsumowanie mojej książkowej przygody fantasy z ostatnich 2 lat, wśród których znalazły się głównie rozbudowane serię. Podszedłem do tego zagadnienia z odrobinę praktycznej strony i zamiast sztampowych wyborów zdecydowałem się na te, o który nie mówi się za często. Nie chcę jednak robić typowego “top X“, (ze względu na zbyt subiektywny charakter takich rankingów), dlatego wszystkie poniższe pozycje są w jak najzwięźlejszy sposób przedstawione w przypadkowej kolejności… no może pomimo tej pierwszej, która po prostu zasługuje na medal. Nie przedłużając jednak – zaczynajmy!

Archiwum Burzowego Światła – Brandon Sanderson

Zaskoczeni? Wyjadacze książek fantasy z pewnością nie, bo kunszt amerykańskiego pisarza w przypadku tej serii jest godny podziwu. W Archiwach Burzowego Światła każdy znajdzie coś dla siebie, bo książki przedstawiają historię kilku postaci prezentujących sobą coś całkowicie innego. Sposób opowiadania fabuły jest wręcz idealny i nieustannie utrzymuje uwagę oraz ciekawość czytelnika. Kreacja świata, panującej na nim sytuacji i stworzenie niespotykana wręcz spójności sprawia, że podczas czytania nie zauważamy, kiedy przechodzimy na kolejne strony. Tych jest jednak sporo, bo pierwsze dwie części (Droga Królów oraz Słowa Światłości) serwują grubo ponad 450 kartek pisanych prozą. Niestety najnowsza odsłona pod tytułem Dawca Przysięgi została podzielona na dwie części (na razie zadebiutowała jedna z nich) i oferuje nieco ponad 700 stron. Autor ma jednak plany na wydanie aż 10 ksiąg z tego uniwersum i powoli zaczynam się martwić, że zwyczajnie zabraknie mu czasu. Jak pewnie zauważyliście, nie poruszyłem kwestii fabuły, ale stoi za tym pewien powód. Tą najlepiej jest poznawać wraz z rozwojem akcji i mogę Was zapewnić, że jeśli przebrnięcie przez pierwsze strony, to wsiąknięcie w tę lekturę na dobre.

Moim zdaniem seria Archiwum Burzowego Światła jest obowiązkową pozycją dla każdego fana fantasy, dlatego w moim rankingu zajmuje topowe miejsce. Teraz jednak przejdę do równie znamienitych, ale pozbawionych “tego czegoś” książek.

Pan Lodowego Ogrodu – Jarosław Grzędowicz

Listę wartych Waszej uwagi (ale nie obowiązkowych) serii fantasy rozpoczynamy od polskiego akcentu. Pan Lodowego Ogrodu autorstwa Jarosława Grzędowicza zachwycił mnie samą narracją i pomysłem na opowieść, w której to śledzimy losy specjalnie wyszkolonego agenta. Ten ruszył na inną planetę z misją odnalezienia załogi zaginionego ośrodku badawczego, w czym pomagają mu najnowsze zdobycze technologiczne. Początkowo całość zalatuje science-fiction, ale zaraz po lądowaniu na Midgaardzie klimat fantasy w postaci magii oraz zacofanej cywilizacji wypiera wizję nowoczesnej przyszłości. Cała seria posiada cztery tomy o sensownej długości, a pomysł na przedstawienie zawiłej w swojej prostocie fabuły jest naprawdę zachwycający. Zakończenie tak epickiej powieści nieco kuleje, ale i tak przebrnięcie do niego jest warte swojej ceny.

Mroczna Wieża – Stephen King

W przypadku tego dzieła mam mieszane uczucia, ale kilka miesięcy przygody u boku ostatniego z rodu Rewolwerowców mogę określić jako pozytywne. Historia miażdży, a pomysł na dodanie aspektu podróży między wymiarami zasługuje na wyróżnienie. Powieść składa się z 8 książek, które łączą w sobie kilka gatunków – czy to fantasy, science-fiction, czy literatury grozy. Nawiązuje również do świata rzeczywistego, ale może wydać się zbyt oporna dla niedzielnego czytelnika. Stephen King zbyt szybko zmieniał wątki i sam przebieg fabuły, co wybija nas poniekąd z rytmu w czasie czytania, ale pozwala na poznanie całej fabuły do cna. A samo zakończenie przygody… no cóż, zaskakuje w takim stopniu, że przez następne dni albo będziecie się zachwycać kunsztem pisarza, albo znienawidzicie go na zawsze. Innymi słowy, polecam, ale ostrzegam, że w czasie czytania momentu zwątpienia co do jakości dzieła występują zanadto często.

Ostatnie Imperium – Brandon Sanderson

Ta seria jest z kolei propozycją na długie jesienne i zimowe wieczory. Czyta się ją zadziwiająco szybko i przyjemnie, a historia oparta na grupie buntowników walczących z wszechpotężnym tyranem wciąga jak cholera. Zadziwiająco często występujące twisty fabularne w połączeniu z ciekawym podejściem do nadludzkich umiejętności opartych na metalach oraz dobrze zarysowana rola współpracy pomiędzy przyjaciółmi stawia Ostatnie Imperium w ścisłej czołówce stosunkowo nowoczesnej literatury fantasy. Główny wątek serii kończy się już po 3 książkach, ale następne (począwszy od Stopu Prawa) opowiadają oddzielną historię dwóch przyjaciół – Waxa i Wayna. Te są napisane równie dobrze, ale brakuje im niestety pewnej dozy epickości i charakteru.

Koniasz i Bakly – Miroslav Žamboch

Fani tego czeskiego pisarza będą z pewnością oburzeni, ale po prostu nie mogłem nie wrzucić obu tych serii do jednego worka. Obie bowiem zostały osadzone w tym samym świecie, przez co występujące w niektórych momentach nawiązania są wręcz idealnym pomostem łączącym obie te pozycje. Zarówno opowieść o Koniaszu, jak i Baklym jest napisana w podobnym, brutalnym stylu, w którego to ramach jesteśmy zapoznawani z historią dwóch całkowicie odmiennych bohaterów – z pozoru bezmyślnego mięśniaka oraz błyskotliwego i sprytnego szermierza. Te pozycje w idealnym stylu ukazują niezbyt szlachetnych bohaterów, sceny walki oraz rozterki, z którymi mierzą się istne maszyny do zabijania. Przez wielu są one często porównywane do sagi Wiedźmin autorstwa (z pewnością Wam znanego) Andrzeja Sapkowskiego… i szczerze mówiąc, ja również zaryzykowałbym to stwierdzenie. Zwłaszcza w przypadku serii o Koniaszu.

Kroniki Królobójcy – Patrick Rothfuss

Ta seria jest z kolei dosyć niestandardową pozycją. Coś złego dzieje się ze światem, a w jednej z karczm kronikarz namawia jej legendarnego właściciela – Kvothe’a – do opowiedzenia swojej historii. Ta jest skupiona na katorżniczej wręcz podróży uzdolnionego w wielu dziedzinach dziecka przez życie. Mowa o walce o przetrwanie, akademickich przygodach i trudnościach, z jakimi musi się zmierzyć. Niestety autor nie postarał się jeszcze o zakończenie (a nawet odpowiednie rozwinięcie!) historii… i nie zapowiada się, że to ujrzy światło dzienne w najbliższym czasie. Właśnie przez to nie dowiadujemy się, dlaczego główny bohater jest dla tamtejszego uniwersum wybawieniem i jakie dokładnie przygody przeżył po ukończeniu swojej edukacyjnej przygody. Szkoda, bo już od pierwszych stron powieści przedstawiona historia zapowiada się dziełem na miarę Władcy Pierścieni. Zdecydowanie polecam, ale tylko wtedy, kiedy jesteście w stanie zdzierżyć brak sensownego uwieńczenia przygody.

Opowieści z meekhańskiego pogranicza – Robert M. Wegner

Rozpoczęliśmy polskim akcentem, a więc zakończmy w podobnym stylu. Wstyd się przyznać, ale ta seria wpadła mi w oko ze względu na sam tytuł, którego część mylnie zinterpretowałem. Mam jednak nadzieję, że nie tylko ja pomyliłem meekhańskie pogranicze z mahakamskim prosto z wiedźmińskiego uniwersum. Mam jednak nadzieję, że takie pomyłki będą zdarzać mi się częściej, bo już po kilku minutach lektury zachwyciłem się pomysłem na fabułę, prowadzeniem historii oraz dobrze zarysowanymi bohaterami. Opowieści z meekhańskiego pogranicza posiadają również to, czego zabrakło w kultowej sadze Wiedźmin, czyli rozbudowanej kreacji świata, któremu poświęca się naprawdę sporo czasu, bo stanowi jeden z głównych filarów serii.

Wiedźmin – Andrzej Sapkowski

Co tu dużo mówić – po prostu Geralt… Geralt z Rivii.

Dajcie coś od siebie!

Ile ludzi, tyle gustów, dlatego podzielcie się swoją opinią co do książek fantasy w poniższej sekcji komentarzy. Czy chcecie coś polecić? Czy może nie zgadzacie się z umieszczeniem powyższych pozycji w naszym rankingu?

    Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!