Moja batalia ze smartwatchami dla aktywnych trwa w najlepsze. Jeszcze jakiś czas temu miałem okazję sprawdzić Fitbit Blaze, który okazał się urządzeniem dobrym, choć na kolana specjalnie mnie nie powalił. Kilka miesięcy później dane mi jest zbadać kolejny produkt z katalogu Fitbit, tym razem o nazwie Versa. Czy to sprzęt, który swoją jakością jest w stanie zachęcić mnie do wzmożonego ruchu (a to raczej trudne zadanie)?

Apple Watch – Fitbit Edition

Mój największy zarzut wobec Fitbit Blaze został odpowiednio poprawiony. Mianowicie chodzi tutaj o sam wygląd, który prawdę mówiąc, do specjalnie powalających nie należał. Wyglądał trochę jakby jego designerzy przybyli do naszych czasów z przeszłości i do końca nie wiedzieli jak poradzić sobie z nową rzeczywistością.

Fitbit Versa to zdecydowanie już zupełnie inna bajka. Pierwszy rzut oka na sprzęt i do głowy przychodzi Apple Watch, choć z zachowaną bardziej kwadratową proporcją. Producent poszedł po rozum do głowy i stworzył sprzęt, który świetnie pasuje nie tylko do sportowego stylu życia. Nie ma większego problemu, żeby założyć Fitbit Versa na poranny jogging, a późnym wieczorem uczynić z niego świetne akcesorium do koszuli. Smartwatch ten świetnie spisze się w każdym scenariuszu, dzięki bardziej stonowanemu designowi.

Koperta Fitbit Versa pozostaje przy tym lekka niczym piórko – gdyby nie pasek, nie odczułbym tego zegarka na dłoni. Dodatkowo w przeciwieństwie do Fitbit Blaze jest to też smartwatch wodoodporny i swobodnie można z nim pływać. Urządzenie będzie również mierzyło w tym czasie naszą aktywność, więc sensory całkowicie operują, nawet w tych mocno niedogodnych warunkach.

Zegarek charakteryzuje się wyświetlaczem o przekątnej 1,34 cala, który zachowano w proporcjach 1:1. Tutaj jednak ciężko cokolwiek zarzucić Fitbit Versa. Ekranik jest bardzo jasny, ostry, ma dobre kąty widzenia i choć kolory nie mogą konkurować z jakimiś AMOLED-ami, to ich reprodukcja jest na przyzwoitym poziomie. Czy można chcieć czegoś więcej od panelu w tak małym urządzeniu?

Napchany po brzegi możliwościami

Smartwatch ponownie wypchano całą masą technologii, która bez dwóch zdań imponuje. 3-osiowy akcelerometr, 3-osiowy żyroskop, wysokościomierz, optyczny sensor bicia serca, czujnik światła otoczenia i nawet znalazło się miejsce dla czytnika stężenia tlenu we krwi, który na chwilę obecną jest niestety wyłączony. Prawdopodobnie Fitbit planuje z nim parę ciekawych rzeczy, o których dowiemy się w najbliższej przyszłości.

Biegacze mogą się jednak nieco zawieść, ponieważ urządzenie nie jest wyposażone we własny GPS. Fitbit Versa tym samym wymaga połączenia z blisko znajdującym się smartfonem, żebyśmy mogli zapisywać przebytą trasę. Może to być dla niektórych spora wada, ale mówimy tu o smartwatchu za około 900 złotych. Jak na nasze polskie warunki to sporo, ale patrząc na znacznie droższe Apple Watch (seria 3) czy Samsung Gear Sport, to jest to jak najbardziej akceptowalna kwota.

Oczywiście jak przystało na porządny, sportowy „zegarek inteligentny”, pomiary stoją na wysokim poziomie. Nie są one może dokładne co do kroku i pojedynczego uderzenia serca, ale nadal Fitbit Versa był odpowiednio precyzyjny. Podczas moich testów nie napotkałem też żadnych problemów z synchronizacją zegarka ze smartfonem. Nie zdarzyła mi się też sytuacja, gdzie moje sesje nagle przestawały być liczone. Raz sparowany Fitbit przesyła odpowiednio informacje przez cały czas, co nie jest tak oczywiste w przypadku tańszych rozwiązań.

Najbardziej zakochałem się w dwóch funkcjach Fitbit Versa – Coach oraz mierzeniu snu. Ta pierwsza to nic innego jak aplikacja, która jest w stanie wyświetlić dostosowany do nas rozkład ćwiczeń na wyświetlaczu zegarka. Genialna sprawa, która jest piekielnie praktyczna. Nie trzeba dzięki niej co chwilę sięgać czy patrzeć w stronę swojego smartfona, a wystarczy szybki rzut okiem na ekran, by zrozumieć instrukcję i wrócić błyskawicznie do ćwiczeń.

Mierzenie snu z kolei robi to, co mówi sama nazwa. Dzięki niej czarno na białym możemy udowodnić sobie, jak mało czasu poświęcamy na tę niezwykle ważną czynność. Fitbit Versa potrafi też sprawdzić, kiedy zapadamy w głębsze fazy snu i dość dokładnie zmierzyć ich trwanie. Świetna sprawa, ale idzie przez nią się załamać, kiedy w tygodniu widzimy częste wyniki po mniej niż 6 godzin.

Łyżka dziegciu

Funkcji sportowych i związanych ze zdrowym trybem życia jest aż nadmiar, ale Fitbit Versa nie jest w stanie pozbyć się swojej głównej wady – jak na smartwatcha brakuje tutaj funkcji charakterystycznych dla „inteligentnego zegarka”, tudzież są one mocno niedopracowane. Na ekranie urządzenia zobaczymy powiadomienia… ale są one piekielnie nieczytelne. Fitbit Versa można płacić zbliżeniowo… ale Fitbit Pay obsługuje tylko wybraną listę banków i brak na niej tych z Polski. Sprzęt umożliwia słuchanie muzyki… ale tylko, gdy przerzucimy muzykę z poziomu komputera, bo jedyne obsługiwane usługi streamingowe to Deezer (ktoś z tego korzysta?) oraz Pandora (niedostępna w Polsce). Lista dodatkowych aplikacji jest naprawdę mała (przynajmniej tych godnych uwagi), a w dodatku z perspektywy polskiego konsumenta są one mało użyteczne.

Jest to zapewne wina tego, że zegarki Fitbit korzystają ze swojego własnego systemu operacyjnego, który niekoniecznie jest wspierany na szerszą skalę. Warto byłoby ten element poprawić i jeśli już implementować jakieś dodatkowe aplikacje, to już zadbać o ich odpowiednie dopracowanie oraz o nakłonienie popularniejszych marek do współpracy. W przeciwnym razie nazywanie tego pełnoprawnym smartwatchem jest mocno nie na miejscu.

O aplikacji i baterii słów kilka

Dużą siłą urządzeń Fitbit jest oczywiście ich dedykowana aplikacja na smartfony. Ta nie zdążyła się jednak za wiele zmienić od czasów moich przygód z Fitbit Blaze. Ciężko uznać to za szczególną wadę, bo oprogramowanie to broni się zasadniczo samo. Między innymi właśnie dla niego warto nabyć jakiś produkt z katalogu tego producenta.

Bateria Fitbit Versa przy moim normalnym użytkowaniu, czyli okazjonalnego sprawdzania godziny oraz mierzenia statystyk, w zupełności wystarczy na ponad 4 dni. Przy intensywniejszej pracy, czyli wyświetlaniu treningów raz-dwa razy dziennie, akumulator działał przez około 3 dni. Wynik nie jest specjalnie imponujący, ale ciężko nazwać go też słabym.

Smartwatch dla aktywnych godny polecenia

Fitbit Versa to moim zdaniem produkt naprawdę godny polecenia. Musicie mieć jednak na uwadze fakt, że jest to przede wszystkim zegarek, który skoncentrowany jest wokół swoich świetnych funkcji sportowych. Jeśli oczekujecie po nim tego samego, co dostaniecie w takim Samsung Gear 3, Apple Watchu czy zegarkach z Android Wear, to zwyczajnie się srogo przejedziecie. Versa to Fitbit z absolutnie górnej półki… ale średni smartwatch jako takowy. Zdecydowanie polecam, ale z małym haczykiem.

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej