Sporo się mówi na temat orbitujących naszą niebieską planetę różnorakich, stworzonych przez człowieka urządzeń. Ich wciąż wzrastająca ilość połączona z faktem że wiele z nich jest porzuconych, sprawia że duża ilość „kosmicznego śmiecia” zaczyna być czymś więcej niż tylko drobną uciążliwością.

Już w roku 1997 miał miejsce głośny przypadek – ćwicząca w w parku kobieta została nagle uderzona przez niewielki fragment metalu – okazało się że jest to metalowy fragment rakiety Delta II, którą wystrzelono rok wcześniej. Wokół Ziemi wciąż krąży dużo potencjalnie niebezpiecznego drobiazgu, np szczątki stacji kosmicznej Mir, lub pozostałości po kraksie rosyjskiego satelity Kosmos 2251 z amerykańskim Iridium 33.

1329802544518224196

Korzystając z danych zawartych na monitorującej ruch na orbicie witrynie Space-Track.org, James Yoder stworzył stronę zwaną Stuff in Space. Znajdująca się tam interaktywna, trójwymiarowa mapa używa JavaScriptu do kalkulacji orbit poszczególnych okrążających nas elementów i pokazuje jak ich pozycje zmieniają się z upływem czasu. Możemy też uzyskać dokładniejsze informacje na temat każdego z nich – jakiego jest rodzaju (np czy jest to śmieć, czy działające urządzenie), jego apogeum, perigeum, wysokość, prędkość itp. Fajna zabawa, sam przyłapałem się na tym, że „wyguglałem” kilka z nich, by sprawdzić jaka jest ich dokładniejsza historia, kto je wystrzelił w kosmos i dlaczego.

Jak widać, gwiezdnych śmieci jest naprawdę dużo – a według szacunków ma się ich pojawiać coraz więcej, np na skutek zderzeń niesprawnego już sprzętu. Mimo, że planowane są różnego rodzaju misje „sprzątające”, np e.DeOrbit, to nie rozwiązuje to w całości problemu.

Bukmacherzy oceniają dziś szanse trafienia człowieka przez kosmiczny śmieć na 20 miliardów do jednego. To bardzo niewiele, lecz szanse te – powoli, lecz systematycznie – rosną.

[źródło: gizmodo.com; grafika: fayerwayer.com]

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej