Smartwatche i wszelkiego typu inteligentne opaski znalazły chyba swoją niszę w postaci osób uprawiających wszelkiego rodzaju sport. To świetni asystenci towarzyszący przy pomiarach wielu wyczynów, ale dla standardowego użytkownika nie wnoszą one zbyt wiele swoją obecnością. Nowy produkt Maxcom w postaci smartwatcha Fitgo FW 17 Power jest skierowany właśnie do osób aktywnych, tylko czy będzie w stanie spełnić ich oczekiwania?

Brzydkie, duże kaczątko

Mój pierwszy kontakt z urządzeniem nie napawał mnie zbytnim optymizmem. Jako osoba ze stosunkowo małymi rączkami mogę śmiało powiedzieć, że Fitgo FW 17 Power to sprzęt wprost ogromny. Sam ekran nie jest może specjalnie wielki, bo ma jedynie 1,3 cala, ale cała obudowa i sama tarcza są bardzo grube. Po założeniu zegarka na dłoń poczułem duży dyskomfort. Niby to sprzęt dla osób aktywnych, a nie do codziennego użytkowania, aczkolwiek jakaś wygoda powinna zostać zachowana. Fitgo jest ciężki, masywny i przyznam szczerze, że po moich pierwszych wrażeniach daleko mu było do zauroczenia mojej osoby. Lubię smukłe, bardziej minimalistyczne konstrukcje, które charakteryzują się niewielką wagą. To w końcu komfort jest najważniejszy w zegarku, bo nasz nadgarstek będzie musiał się z nim użerać przez większość dnia. Masywność Fitgo FW 17 Power nie pozwala też nosić go komfortowo pod kurtką czy bluzą, a to przy obecnej pogodzie może przeszkadzać jeszcze bardziej.

Grubość oraz masywność ma jednak swoją zaletę w postaci wysokiej jakości wykonania. Zegarek skonstruowany został po części ze stali nierdzewnej, aczkolwiek pewną partię zajmuje też odpowiedniej jakości plastik. Smartwatch posiada też certyfikację IPX54, co może nie pozwoli nam się z nim wykąpać, ale też nie zabijemy tego urządzenia zwykłym potem. Do tego wszystkiego pasek wykonany został z naprawdę konkretnej warstwy silikonu. Ekran wzmocniony został również przez Gorilla Glass. Dzięki mieszance wszystkich tych elementów naprawdę nie mam jakiejkolwiek wątpliwości o przetrwanie tego sprzętu w wymagających warunkach.

Funkcji od groma

Jak już wcześniej wspomniałem ekran ma 1,3 cala i wykonany został w technologii LCD. Posiada rozdzielczość 240 na 240 pikseli. Wyświetlacz jest widoczny w pełny słońcu, ale raczej nie cechuje się jakimiś cudownymi parametrami w kwestii kontrastu, odwzorowania kolorów i tym podobnych. Najważniejsze jednak, że jest w pełni czytelny i dobrze reaguje na dotyk. W końcu nie patrzymy w tego typu urządzenia całymi dniami, ale ich niezawodność w różnych scenariuszach jest kluczowa. A tym akurat charakteryzuje się Fitgo FW 17 Power.

Ze smartwatcha możemy korzystać na dwa sposoby – poprzez zwykłe jeżdżenie paluchem po ekranie lub korzystanie z pokrętła ulokowanego po prawej stronie tarczy. Obok „kółka” znajdują się też dwa inne guziki, które pozwalają nam wrócić na ekran główny lub też natychmiastowo aktywować jeden z kilku zaprogramowanych trybów sportowych. W biegu czasem ciężko precyzyjnie trafić palcem w jakiś obiekt, stąd też alternatywna metoda sterowania jest jak najbardziej mile widziana.

A co z samą funkcjonalnością zegarka? Fitgo FW 17 Power zasilany jest nie przez Android Wear, a przez system operacyjny własnej roboty od Maxcom. Ilość możliwości jakie oferuje smartwatch jest wprost powalająca i nawet mógłbym rzec, że nieco przytłaczająca. Z czujników oprócz krokomierza czy pulsometru, znajdziemy tu też sensor odpowiadający za pomiar temperatury, ciśnienia lub naszej wysokości względem poziomu morza, a na to wszystko dostaniemy też moduł GPS. Znalazło się też miejsce dla mikrofonu oraz głośnika, przez co możemy odbyć pełnoprawną rozmowę telefoniczną, korzystając wyłącznie z Fitgo FW 17 Power przystawionego do twarzy (potrzebna jednak synchronizacja, ze smartfonem, bo zegarek nie ma miejsca na kartę SIM). Większość z tych rzeczy może się okazać przy bieganiu niepotrzebna, ale widać, że producenci chcą trafić w bardzo szerokie grono sportowców oferując tyle rzeczy na raz. Wszystkie czujniki charakteryzują się stosunkowo dobrymi pomiarami z niewielką ilością błędów.

Menu zegarka składające się z 3 ekranów wręcz zalewa całą ilością aplikacji, jakich obecność dla mnie w większości przypadków okazała się zbędna. Ciężko mi wymienić je wszystkie i w sumie nie wiem czy ma to większy sens, bo prawdopodobnie zapisałbym większą połowę tego testu jedynie wymienianiem danych programów. Nie znalazłem opcji dodawania kolejnego software’u, ale nie ma też chyba scenariusza w którym Fitgo FW 17 Power by się nie sprawdził. Sterowanie aparatem czy muzyką – wszystko tu jest. To perfekcyjna opcja dla osób, które np. korzystają z kalkulatorów w swoich smartwatchach chociażby podczas kartkówek czy innych sprawdzianów.

Żeby w pełni korzystać z zegarka należy zainstalować dedykowaną aplikację – HitFit. Po krótkim parowaniu, zyskujemy pełną łączność ze smartfonem, synchronizację danych i też spora część aplikacji zależy właśnie od odpowiedniej komunikacji na linii zegarek-smartfon. Sam program HitFit jest przejrzysty, stosunkowo ładny i choć nie posiada zbyt dużo funkcji, to pełni świetną formę naszej bazy danych o osiągach. Jest też pewna forma osiągnięć, więc miłośnicy „gamifikacji” mogą znaleźć dodatkową motywację do przebiegnięcia tych dodatkowych kilometrów.

Łyżka dziegciu

Nie wszystko jednak jest perfekcyjne w Fitgo FW 17 Power. Smartwatch testowałem w parze z Samsungiem Galaxy S9+, który jak do tej pory nie zawiódł mnie w kwestiach komunikacyjnych z jakimkolwiek urządzeniem. W przypadku testowanego zegarka od Maxcom było jednak różnie. Pierwsza konfiguracja poszła bezbłędnie, ale potem zauważyłem, że połączenia przychodzą sprzętowi ze sporą trudnością. Synchronizacja danych odmawiała posłuszeństwa, a ponowne próby jej wymuszenia zamykały mnie w ciągłym ekranie „wyszukiwania innych urządzeń” (jak na zdjęciu poniżej). Nie wiem co mogło być tego przyczyną, ale restarty Bluetooth w telefonie nie pomagały, podobnie zresztą jak jego ponowne uruchomienie. Dopiero restart zegarka lub nawet w pewnym momencie jego całkowite przywrócenie do ustawień fabrycznych naprawiło problem… przynajmniej tymczasowo. Z ciekawości sprawdziłem też zegarek na innym telefonie – Galaxy Note 8 i spotkałem się z podobną sytuacją. Diagnoza jest zatem prosta – albo jest to wada tego konkretnie modelu, albo jakiś ogólny problem tychże zegarków z komunikacją.

Zdziwiła mnie też bateria i to w negatywny sposób. Producent deklaruje, że Fitgo FW 17 Power może wytrzymać na czuwaniu nawet 120 godzin, co dawałoby łącznie około 5 dni pracy. Dostarczony mi do testów model rozładowywał się po lekko ponad dniu i to nawet, gdy był kompletnie nieużywany, bo akurat leżał przez całą dobę na półce. Pod tym kątem jestem kompletnie rozczarowany, ale ponownie wygląda na to, że mogłem trafić na jakiś felerny egzemplarz.

Bardzo nie podoba mi się też sposób ładowania samego urządzenia. Zegarek jako takowy nie ma nigdzie wejścia USB, a przedłużenie jego mocy może odbywać się tylko i wyłącznie przez dołączony do zestawu powerbank. Ten przypina się do tyłu obudowy „na magnes”, czyniąc tym samym sprzęt kompletnie bezużytecznym na 2,5-3 godzin, bo tyle około trwa ten proces. Zgubienie tego niewielkiego powerbanka może jednak uczynić Fitgo FW 17 Power kompletnie bezużytecznym gadżetem, bo nie ma innej możliwości uzupełnienia mocy. Przydałoby się, żeby Maxcom dorzucił do zestawu dodatkową, alternatywną ładowarkę.

Brać czy nie brać?

Fitgo FW 17 Power dostępny jest w sklepach w cenie około 450 złotych, co jest sumą niewielką, patrząc przez pryzmat możliwości jakie oferuje. Funkcjonalność tego smartwatcha jest naprawdę szeroka, ale to tylko jeden z wielu aspektów. Ogromna, niewygodna koperta i kilka innych problemów technicznych raczej skutecznie odciągają mnie od polecenia tego sprzętu, niż do niego przyciągają. Radzę wpierw poczekać na jakąś promocję i wtedy ewentualnie przymierzyć zegarek, a potem zadecydować o zakupie. W przeciwnym wypadku proponuję rozejrzeć się za jakimś sportowym smartbandem lub po prostu innym rozwiązaniem konkurencji w podobnych granicach cenowych.

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!