W historii gier mnóstwo jest tytułów, których fabuła kręci się wokół relacji romantycznych, jak antyczna seria Leisure Suit Larry, lub takich, w których relacje takie można nawiązywać przy okazji trwania fabuły, jak… w zasadzie spora ilość współczesnych tytułów, z takim chociażby Mass Effectem na czele. Jednak osobną kategorię stanowią tak zwane „dating simy”, czyli symulatory randkowania. Są to, popularne zwłaszcza w Kraju Kwitnącej Wiśni, gry w których podstawowym celem gracza jest prowadzenie skutecznego flirtu z postaciami płci, najczęściej, przeciwnej.

Niejaki Schiphys, najwidoczniej pasjonat gatunku, opisujący samego siebie jako „cholerny naukowiec, robiący na komputerze różne rzeczy dla nauki”, postanowił wprowadzić w świat symulatorów randki postacie znane z popularnego FPS’a „Team Fortress 2”.

Produkcja gry posuwa się całkiem sprawnie – można już przetestować wersję demo. Akcja rozgrywki ma miejsce w australijskiej szkole średniej. Jak twierdzą redaktorzy serwisu „Kotaku”, którzy grę dokładnie przetestowali: w szkole średniej – bo randki, w Australii – bo TF2.

Nawiązania do pierwowzoru są subtelne, dalekie od siermiężnej parodii. Scenariusz nie stoi może na poziomie Valve (autorów oryginału), ale jest całkiem niezły i naprawdę uroczy. Tym, co może jednak psuć przyjemność z gry, są zbyt nagle kończące się zdarzenia. Choć symulatory randek opierają się głównie na codziennych, upartych interakcjach, to zaskryptowane wydarzenia powinny raczej wnosić do gry powiew świeżości, niż rozczarowanie.

Gra tworzona jest dla zabawy – zarówno autora, jak i graczy. Czy pełna wersja zachowa klimat dema i jednocześnie poprawi drobne niedoróbki, zapewne przekonamy się już niedługo. Do znanej w internecie „zasady 34”, mówiącej, że jeżeli coś istnieje, to stanie się tematem pornografii, redaktorzy „Kotaku” proponują dodać kolejną: jeżeli coś istnieje, to stanie się tematem symulatora randkowania.

[źródło i zdjęcia: steamed.kotaku.com]

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!