Kilka miesięcy temu, kiedy Tesla Motors zapowiedziało przejęcie firmy SolarCity, powszechnemu oburzenia nie było końca. Wielu analityków uznało, że CEO Tesli, Elon Musk, chce w ten sposób ratować przed upadkiem należące do siebie przedsiębiorstwo produkujące instalacje fotowoltaiczne. Musk tłumaczył się, że celem misji Tesli zawsze był zrównoważony rozwój i budowa ekosystemu opartego o energię odnawialną, jednak nie każdego takie wyjaśnienia przekonywały.

Wygląda jednak na to, że firma rzeczywiście planuje stworzyć, dzięki przejęciu SolarCity, rozwiązania bardziej kompleksowe. Już od premiery firmowanego przez Teslę akumulatora dla domu Power Wall, można było łączyć w jednej instalacji produkty Tesli i SolarCity. Power Wall mógł jednak być postrzegany jako produkt niszowy, być może nawet sposób na sprzedaż nadwyżki akumulatorów w razie, gdyby któryś model samochodu nie odniósł spodziewanego sukcesu.

Obecnie jednak Musk zapowiedział, że użytkownicy samochodów Tesla będą mogli zamiast Power Walla (lub jako jego uzupełnienie) używać akumulatorów umieszczonych w pojeździe. Już najtańszy model amerykańskiego producenta dysponuje zestawem akumulatorów o pojemności 60kWh, co jest ilością energii dwukrotnie wyższą od średniego, dziennego zużycia amerykańskiego gospodarstwa domowego.

Posiadacze Tesli, tak długo przynajmniej, jak ich samochód stoi w garażu, będą więc mogli magazynować prąd w godzinach, kiedy jest tańszy (lub dostępny ze źródeł odnawialnych, jak panele fotowoltaiczne) i wykorzystywać – lub nawet sprzedawać do sieci – w godzinach, kiedy prąd jest droższy.

Nie wiadomo jeszcze, kiedy dokładnie nowa funkcjonalność Tesli zostanie udostępniona ani jak częste ładowanie i rozładowywanie wpłynie na żywotność montowanych w samochodzie akumulatorów.

źródło: inverse.com

    Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!