Kiedy w 2008 roku Tesla zaprezentowała swój pierwszy seryjny samochód – Tesla Roadster – świat był zachwycony osiągami tego pojazdu. Roadster bazował na wielu rozwiązaniach Lotusa Elise, jednak układ napędowy opracowany został przez Amerykanów i był w 100% elektryczny. Dwuosobowy roadster mógł przejechać prawie 400 kilometrów na jednym ładowaniu a 60 mil (97km) na godzinę osiągał w czasie 3,9 sekundy. Samochód okazał się sporym sukcesem wizerunkowym, jednak kolejny model miał się od niego różnić niemal wszystkim.

Produkowany od 2012 roku Model S jest dużym sedanem. Mierzy niemal 5 metrów długości, waży dwie tony, ma dwa pojemne bagażniki i w razie potrzeby może przewieźć 7 osób. Tym, co łączy oba modele jest sportowe zacięcie. Elektryczny olbrzym osiągał prędkość 230 km/h, a do 100km/h przyspieszał w ciągu 4,4 sekundy – to jedynie o 0,2s wolniej niż BMW M5. Samochód, jak przystało na pojazd elektryczny, charakteryzował się przy tym ogromną elastycznością.

Tesla wypadała bardzo dobrze na tle konkurencyjnych sedanów, jednak prawdziwy przełom przyszedł pod koniec ubiegłego roku, kiedy zaprezentowano wersje z napędem na 4 koła. Tesla Model S P85D przyspiesza do 60 mil na godzinę w czasie 3,2 sekundy. Jakby tego było mało, w ubiegłym miesiącu, w wersji P90D umożliwiono osiągnięcie prędkości 60 mil na godzinę w czasie… 2,8 sekundy. To nie tylko o wiele krócej niż w innych sportowych sedanach. To o 1/10 sekundy szybciej niż Lamborghini Aventador. A mówimy tu o samochodzie, który wygląda tak:

Review-2016-Lamborghini-Aventador-Price

Lamborghini z trudem mieści 2 osoby, Tesla – 7. Lamborgini ma bagażnik jak w Maluchu, w bagażniku Tesli można by niemal zaparkować Malucha. Teslą da się wjechać na krawężnik – Lamborghini potrzebuje do tego dźwigu. Tesla szybciej przyspiesza, dysponuje większą mocą silnika (568kW kontra 510), większym momentem obrotowym (931Nm vs 689) i kosztuje przeszło dwukrotnie mniej. I może nie wygląda zbyt „sportowo”, ale też ma swoją urodę:

2015-tesla-model-s-p85d-first-drive-review-car-and-driver-photo-648964-s-original

Tesla Model S jest jednocześnie szybsza (nie licząc może prędkości maksymalnej, do której osiągania nie nadają się drogi ani polskie, ani żadne inne), praktyczniejsza i tańsza niż benzynowe supersamochody. Czy oznacza to, że w najwyższym segmencie rynku kopciuchy odejdą do lamusa? Nie sądzę.  Benzynowe supersamochody mogą być gorsze, ale ich nabywcom często najbardziej zależy na rzucającym się w oczy wyglądzie i prestiżowej marce. Chociaż prawdopodobnie wkrótce pojawią się również typowo sportowe, wyścigowe „elektryki”.

[źródło: businessinsider.com, zdjęcia: caranddriver.com]

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej