WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Testy

Test klawiatury Tesoro Lobera

W kwestii klawiatur zawsze byłem staromodny. Nie pociągały mnie te wszystkie bajery, światełka, setki przycisków pod makra czy wbudowane masażery do dłoni z nawiewem relaksującym (wiem, fantazjuję). Preferowałem najzwyklejszą w świecie klawiaturę zakupioną za jakieś 50 zł w pobliskim sklepie nie dla idiotów. Krótkie obcowanie z Tesoro Lobera, membranową klawiaturą stworzoną z myślą o graczach, ma szanse odwrócić moje podejście o 180 stopni.

0_0_productGfx_70e83f413f18214938f5789557f5d7a2

Wygląd MA znaczenie

Już pierwszy rzut oka na testowaną klawiaturę sprawił, że z zaciekawieniem podłączyłem ją do komputera, zachodząc jednocześnie w głowę, jak się to to zmieści pod moim biurkiem. Sprzęt jest masywny, wykonany z solidnego plastiku. Nic w nim nie trzeszczy, wszystko jest idealnie spasowane. Nawet przewód jest ponadprzeciętnej grubości, mieszcząc w sobie dwa kable USB oraz słuchawkowy i mikrofonowy. Od początku czuć moc.

Krótka instalacja sterownika, i bach: klawiatura zaczęła mi świecić wszelkimi kolorami tęczy, a raczej dwoma z nich. Twórcy zadbali o to, by sprzęt wyróżniał się na gamingowym biurku. Wszystkie klawisze są podświetlane, podobnie jak logo producenta i przyciski zmiany profilu. Więcej – kolor oświetlenia dla poszczególnych grup przycisków możemy ustawiać indywidualnie! Nic więc nie stoi na przeszkodzie, by w ten sposób oznaczyć te najczęściej używane. Co ciekawe, diody zamontowano również po bokach, dzięki czemu całość wygląda bardzo stylowo. Wprawdzie, jak wspomniałem, nigdy nie byłem fanem tego typu gadżetów, tym razem efekt naprawdę mi się spodobał – z jednej strony klawiatura wygląda interesująco, z drugiej zaś nie razi pstrokacizną. Oczywiście kolor podświetlenia można dowolnie zmieniać, o czym dalej. Warto też nadmienić, że twórcy zastosowali dodatkowe gumowe podkładki, dzięki którym sprzęt leży bardzo pewnie na biurku, nie ślizgając się po nim.

0_0_productGfx_97f6106d6b92f23b00711307c0c0a8d2

Bo kliki muszą się zgadzać

W przypadku klawiatury jednak nie wygląd się liczy, ale wnętrz… tfu, znaczy: działanie. Lobera jest klawiaturą membranową typu plunger, nieco podobną w budowie do mechanicznej, przygotować się więc musimy na większy opór i skok klawiszy niż te znane nam z tańszych sprzętów. I faktycznie, przyciski wymagają pewnego nacisku, jednak Tesoro wzorcowo zrównoważyło całość – ani razu nie zdarzyło mi się przypadkiem nacisnąć za lekko, „zjadając” literkę. Co więcej, klawisze są odpowiednio wysokie, z wyraźnym prześwitem, przez co nie ma problemu z trafianiem w nie. Efekt? Nawet przy dłuższym używaniu dłonie nie męczą się, pozwalając na komfortową grę czy redagowanie tekstu.

Klawiatura, prócz tradycyjnego zestawu przycisków, wyposażona została w dodatkowe funkcje. Pierwsza z nich to trzy dodatkowe buttony odpowiadające za makra. Twórcy zmyślnie umieścili je poniżej głównego panelu, przez co nie musimy przesuwać reki, by ich dosięgnąć – są cały czas dostępne pod lewym kciukiem. Ciekawym rozwiązaniem jest dodanie górnego panelu, na którym znajdują się dwa porty USB, a także gniazda słuchawek i mikrofonu. Pozwala to na podłączenie dodatkowego sprzętu bezpośrednio do klawiatury, bez konieczności sięgania do obudowy komputera. Znacznie ułatwia to pracę. Oprócz tego klawiatura wyposażona jest w port DC-IN, pozwalający na ładowanie dodatkowych urządzeń poprzez podłączenie ich przez specjalny, zawarty w zestawie kabel.

Na koniec dodać należy, że klawiatura posiada możliwość przypisania dodatkowych funkcji przyciskom F1-F12, przez kombinację z Fn. Nie jest to wprawdzie żadna nowość, już odpowiedniki ze znacznie niższej półki cenowej mają coś podobnego, jednak z redaktorskiego obowiązku należy o tym wspomnieć.

0_0_productGfx_e93b122949bcf6239ada4f583f8d5822

Oprogramowanie dobre, bo działa

W kwestii oprogramowania Tesoro nie wymyślało koła na nowo. Po włączeniu programu konfiguracyjnego, możemy ustawić wszystko: od koloru podświetlenia, przez nagrywanie i przypisanie makr, personalizację profili użytkownika, a kończąc na dodatkowych zastosowaniach kombinacji Fn + klawisz funkcyjny. Wszystko działa sprawnie i bez zarzutu, nie zasypując użytkownika niepotrzebnymi mu do szczęścia detalami. To lubię – oprogramowanie powinno służyć jedynie do szybkiej konfiguracji i schodzić graczowi z oczu, a tak jest właśnie w tym przypadku.

0_0_productGfx_7787f0c4021a67ca567e6ab3517d85a4

Kropelka dziegciu

Gdybym miał się na siłę do czegoś przyczepić, powiedziałbym, że powierzchnia klawiszy mogłaby być nieco chropowata. Te zastosowane w Lobera są idealnie gładkie, przez co bardzo sporadycznie może się zdarzyć ześlizgnięcie palca z przycisku. Nieco większym mankamentem jest długość przewodu, wynosząca na oko 1,5 m. O ile wasz pecet nie stoi bardzo blisko miejsca położenia klawiatury, może was czekać mozolne bawienie się w różnej maści przedłużki. Osobiście musiałem trzymać kabel na kolanach, gdyż nijak nie chciał sięgnąć do bazy. I to w zasadzie byłoby na tyle w kwestii wad…

0_0_productGfx_5ccabc0b6a5cbb6aa31f0f9831f7ede3

Słowem podsumowania

Klawiatura Tesoro Lobera niekłamanie mnie urzekła. Jest solidna i masywna, a jednocześnie ma swój wdzięk. Oferuje różne dodatkowe bajery, jednak nie odczułem przesytu i przerostu formy nad treścią. Posiada kilka dodatkowych, przydatnych elementów, jak możliwość bezpośredniego podłączenia USB, mikrofonu i słuchawek. Sprawia wrażenie bardzo wytrzymałej, choć nie starczyło mi samozaparcia, by wykonać deklarowane 10 milionów naciśnięć, które rzekomo ma ona przetrwać. Kilka drobnych minusików to z kolei zdecydowanie za mało, by miały jakiekolwiek odzwierciedlenie w finalnej ocenie. A ta jest bardzo pozytywna. Jeżeli szukasz porządnej, gamingowej klawiatury, a do tego masz w portfelu nieco gotówki (ok. 300zł), sprzęt Tesoro Lobera możesz kupować od ręki bez wahania.