Szczerze mówiąc, procedura testowania tego plecaka nie była specjalnie skomplikowana, bo po prostu polegała na jego codziennym użytkowaniu. Przecież nie napcham do niego kilkunastu kilogramów cegieł i nie będę zrzucał go z wysokości, aby sprawdzić wytrzymałość szwów i zastosowanych materiałów. Zanim jednak przejdziemy do tego, jakie są moje wrażenia z używania plecaka HyperX Drifter i jak ten zniósł trudy praktycznie codziennych wypadów przez kilkadziesiąt dni, rzućmy okiem na to, co oferuje.

Materiały, design i wygląd zewnętrzny

Jak zapewne się domyślacie, Drifter to nie zwykły, a prawdziwie gamingowy plecak dla „podróżującego gracza”… jak twierdzi sam producent. I trzeba przyznać, że w całym tym swoim gamingowym charakterze daje radę pod kątem designu oraz pojemności. Kolorystyka została oczywiście utrzymana w stonowanych barwach, gdzie dominujący grafit miesza się z ciemnoszarymi oraz czarnymi akcentami, uzupełnionymi czerwonymi wstawkami loga producenta. W kwestii materiałów HyperX zdecydował się tradycyjnie na sporej grubości materiały tekstylne o gęstym splocie, które w przypadku przedniej części zostały zatopione w gumowej powłoce (mam przynajmniej takie wrażenie) i uzupełnione na samym dole frazesem „We’RE ALL GAMERS”.

W górnej części Driftera znajdziemy tradycyjną rączkę, która w tym wypadku została wzbogacona pianką wewnątrz i licznymi wzmocnieniami na łączeniach. Na tyle znajdziemy tradycyjną parę ramion z możliwością ich zapięcia na klatce piersiowej i dwa fenomenalne dodatki. Pierwszym z nich jest prosta, aczkolwiek użyteczna materiałowa opaska, dzięki której możemy wsunąć cały plecak np. na rączkę walizki, a drugim „przeciwwłamaniowa” kieszeń, do której jakikolwiek rzezimieszek nie ma dostępu, kiedy nosimy plecak.

Nie mogę pominąć rzecz jasna najważniejszego, czyli obecnego na lewym boku portu USB! Ten jest typowym wejściem USB 2.0, które zaprzęgnięto do przewodu wewnątrz (typowe USB pass-through). Jeśli zastanawiacie się „po co”, to już śpieszę z odpowiedzią – dzięki temu możemy ładować smartfona z powerbanka znajdującego się wewnątrz! Nie, żebyśmy mogli to robić wcześniej… po prostu blokując przewód idący prosto z powerbanka zamkiem u samej nasady. Właśnie! Warto wspomnieć również o suwakach, bo w tym plecaku bazują wprawdzie na tym zwyczajnym, ale wzbogaconym o solidnej wielkości gumową nakładkę z nazwą producenta.

Jak dużo i co zapakujemy do HyperX Drifter?

Producent zdecydowanie nie miał zamiaru stawiać swoich klientów pod ścianą, kiedy ci mają do przeniesienia ogrom przedmiotów. Podzielił więc plecak na swojego rodzaju dwie komory. Jedna z nich jest zdecydowanie najpojemniejsza i to tam zmieszczą się nawet 15-calowe laptopy, które dodatkowo możemy zabezpieczyć gumą na rzepę i cały zestaw peryferiów, czyli klawiaturę, zestaw słuchawkowy oraz myszkę. Zdecydowanie ułatwiają to cztery przegródki, z czego na jednej znalazło się aż pięć dodatkowych zamykanych na zamek, choć niespecjalnie pojemnych.

Nazwanie pozostałych trzech komór mianem jednej mogło być wprawdzie nadużyciem, ale oferowana przez nie przestrzeń zwyczajnie nie zasługuje na inne określenie. HyperX podzielił bowiem tą przednią dwoma przegrodami na zamek po bokach oraz jedną na środku. Każda z nich jest oddzielna, ale wepchniemy do nich przedmioty o wysokości zaledwie trzech centymetrów. Kwestie pojemności uzupełniają dwie boczne kieszenie, stworzone z myślą o niewielkich butelkach, w których znalazł się nawet użyteczny dodatek – gumka utrzymująca je w ryzach.

Wrażenia z użytkowania

Mój powyższy wywód sprowadza się do rzucenia okiem na zdjęcia, więc raczej nic odkrywczego tam nie znaleźliście. Spróbuję jednak rzucić nieco więcej światła na wykonanie i materiały, na jakie zdecydował się HyperX. Jednego jestem jednak pewien – trudno znaleźć w tym plecaku cokolwiek, co można by podciągnąć pod miano chińskiej tandety. Po prostu wszystko sprawia wrażenie wysokiej jakości, komponując się ze sobą i tworząc finalnie naprawdę solidny plecak. Nawet złącze USB nie jest podrzędnej jakości, choć producent poszedł w jego przypadku na skróty, stosując rozwiązania firmy Vention.

Zdecydowanie najbardziej spodobało mi się to, że całość tworzą trzy główne warstwy materiału. Tekstylia z zewnątrz i poliester z wewnątrz skrywają w sobie w każdym miejscu warstwę pianki, która chroni w pewnym stopniu zawartość plecaka. Szkoda tylko, że pianka została tam wrzucona „luźno”, co sprawia, że z łatwością możemy ją przesunąć. Jest to jednak szczegół, który wynagradzają naprawdę solidne szwy, które nie „ponaciągały się” po miesięcznej przygodzie z masą książek, w których towarzystwie uczęszczałem na zajęcia. Ostatecznie jedyne, co ucierpiało, to gumowy „nadruk” nazwy producenta na jednym z suwaków.

Drifter może i nie jest w stu procentach wodoodporny, ale mogę Wam zagwarantować, że nie musicie bać się o elektronikę nawet w sążnym deszczu. Wprawdzie zewnętrzny materiał nasiąknie całkiem szybko wodą, ale jedyną dla niej drogą do wnętrza są zamki. A wygoda? No cóż, niesienie kilkunastu kilogramów na plecach nie jest zapewne czymś, co ktokolwiek lubi, ale propozycja HyperX minimalizowała nacisk za pośrednictwem trzech sporych wstawek z „dziurkowanego” materiału i solidnej dawki pianki na części mającej styczność z plecami.

O, prawie zapomniałbym o dodatkowej ochronie w postaci plastikowego worka, którego możemy napompować do potrzebnych rozmiarów dołączoną rurką i np. wsadzić od razu do przedniej komory albo otoczyć myszkę lub klawiaturę:

Podsumowanie

Momentami producenci gamingowych przedmiotów przesadzają z ceną i żądają za nie nieproporcjonalnie wręcz wysokich kwot w porównaniu do oferowanych możliwości i samej jakości. Jednak plecak, to nie myszka, czy klawiatura, którą mogę przynajmniej spróbować ocenić zero-jedynkowo w porównaniu do modeli innych producentów. Jak tu jednak ocenić coś, co jest przedstawicielem pewnej niszy na rynku? Zwłaszcza że nie zabija ceną (obecnie Drifter nie jest dostępny w Polsce), bo kosztuje 69,99 euro. Ze swojej strony mogę tylko go polecić, bo ten plecak nie posiada żadnych wad, a jego wykonanie i zastosowane materiały śmiało mógłbym podpiąć pod coś z górnej półki, co dopełnia kilka użytecznych dodatków.

Wszystkie powyższe zdjęcia zostały wykonane za pomocą telefonu Wiko View 2 Pro.

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej