Kosztują tyle samo – około 150 zł. Oba oparto na identycznej konstrukcji, przy zbliżonej jakości wykonania, celując w tą samą grupę docelową – graczy. W swojej filozofii są jednak od siebie odmienne, dlatego pora wyłonić lepszy zestaw słuchawkowy – Argon 500 czy 570?

Natec to polski producent z azjatyckim rodowodem. Projekty powstają nad Wisłą, ale to Chiny zajmują się produkcją, co specjalnie nie powinno dziwić. Segment produktów, w jaki celuje producent to przeważnie niska półka. Niemniej oferowany sprzęt potrafi zaskoczyć pozytywnie; tak było choćby w przypadku gryzoni. A jak wypadają headsety?

Pierwsze wrażenie i jakość wykonania

Pierwsze wrażenie, ku początkowo sceptycznemu nastawieniu, było pozytywne. Wszakże oba zestawy wykonano z plastiku, ale jest to materiał o przyzwoitej jakości. Argon 500 jest zdecydowanie modelem cięższym, ponieważ większa ilość komponentów została wyprodukowana z metalu – gruby pałąk wraz z mocowaniem muszli. Wszystkie elementy spasowana bardzo dobrze, więc nie ma mowy o trzeszczeniu, co tylko potęguje uczucie solidności.

Argon 570 bazuje w 90% na tworzywu sztucznym. Metal ukrywa się wyłącznie pod postacią skrzętnie ukrytej cienkiej prowadnicy pałąka. Zestaw jest zauważalnie lżejszy, co będzie mieć znaczenie podczas długich potyczek sieciowych. Ponadto, otulinę całego pałąka, jak również otulinę padów wykonano z ekoskóry. Na pałąku pianka zdaje się, nie przetrwa długiej próby czasu, ulegając szybko wygnieceniu, a materiał wytarciu. O nauszniki jestem bardziej spokojny. W modelu Argon 500 pokrycie pałąka tylko z jednej strony wykonano z ekoskóry (po drugiej stronie plastik). Natomiast do wyprodukowania nauszników posłużono się welurem. W obu przypadkach nauszniki izolują bardzo dobrze.

Testowane modele wyposażono w przewody o długości 1.2m, zakończonych wtyczką jack 3.5mm. Aby w pełni wykorzystać potencjał headsetów, czyli mikrofony, należy skorzystać z dołączonych przedłużek z rozgałęzieniem na dwa jack’i. Rozwiązanie praktyczne, bowiem dzięki demontowanym mikrofonom słuchawki mogą służyć do normalnego odsłuchu z użyciem telefonu, tabletu lub notebooka. Niestety w obu przypadkach nieco ponad metr przewodu, gdy korzystałem z komputera stacjonarnego schowanego obok biurka, okazało się momentami niewystarczające, krępując ruchy.

Co więcej, to gumowa otulina w 570-tkach zdała bardziej egzamin, bowiem parciany oplot z 500-tek przy ocieraniu się o ubranie przenosił większość dźwięków do słuchawki (tzw. efekt mikrofonu). Argon 570 jest niemal wolne od tego problemu. Na domiar tego w modelu 500 zdecydowano się zamieścić kontroler głośności i odcięcia mikrofonu dość blisko słuchawek. Jest on duży, troszkę nieporęczny i na tle całości wygląda bardzo słabo. 570-tka kontrolę głośności posiada na prawej muszli z tyłu, a z przodu odcięcie mikrofonu. Wyczucie obu przycisków wymaga wprawy i dla wielu użytkowników ich umiejscowienie także może wydać się nieszczęśliwe. Trudno zatem o rozwiązanie idealne.

Słowem trzeba wspomnieć o mikrofonach. Oba podobnej długości i elastyczne, plus wpinane na końcówkach mini-jack, jednak ten w 500-tkach wykonaniem prezentuje się lepiej.

Brzmienie i wygoda użytkowania

Testy wykonaliśmy na komputerze stacjonarnym wyposażonym w płytę główną Asus Gryphon Z97 posiadająca zintegrowany, ale sensowny układ dźwiękowy. Dodatkowe testy przeprowadzono z użyciem telefonu Lumia 735. Ograne tytuły na PC to kolejno: Battlefield 3, Titanfall 2, Ruiner i Grid 2. Z muzyki sięgnięto po szeroki wachlarz – od mocnej elektroniki (Nero, Skrillex), mieszanki minimalu (Moderat), drum&bass (Hospital Records), a także rockowo-metalicznych brzmień oraz instrumentalne utwory. Filmy HD kodowane przy pomocy H264 i 265, jak również YouTube również uwzględniono.

Mimo bliźniaczych cech i identycznych rozmiarów obie słuchawki posiadają różne przetworniki. Są to rzecz jasna klasyczne neodymowe konstrukcje, niemniej w 570-tkach mają rozmiar 40mm, a 500-tki uzbrojono w większe, bo 53 milimetrowe. Powinno to mieć wpływ na kilka ważnych czynników. Przede wszystkim Argon 570 to słuchawki 16Ω, a więc wymagające mniejszego napięcia do skutecznego napędzenia przetworników. Dzięki czemu lepiej zgrają się, z urządzeniami mobilnymi, posiadającymi słabsze źródła dźwięku.

Większe przetworniki z 500-tek posiadają impedancję 32Ω, czyli wymagają nieco więcej “siły” do poprawnego zagrania, czym teoretycznie powinny odwdzięczyć się większą precyzją odwzorowania dźwięków. Oczywiście tyle z teorii, bowiem zastosowane przetworniki pochodzą z niskiej półki, plus sporym ograniczeniem zawsze okazuje się budowa muszli, jak i przewód – grubość, jakość miedzi i wtyku jack. Ponadto w produktach budżetowych różnice między 16 a 32Ω są najczęściej kosmetyczne.

Oba modele posiadają wspólne mankamenty – nieprecyzyjny dół, czyli bas, przeciętnie wyeksponowaną górę, a także mocno rozciągniętą średnicę. W obu przypadkach brakuje trochę przestrzeni, choć na brak dynamiki nie możemy narzekać. Ku zdziwieniu, mimo mniejszych przetworników to 570-tki stawiają na mocniejsze, basowe brzmienie, zdradzając charakter rozrywkowy. W 500-tkach tego basu jest mniej dążąc tym samym do wyraźnie bardziej zrównoważonego brzmienia.

W wykonaniu Genesis Argon 570 bardzo sympatycznie wypadały instrumentalne brzmienia, ale i do wykonania utworów elektronicznych przyczepić się nie mogę – tu sprawdzają się chyba najlepiej. W rock’u, szczególnie tym mocniejszym, agresywniejszym jest żwawo, choć brakuje przysłowiowego „mięska”. Nic nie mogę zarzucić również seansom filmowym. Ogólnie ten model wydaje się egzemplarzem o zdecydowanie ciepłej specyfice.

500-tki z drugiej strony są słuchawkami bardziej zrównoważonymi. Ich neutralne brzmienie nie jest tak ciepłe, ale dzięki temu można wymuskać nieco więcej detali z utworów, plus podczas długich posiedzeń nie męczą. Ma to szczególnie znaczenie w dynamicznych grach akcji, pokroju Battlefield 3 czy Titanfall, gdzie na ekranie dzieje się naprawdę sporo. Co więcej, przy posiedzeniu dłuższym niż godzina, to właśnie cięższe 500-tki okazały się wygodniejsze. 570-tki powodowały dyskomfort, szczególnie odczuwalny jeśli musimy nosić okulary przy pracy z komputerem. Sztuczna skóra odczuwalnie grzeje, zaś samo wyprofilowanie pałąka i nauszników powodowało nieprzyjemny ucisk. Argon 500 nie mają tego problemu.

Podsumowanie

Powyższe akapity to zlepek myśli technicznego geeka, dlatego pora na konkrety – kto jest lepszy i na kogo przeznaczyć pieniądze? Jeśli idzie o wykonanie, po chwyceniu do ręki nie ulega wątpliwości, że Argon 500 sprawiają lepsze wrażenie. Nieco cięższe, grubszy plastik, składane do wewnątrz słuchawki. Lżejsze 570-tki miały przewagę wyłącznie w ciut lepszej izolacji i dzięki gumowemu oplotowi przewodu.

Dłuższy elaborat o brzmieniu wyglądał pokrętnie, jakbym recenzował zestaw hi-fi za kilkaset złotych. Wybaczcie, zboczenie zawodowe. Pamiętajcie, że są to tanie słuchawki – obie kosztują ok. 150 zł. Nie spodziewajcie się w tym przedziale nie wiadomo jakiego brzmienia. Jeśli szukacie bardziej uniwersalnych słuchawek dla muzyki, filmu i okazjonalnego grania znacznie lepiej wypadają choćby leciwe i tańsze nauszne Sennheiser EH-150. Zaś dokanałowe Soundmagic E10 (cena ok. 150 zł) wręcz pożerają oba Natec’i pod każdym względem.

Niemniej, jako headset (i tak powinniśmy rozważać ten test) to Genesis Argon 500 wypada lepiej w tym pojedynku. Nie tylko w kwestii wykonania, ale przede wszystkim wygody użytkowania, a to dla gracza jest pierwszorzędną kwestią. Jednocześnie ich brzmienie bardziej przypadło mi do gustu.

    Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!