WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Testy

Test headsetu Thermaltake Dracco Captain

Zestaw słuchawek z mikrofonem Thermaltake Dracco Captain pozostawił we mnie uczucie bliskie rozdwojeniu jaźni. Reprezentuje on bowiem ten specyficzny typ produktu, który mogę z pełną odpowiedzialnością polecić, jednak tylko pewnej ściśle zdefiniowanej grupie odbiorców.

Zanim jednak przejdę do testu właściwego, postawmy sobie jedną sprawę jasno: headset to urządzenie wielofunkcyjne. Kupując akcesorium za kilkaset złotych, szary Kowalski będzie go chciał używać do różnych zastosowań. Jeżeli nie jesteśmy audiofilami, trudno wyobrazić sobie, byśmy kupowali odrębne słuchawki do oglądania filmów, kolejne do słuchania muzyki i jeszcze jedne do gier, o rozmowach głosowych nie wspominając. Headset powinien więc moim zdaniem prezentować co najmniej dobrą jakość we wszystkich tych obszarach, błyszcząc jednocześnie co najmniej w jednym z nich. Nie kupuję wyjaśnienia, że to przecież akcesorium nastawione na graczy – nie za te pieniądze (ok. 300 zł). Dlatego też test podzielony jest na cztery sekcje: budowa, muzyka, gry i rozmowy głosowe.

 

2013041210213005-88s

Budowa – sporo Japonii, odrobina Chin

Pierwsze słowo, jakie przyszło mi na myśl po wzięciu do rąk Thermaltake Dracco Captain to „solidny”. Headset należy do tych cięższych, choć wykonany jest głównie z wyglądającego na trwały plastiku. Pałąk pokryty jest od strony stykającej się z głową miękkim materiałem, dzięki czemu wygodnie leży, nie suwa się ani nie uwiera. Nauszniki to tworzywo sztuczne, stylizowane na skórę, zapewniające szczelne przyleganie słuchawek do uszu. Co ciekawe, skonstruowane są w taki sposób, by bezproblemowo można je było złożyć, przez co zajmują mniej miejsca w transporcie. Mikrofon z kolei, dzięki elastycznemu materiałowi, możemy dowolnie pozycjonować i dopasować do pozycji ust. Całość sprawia wrażenie konstrukcji solidnej, choć po bliższym przyjrzeniu można stwierdzić, że spasowanie poszczególnych elementów nie jest idealne. Jeszcze gorzej sprawa ma się z modułem zmiany głośności i wyciszania mikrofonu – jeśli kiedyś miałeś w ręce tandetną zabawkę made in China kupioną na pobliskim bazarze, to jego wykonanie wyda ci się znajome. Ogólnie konstrukcję oceniłbym jako poprawną, choć nic ponadto.

Muzyka – koncertowo!

Jak wspomniałem wcześniej, mało kto kupuje headset wyłącznie do grania. Równie ważnym czynnikiem jest to, jak sprawdza się on w innych zastosowaniach. Do moich prób użyłem różnych utworów muzycznych, z equalizerem w programie VLC ustawionym na neutralny, by cyfrowa korekcja nie zakłócała rezultatów. Po dwóch tygodniach testowania moje wrażenia ze słuchania muzyki za pomocą Thermaltake Dracco Captain kształtowały się w sinusoidę z kawałka na kawałek. Początkowo trudno mi było określić, gdzie leży problem, jednak po zanalizowaniu, co było na playliście, sprawa stała się jasna. Otóż headset ten świetnie sprawdza się do odsłuchiwania nagrań z koncertów i utworów opartych w dużej mierze na niskich dźwiękach, takich jak basy. Jako fan wszelkiej maści metalu, rozpoczynając od folk-metalu, kończąc na death i melodic black, mogę powiedzieć, że im mocniej kawałek bazował na rytmicznych bębnach, ewentualnie niżej strojonej gitarze basowej, tym lepsze wrażenia z odsłuchu na Dracco Captain. Słuchawki wydają się podbijać niskie dźwięki, tworząc swego rodzaju efekt sali koncertowej. Dzięki temu muzyka jest żywsza, wydaje się głębsza i czystsza. Co ciekawe, podobnie jest z dźwiękami wysokimi. Najbardziej było to widoczne na znanym z Portala utworze „Still Alive”, opartym na delikatnym, wręcz dziecięcym wokalu i równie subtelnych gitarach. Tu również Thermaltace Dracco Captain zabłysnął, dając mi krystaliczny, pełen głębi dźwięk. Niestety, sprawa ma się znacznie gorzej z odgłosami o średniej częstotliwości. Wydają się one płaskie, cichsze, jakby wytłumione. Było to widoczne już przy lekkim zejściu z mocy utworów – kawałki takich zespołów jak Children Of Bodom, Amon Amarth czy choćby Arch Enemy brzmią na omawianym headsecie po prostu przeciętnie. Dla porównania, na moim wysłużonym Razer Carcharias wszystko słychać znakomicie.

Na koniec warto wrócić jeszcze raz do efektu sali koncertowej, który tworzy headset. Otóż nie zawsze jest on niepożądany. Oglądając występy live dodaje to niesamowitej głębi, przez co jeśli jesteś miłośnikiem koncertów, powinieneś być bardzo zadowolony. Jako ciekawostkę dodam, że w sieci pojawił się świetny fanowski music video, łączący sceny z cinematiców Hellgate London z utworem Fight For Freedom grupy Manowar. Pomijając świetny montaż, ogromne wrażenie robi zmiksowanie różnej maści wybuchów i wystrzałów z oryginalną ścieżką. O ile ustawienie mojego sprzętu tak, by efekt ten był dobrze słyszalny i mocny zajęło mi dobrych kilkanaście minut, o tyle Thermaltake Dracco Captain dał mi go od razu – jednak czy taką zmianę brzmienia zaliczyć należy na plus?2013041210213480-69s

Gry – wystrzałowo!

Thermaltake Dracco Captain jest jednak promowany jako headset dla graczy, dlatego też warto przyjrzeć się, jak radzi sobie na gamingowym poletku. Sprzęt przetestowałem na kilku grach, należących do różnych gatunków, by uchwycić ewentualne różnice. Zaskoczenia brak – wszystko to, co napisałem odnośnie muzyki, ma zastosowanie również tutaj. Niskie i wysokie dźwięki odwzorowane są bardzo dobrze, natomiast środek mocno kuleje. W konsekwencji headset sprawdza się najlepiej w dynamicznych, filmowych FPS-ach, z dużym naciskiem na tryby dla jednego gracza. W produkcjach takich najczęściej słyszane są wszelkiej maści odgłosy wystrzałów, huków i wybuchów, a te Thermaltake Dracco Captain prezentuje niesamowicie. Miałem wręcz wrażenie, że wszelkie testy firma przeprowadzała właśnie na tego typu produkcjach. Efekt echa pasuje tutaj idealnie, dodając odgłosom głębi i mocy – niezapomniane wrażenie robią wystrzały z karabinów snajperskich, w których potężny huk aż dźwięczy w uszach. Nieźle jest też w produkcjach nastawionych na dialogi, jak przygodówki, choć tutaj mam pewne zastrzeżenie: o ile dźwięk jest czysty i wyraźny, o tyle sprawia wrażenie płaskiego, „wyblakłego”, że tak to ujmę. Niestety, w produkcjach należących do innych gatunków znacząco przeszkadza słabość tonów pośrednich, przez co dźwięk wydaje się nierówny, tak, jakby niektóre odgłosy były dobrej jakości, a inne wytłumione.

Wspomniałem też, że w przypadku FPS-ów Thermaltake Dracco Captain błyszczy głównie w trybach dla jednego gracza. Wynika to z faktu, że nierówność w jakości odwzorowania poszczególnych tonów może utrudniać zadanie w grach, w których istotne jest rozeznanie „na ucho”. Chociażby w CS odgłosy kroków wydają się mniej słyszalne od reszty otoczenia. Słowem, jeśli chcesz grać w produkcje, w których strzały, huki i wybuchy to danie główne, lub też ograniczające się do wyższych tonów, takich jak ludzki głos, Thermaltake Dracco Captain będzie dla ciebie idealny. W przeciwnym razie poszukałbym jednak czegoś innego.2013041210214811-73s

Rozmowa – ot… normalnie

Pozostało jeszcze jedno zagadnienie, mianowicie: jak headset sprawdza się podczas rozmów głosowych? Jako podcaster muszę dbać zarówno o czystość nagrywanego dźwięku, jak i słyszalność tego, co mówią do mnie inni. W tym drugim względzie omawiany zestaw sprawdził się po prostu dobrze. Żadnych zakłóceń czy problemów, gdy ktoś mówił akurat z dalszej odległości od swojego mikrofonu. Dźwięk nie porażał głębią czy mocą, ale też niewiele można mu było zarzucić. Bardzo dobre wrażenie zrobił na mnie mikrofon. Postanowiłem zrobić mały test: podłączyłem Thermaltake Dracco Captain i rozpocząłem nagrywanie podcastu, nic nikomu o zmianie nie mówiąc. Ucieszyło mnie, że chłopaki od razu zauważyli różnicę, dziwiąc się, czemu brzmię tak czysto. Słowem, duże uznanie za jakość mikrofonu.

Muszę jednak przyznać, że produkt ma jedną poważną wadę. Materiał, z którego zrobione są nauszniki kiepsko przepuszcza powietrze. Gdy streamowaliśmy nasz komentarz na żywo do tego, co miało miejsce podczas E3, co ok. 1h musiałem robić chwilę odpoczynku, gdyż miałem wrażenie, że moje uszy znajdują się we wnętrzu mikrofalówki. Gorąc na dworze i zawilgocenie skóry tylko dolały oliwy do ognia, powodując, że słuchawki zaczęły nieprzyjemnie przylegać do uszu. Ma to jednak swoje plusy: dzięki zastosowaniu takich właśnie materiałów, słuch użytkownika jest bardzo dobrze izolowany od dźwięków otoczenia, co jest szczególnie ważne, gdy dzielimy pokój/mieszkanie z innymi osobami.

To jak, panie kierowniku, kupować?

Cóż, to w dużej mierze zależy od preferencji. Thermaltake Dracco Captain to headset mocno profilowany pod konkretną grupę użytkowników. Dźwięk jest dość mocno zniekształcony, co daje świetny efekt w jednych zastosowaniach, jednocześnie niszcząc go w innych. Jeśli słuchasz głównie ciężkiej muzyki i grasz przede wszystkim w dynamiczne, singlowe shootery – polecam. W przeciwnym przypadku radziłbym poszukać czegoś innego.