Nie tak dawno miałem okazję testować dla Was smartfon Motorola Z3 Play, której największym atutem (moim zdaniem) były autorskie moduły Motoroli. Tym więc razem chciałbym przedstawić Wam właśnie kilka z tych modułów. Czy to coś innowacyjnego, czy może zupełnie bezużytecznego? Sprawdźmy to!

Słowem wstępu

Na początku warto zaznaczyć, że moduły Motoroli są tworzone właśnie przez tę firmę i oferują kompatybilność z następującymi smartfonami:

  • Motorola Moto Z3
  • Motorola Moto Z3 Play
  • Motorola Moto Z2 Play
  • Motorola Moto Z Play Droid
  • Motorola Moto Z Play
  • Motorola Moto Z Force Droid
  • Motorola Moto Z Force
  • Motorola Moto Z Droid
  • Motorola Moto Z

Obecnie na rynku (a mam tutaj na myśli ofertę z aplikacji Moto Z Market jest dostępne aż 15 modułów. Wśród nich znajdziemy m.in. TurboPower Pack, Moto Gamepad, JBL Soundboost 2, Polaroid Insta-Share, Hasselblad True Zoom, Insta-share projector i Moto 360 camera, które właśnie miałem okazję przetestować. Zacznijmy może od najtańszych, bo (zdradzę Wam to już teraz), to właśnie one są znacznie bardziej uniwersalne. A więc, jako pierwszy na tapet wylądował TurboPower Pack, czyli etui, pełniące funkcję zapasowej baterii dla Waszego smartfona.

TurboPower Pack

A więc najtańszy mod, który kosztuje 299 złotych z pewnością będzie dobrym wyborem dla wszystkich. Kto bowiem nie chce, aby bateria w jego smartfonie działała jak najdłużej? TurboPower Pack jest swoistym następcą dołączanego do Motoroli Z3 Play moda Power Pack, który jest od niego pojemniejszy (3490 mAh) i ładuje się zgodnie z technologią turbopower. Został wykonany głównie z tworzywa sztucznego, gdzie lwią część powierzchni ozdabiają liczne rowki poprawiające nasz chwyt. Znajdziemy na nim logo motoroli na środku, przycisk poprzedzający cztery diody (informujące nas o poziomie baterii) oraz wejście USB typu C do ładowania.

Naładowanie go od 0 do 100% zajmuje nieco ponad półtorej godziny, które następnie przekładają się na dodatkowe 8 godzin użytkowania telefonu. Przy włączonym trybie ładowania na maksa udało mi się uzyskać wynik z 5% do 85% w około 95 minut. Testy zostały jednak przeprowadzone przy włączonym telefonie i aplikacjach w tle. Wynik jest więc zadowalający, co zmusza mnie do polecenia TurboPower Pack.

Moto Gamepad

Cenowo jest to podobny mod do poprzedniego. Dorwiecie go już za 329 złotych, co stawia Moto Gamepad na podium jednego z najciekawszych gadżetów dla mobilnego gracza. W pudełku czeka na nas dodatkowo odrobina papierologii oraz sznurek, który możemy zamontować do kontrolera. Ten jest dosyć niestandardowy, ponieważ przemienia naszą Motorolę w coś na kształt konsoli. Ponownie mamy tutaj do czynienia z wszechobecnym plastikiem o matowym wykończeniu z ciekawą fakturą na plecach. Tam znalazło się również logo serii Y od Lenovo. Tradycyjne połączenie czerwieni z czernią potęguje fakt, że ten sprzęt jest przeznaczony dla graczy.

Motorola oddała w nasze ręce dwie gałki, 4 tradycyjne przyciski (X, Y, A, B), cztery podświetlane pod palcami wskazującymi oraz trzy funkcyjne. Ostatecznie jednak (sprawdziłem to w kilku grach) użytek zrobicie wyłącznie z tych dwóch pierwszych zestawów, ponieważ reszta nie ma specjalnego użycia, a funkcyjne momentami działają niezrozumiale, co niezbyt mi się podoba. Wszystko przez to, że Gamepad obsługuje wyłącznie te gry, które są dostępne w ramach wymaganej aplikacji. Pad działa jednak poprawnie, nie ma zbyt odczuwalnych opóźnień i zdecydowanie umila grę na smartfonie. Jak za 329 złotych – wręcz obowiązek dla zapalonego gracza mobilnego. Jednak należy pamiętać, że nie wszystkie gry są (oficjalnie) wspierane przez ten sprzęt. Małym minusem jest obowiązek ładowania kontrolera co około 7 godzin.

JBL Soundboost 2

I coś dla fanów muzyki. Motorola we współpracy z JBL stworzyła mod Soundboost 2, którego dorwiecie za 449 zł. W pudełku nie znajdziemy nic ciekawego poza samą nakładką, która jest cholernie gruba. Świadczy to jednak dobrze o samej wytrzymałości, do której Motorola naprawdę się przyłożyła. Mamy tutaj do czynienia z metalową siatką na głośniki, które otacza matowe tworzywo sztuczne. Ważne są tutaj jeszcze dwa elementy – rozsuwana metalowa „nóżka” w formie podstawki kątowej oraz złącze USB typu C do ładowania. To będziemy zmuszeni wykonywać co około 9 godzin.

Konstrukcja została ponadto zabezpieczona przed wilgocią, a dokładnie lekkim deszczem i przypadkowymi zachlapaniami. Nad jakością muzyki nie będę się długo rozwodził – wyobraźcie sobie po prostu głośnik bluetooth z dwoma membranami w trybie stereo. To identyczny poziom. Na szczęście JBL zapewnił nam wsparcie specjalnej aplikacji, w której znajdziemy prosty equalizer oraz tryb Diract Panorama Sound. Ten imituje przestrzenność i robi to w całkiem dobrym stylu… ale w filmach, a nie utworach muzycznych. Jeśli szukacie czegoś na rozkręcenie imprezy w dobrym stylu albo jakiegoś ulepszenia z podstawowego głośnika w smartfonie, to Soundboost 2 z pewnością Was nie zawiedzie.

Polaroid Insta-Share

Wchodzimy więc nieco wyżej – zarówno w kwestii innowacyjności… jak i ceny. Polaroid Insta-Share to nic innego, jak mod w formie (kto by wywnioskował to po nazwie?) polaroida, za pomocą którego uwiecznicie najlepsze momenty. Oczywiście o ile będziecie mieli sam mod, który kosztuje 749 złotych oraz odpowiednią ilość papieru (w zestawie znajdziemy jedną paczkę x10 karteczek). Arkusze wkładamy do odpowiedniej luki w widocznym wybrzuszeniu (ukrywaną przez klapkę), co jest chyba jedyną z tak ciekawych elementów fizycznych. Możemy jednak liczyć również na przycisk „migawki”, złącze ładowania USB typu C oraz przycisk, który wyświetla nam poziom baterii. Ta z pewnością wystarczy na ponad 10 zdjęć przewidzianych w dołączonym zestawie karteczek. Zaraz po podłączeniu moda otrzymamy odpowiednią pomoc w formie tutoriala, który ostatecznie zmusi nas do pobrania specjalnej aplikacji.

W niej edytujemy zdjęcia pod kilkoma kątami, zanim wciśniemy „drukuj”, po czym dzieje się magia. Drukowanie zdjęcia zajmuje kilka sekund, ale finalny wynik odbiega znacznie od kolorystyki i kontrastu materiału źródłowego. Źle nie jest i z pewnością rozpoznacie te fotografie po kilku miesiącach, ale nie możecie oczekiwać perfekcyjnego odwzorowania kolorów. Zresztą – sami oceńcie:

Warto również wspomnieć o tym, że mod nie wymaga uzupełniania tuszu. Wszystko dzięki magicznemu papierowi o wielkości 2×3-cali, który na dodatek posiada powłokę przylepną po odklejeniu tej zabezpieczającej. Za paczkę 50 arkuszy Polaroid Premium 2×3” ZINK Paper przyjdzie nam zapłacić 24,99$ (+ przesyłka).

Hasselblad True Zoom

To modyfikacja, która z Waszego smartfona zrobi tradycyjny aparat cyfrowy… ale bez specjalnego efektu „wow” i za 1099 złotych. Wszystko przez to, że Hasselblad oferuje tak naprawdę trzy istotne cechy. Najważniejszą jest zdecydowanie 10-krotny zoom optyczny, zapisywanie w formacie RAW i obecność lampy xenonowej (lepszej od LED). W samym pudełku znajdziemy nie tylko moduł, ale również specjalne etui umożliwiające nam bezpieczny transport sprzętu. Aparat posiada w sumie trzy elementy, które nas interesują – spust migawki, „dźwignię” zoomu oraz przycisk włączania i wyłączania. Ogromny plus dla producenta za brak potrzeby ładowania całości.

Jakości xenonowej lampy niestety nie mogłem specjalnie sprawdzić, ale w teście optycznego zoomu zdecydowałem się na proste porównanie. Różnice z pewnością zauważycie, więc jeśli potrzebujecie dodatkowego zoomu, na którym nie stracicie jakości w wielkim stopniu, to już wiecie, na jaki moduł się zdecydować.

Insta-share projector

Cena? 1299 złotych. Użyteczność? Niezbyt wielka. Projektor to jednak projektor, więc należy go stosownie przetestować. Insta-share został wykonany w naprawdę dobrym stylu, o którego przetrwanie dba woreczek służący do transportu. Ponownie mamy tutaj do czynienia z przeważającą ilością tworzywa sztucznego, które na środku dopełnia rozkładana podstawka ze szczotkowanego aluminium. Na górnej krawędzi znajdziemy w sumie trzy ważne elementy – soczewkę projektora, pokrętło ostrości oraz przycisk włączenia. Ten naciśnięty jednorazowo uaktywnia nakładkę, w ramach której dostosujemy proporcje oraz jasność ekranu. Z kolei na dolnej krawędzi znajdziemy złącze USB typu C do ładowania baterii o pojemności 1100 mAh.

Niestety ten projektor nie należy do specjalnie najlepszych. Odtwarza obraz o rozdzielczości 854×480, a jego jasność wynosi 50 lumenów, a sam kontrast opiewa na wartość 400:1. Oznacza to tyle, że nawet w półmroku nie macie co liczyć na dobre odwzorowanie zaciemnionych scen. W tych jasnych jest całkiem nieźle, ale to w zupełnej ciemności Moto Insta-share sprawdza się najlepiej. Nie jest to oczywiście nic dziwnego. Sama jakość obrazu nie powala, ale jak na projektor, który podpinacie do telefonu jest zadowalająca. Na wbudowanej baterii nie będziecie jednak w stanie zapewnić sobie długiego seansu – około 55 minut to maks, na jaki możecie liczyć.

360 camera

Moto 360 camera jest najdroższym modułem z oferty Motoroli. Nie będę ukrywał – cena ponad 1400 zł nie należy do najniższych, ale jestem w stanie pojąć, skąd się wzięła. No na pewno nie z wykonania, które tutaj ogranicza się do prostej nakładki zakończonej 360-stopniową kamerą. Ta posiada całkiem sporo dodatków, które sprawdzą się raczej w przypadku wypadów w ciekawe miejsca. Moduł umożliwia nagrywanie i robienie zdjęć w 360 stopniach, co zapewniają szerokokątne 13 Mpx obiektywy o jasności f/2.0. Całość uzupełnia możliwość nagrywania dźwięku w 3D za pomocą 4 mikrofonów. Producent chwali się, że nagrania są wykonywane w 360-stopniach przy rozdzielczości 4K w 26 FPSach. Szkoda tylko, że nie wspomina o braku (nawet optycznej) stabilizacji.

Ten moduł posiada również specjalny edytor treści już po zapisaniu zdjęcia lub nagrania oraz oferuje trzy tryby podglądu aktualnie tworzonego ujęcia. Całość dopełnia tryb szerokokątny. Po stronie jakości jest dobrze, choć nie mam specjalnego porównania do innego, ale podobnego sprzętu. Poniżej podrzucam moje ujęcia (wybaczcie – żaden ze mnie fotograf).

Werdykt

Dobra, mam nadzieję, że już sami doszliście do wniosku, czy moduły Motoroli kompatybilne z serią Motorola Z, które będą jeszcze istnieć na rynku przez długie lata. Pewnie jesteście takiego samego zdania, co ja, a mianowicie, że w większości przypadków jest to dodatek okropnie sytuacyjny. Z jednej strony są to naprawdę ciekawe dodatki, porządnie wykonane i zadowalające pod kątem oferowanych  możliwości. Jednak kupno w ciemno polecam wyłącznie w przypadku pokrowców pełniących rolę dodatkowej baterii. Kwestią sporną pozostaje cena tych szczególnych modułów, ponieważ momentami jest całkiem wysoka. Jeśli potrzebujecie prostego projektora, całkiem precyzyjnego polaroida na wakacje (choć cena papieru jest dosyć spora), głośnika do rozkręcenia imprezy albo słuchania muzyki w domu, kontrolera zmieniającego Z3 Play w (pozwólcie na nadużycie) przenośną konsolę, kamerę z 360-stopniowym obiektywem, czy prostego sposobu na zmianę swojego telefonu w aparat fotograficzny, to czemu nie? Przy najbliższej okazji wybierzcie kompatybilnego z tymi modułami smartfona i problem z głowy, a rozwiązanie dosłownie na wyciągnięcie ręki.

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej