Co ma do zaoferowania klawiatura membranowa Challenger w cenie najtańszego mechanika? Czy na pozór bezużyteczne dodatki będą w stanie zapewnić propozycji od Tt eSPORTS jakąkolwiek renomę?

Pudełko i dołączone wyposażenie

Challenger sygnowany logiem Tt eSPORTS przybywa do nas w kartonie utrzymanym w typowo gamingowej kolorystyce. Po jego otwarciu ukazuje nam się dodatkowa osłona opisująca najważniejsze cechy produktu i skrywająca instrukcję obsługi (również w języku polskim), płytę miniCD ze sterownikami oraz książeczkę rozprawiającą o warunkach gwarancji. W małym woreczku znajdziemy również dwa ”fałszywe klawisze”, dwie zapasowe zaślepki na złącza dla wentylatora i kluczyk do ściągania keycapów.

Pierwsze wrażenie jest naprawdę pozytywne i początkowo myślałem, że trafiła do mnie jakaś nowa, high-endowa klawiatura. Wyobraźcie sobie moje zaskoczenie, gdy dowiedziałem się, że Challenger ma na karku już 8 lat, a jego cena oscyluje w granicy 150 złotych.

Specyfikacja techniczna

  • Klawiatura membranowa
  • Wymiary 480 X 205 X 25 mm
  • Brak podświetlenia klawiszy
  • Podkładka pod nadgarstek
  • Kolor czarny z elementami czerwieni
  • 2-metrowy przewód w oplocie zakończony złączem USB z pozłacanymi stykami
  • Dołączone złącze USB
  • Zintegrowany wentylator
  • 32 KB wewnętrznej pamięci
  • Wytrzymałość klawiszy do 10 mln kliknięć
  • Klawisze multimedialne
  • Obsługa 3 profili z 6 makrami
  • Częściowy N-Key Rollover
  • Odświeżanie na poziomie 500 Hz
  • 24-miesięczna gwarancja

Materiały i wykonanie

Początkowy zachwyt kartonem i profesjonalnym opisem przechodzi do historii w momencie, kiedy weźmiemy klawiaturę Challenger do ręki. Jej obudowa została wykonana w całości z cienkiego tworzywa sztucznego, którego użyto również przy produkcji klawiszy (keycapów). O ile podoba mi się jego faktura, to wytrzymałość już niezbyt. Cała konstrukcja ugina się praktycznie na całej długości nawet przy znikomym nacisku. Nie przeciwdziała temu nawet zbyt mała podkładka pod nadgarstki, na której znalazło się podświetlane logo producenta będące jedynym źródłem światła na klawiaturze.

W przypadku kwestii stabilności na biurku nie jest tak źle, ale wyłącznie do momentu, kiedy podniesiemy konstrukcje na dwóch nóżkach. Pomimo tego, że są naprawdę wytrzymałe, to ich podstawy nie zabezpieczono żadnymi podkładkami antypoślizgowymi, co daje się we znaki zwłaszcza na dużych podkładkach materiałowych. Sam design został utrzymany w raczej typowym dla podobnego sprzętu stylu. Połączenie czerni i czerwieni (w postaci podświetlanego loga i bocznych wstawek) pozostawię bez komentarza, ponieważ jest na tyle sztampowe, że występuje na równi ze słowem GAMING w nazwie produktu.

Model Challenger ma jednak dwa asy w rękawie. Jednym z nich jest demontowalny wiatraczek, a drugim wbudowane złącze USB, które bez problemu może służyć za interfejs dla pendrive, czy myszki. Dołączenie wspomnianego chłodzenia wymusiło na producencie dodanie dwóch specjalnych złącz (ukrytych pod gumowymi zaślepkami) oraz wnęki odpowiedzialnej za przechowywanie wiatraczka. Warto również wspomnieć o małym kanaliku pozwalającym na schludne odprowadzenie 2-metrowego, grubego przewodu w oplocie zakończonego złączem USB z pozłacanymi wtykami.

Podświetlenie

Niestety w tym modelu jedynym podświetlanym miejscem jest logo producenta na podstawce pod nadgarstki. Szkoda, bo w ciemnych miejscach nie obejdziemy się bez dodatkowego źródła światła. Wprawdzie zastosowana czcionka jest czytelna, ale nie przekonuje mnie zastosowanie zwyczajnych naklejek na keycapach, które z pewnością nie należą do najtrwalszych.

Oprogramowanie i funkcje

Zapisywanie ustawień do klawiatury odbywa się za pomocą wbudowanych 32 KB pamięci. Sama aplikacja sprawia wrażenie niedopracowanej i jest dosyć toporna w użyciu. Pozwala nam na wybranie trzech profilii (te możemy przełączać za pomocą klawiszy multimedialnych) i zapisanie do 6 makr. Challenger obsługuje również częściowy N-Key Rollover i blokadę klawisza Windows, posiada 7 klawiszy multimedialnych wśród 104 klawiszy w układzie US, w którym dodatkowo zamieniono miejscami przycisk Windowsa z funkcyjnym. W razie potrzeby możemy całkowicie wyłączyć z działania dwa przyciski za pomocą dołączonych w akcesoriach „fake keycapów„.

Test przełączników i kwestia ergonomii

Początkowo byłem pewny, że zastosowany mechanizm nie bazuje na membranie, a na pół-mechanicznych rozwiązaniach. Jego droga pracy jest praktycznie zero-jedynkowa, działanie stosunkowo ciche, a responsywność zadziwiająco wysoka. Z pewną dozą dystansu mógłbym porównać je nawet do produktu Razera, a dokładnie keypada Tartarus V2, którego swojego czasu testowałem. W skrócie, pozytywne zaskoczenie, które według producenta ma wytrzymać około 10 milionów aktywacji.

Warto również wspomnieć co nieco o dołączonym wentylatorku, który ma za zadanie chłodzić naszą dłoń podczas naprawdę gorączkowej rozgrywki. Ten jest całkiem głośny i dmucha z siłą przyjemnego podmuchu, który przyjmowała moja dłoń znajdująca się na myszce z błogim wytchnieniem. Przecież nikt nie zabraniał obrócenia tego dodatku w stronę przeciwną do klawiatury, czyż nie? Moim zdaniem jest to całkiem fajny dodatek, który możemy wspomóc dodatkowym wiatraczkiem podpiętym do zintegrowanego złącza USB.

Podsumowanie

Połączenie marnej jakości materiałów, przeciętnego wykonania, braku podświetlenia i nieprzemyślanego oprogramowania zdecydowanie przeważa pozytywy w postaci naprawdę dobrego mechanizmu klawiszy oraz dodatków w postaci złącza USB i wiatraczka. Nic dziwnego, Challenger na karku ma już 8 lat, a w tamtym okresie trudno było dorwać wysokiej jakości klawiatury w przystępnej cenie. Dziś jednak porządne mechaniki dorwiemy już za 200 złotych, które nie tylko zadowolą nas wykonaniem, ale również zaawansowanym podświetleniem. Swoją drogą, patent z wentylatorem chyba się nie przyjął, ponieważ próżno szukać go w teraźniejsze propozycjach Tt eSPORTS.

Kolejny artykuł znajdziesz poniżej