Sprzęt od Logitech zawsze potrafił mnie zaskoczyć… może nie za każdym razem pozytywnie, ale coś w nim musi być, że pamiętam praktycznie każdy test produktów od tego producenta. Tym razem na mój testowy stół trafiła klawiatura G910 Orion Spectrum. Oczywiście nie jest to jakaś nowość na rynku, ale i tak wielu graczy może myśleć nad tym, czy zwyczajnie warto ją kupić. A więc? Sprawdźmy to!

Pudełko i dołączone wyposażenie do G910 Orion Spectrum

W przypadku pudełka Logitech poszedł w pewną dla siebie tradycję. Pierwsze pudło z cienkiego kartonu pełni jedynie aspekt wizualny i informacyjny, a w nim znajduje się drugi, czarny i znacznie bardziej wytrzymały karton. W nim czeka na dobrze zabezpieczona klawiatura, podpórka (a tak naprawdę dopełnienie podpórki) pod nadgarstki oraz wielojęzykowa dokumentacja.

Najważniejsze cechy G910 Orion Spectrum

  • Pełnowymiarowa klawiatura z licznymi dodatkami
  • Materiał: głównie tworzywo sztuczne
  • Przełączniki ROMER-G
  • Wymiary: 505 x 21.00 x 3.43 cm
  • Waga: 1500 gramów
  • 180-centymetrowy przewód gumowy USB
  • Podświetlenie RGB z możliwością wpływania na kolor każdego klawisza z osobna
  • Wsparcie autorskiej i rozbudowanej aplikacji Logitech Gaming
  • Przyciski multimedialne, funkcyjne i dedykowane dla makr
  • Pełny N-Key rollover dla 113 klawiszy

Materiały, design i wykonanie G910 Orion Spectrum

Na początek warto zaznaczyć, że ta klawiatura od Logitecha jest naprawdę spora. W moich oczach, czyli odwiecznego miłośnika smukłych konstrukcji TKL, G910 Orion Spectrum jest zwyczajnie ogromna! Jej nieregularna i dosyć oryginalna obudowa została wykonana w całości z tworzywa sztucznego, choć 1,5-kilogramowa waga nie mogła wziąć się znikąd, dlatego jestem prawie pewien, że w środku znajduje się jakaś metalowa blaszka. Szkoda niestety, że nie postawiono na aluminium lub metal na widocznej części obudowy. Znacznie polepszyłoby to aspekt wizualny, który moim zdaniem odrobinę zaniedbano. Co tu dużo mówić – G910 Orion Spectrum nie wygląda na klawiaturę z najwyższej półki, którą przecież jest! No, chyba że to tylko moje wrażenie.

Zacznijmy jednak od podstawy, czyli poszczególnych elementów. Ten model posiada głównie obłe kształty, na które składają się np. charakterystycznie ścięte boki „na zewnątrz”. Całość składa się głównie z matowego tworzywa sztucznego, choć (zintegrowaną) podkładkę pod nadgarstki i ozdobny element na bokach wykonano ze „śliskiego” (glossy) plastiku. Podkładka i tak jest bezużyteczna w takim wydaniu, więc nałożenie na nią nakładki o chropowatej powierzchni wpływa pozytywnie na ogólny design. Uzupełnia go jeszcze podświetlana nazwa modelu G910 w podkładce (za przezroczystą „szybką” – uwielbiam), podświetlana litera „G” w lewym, górnym rogu… i w sumie tyle. Reszta elementów nie znalazła się tutaj przez przypadek.

Funkcjonalne aspekty G910 Orion Spectrum

I tak w prawym górnym rogu mamy zestaw fajnie skrojonych przycisków multimedialnych, pokrętła regulacji głośności, przycisku (de)aktywacji podświetlenia oraz tego, który aktywuje tryb GAMINGOWY. Idąc dalej w lewo, czeka na nas niebieska, możliwa do wysunięcia półeczka, gdzie możemy umieścić swój smartfon. Z kolei na lewej stronie czeka na nas esencja tej klawiatury, czyli rozbudowane możliwości makr. Mowa o dodatkowych przyciskach od G1 do G9, trzech przyciskach „MR” oraz jednym „MR”, o których nieco później.Tak się bowiem składa, że nasza przygoda z G910 Orion Spectrum dopiero się zaczyna.

Na oddzielny akapit zdecydowanie zasługują niespotykane nigdzie indziej nakładki na przełączniki (lub jak wolicie – klawisze/keycapy). Te nie są bowiem ukształtowane w tradycyjne „dolinki”, a ostro wyżłobione. Jedni to pokochają, a drudzy znienawidzą, choć mi ten pomysł przypadł do gustu. Tego samego nie mogę niestety powiedzieć o samym materiale, który jest po prostu okropnie śliskim plastikiem, który podczas pisania sprawia wrażenie, że nasze opuszki zwyczajnie „przyklejają się” do powierzchni.

Na spodzie klawiatury nie czeka nas nic specjalnego. Ot sześć solidnych podkładek antypoślizgowych oraz dwie tradycyjne nóżki ze swoją własną warstwą gumy. Niestety nawet tutaj doszukałem się problemu, który zauważyłem już po podłączeniu G910 do komputera. Same nóżki są zwyczajnie za małe, co sprawia, że nie możemy ponieść całości tak wysoko, jak w przypadku innych klawiatur. To kompletnie zdyskwalifikowało ten model w moich oczach, bo przez taki szczegół pisanie nie było dla mnie wygodne. Przewód USB również nie przypadł mi do gustu, ponieważ jest nie tylko cholernie masywny, ale również umieszczony w tanim gumowym oplocie. No cóż, nie wygląda to estetycznie… zwłaszcza za taką cenę.

Oprogramowanie G910 Orion Spectrum

Od dawna uważam, że oprogramowanie, jakie Logitech dostarcza do swoich produktów, jest zdecydowanie jednym z najlepszych. Nie tylko pod kątem interfejsu, przejrzystości oraz intuicyjności, ale również użyteczności. Aplikacja Logitech Gaming Software na PCta pozwala nam na tradycyjne zarządzanie klawiaturą – przypisywanie funkcji do poszczególnych klawiszy, nagrywanie makr, dobieranie ustawień zależnie od uruchomionej gry i system zarządzania podświetleniem, to tylko ogólnikowe opisy tego, co znajduje się w każdej zakładce.

Ponadto z apką na PC można połączyć oprogramowanie Arx Control na systemy Android oraz iOS. To posiada 4 główne zakładki. Jedna pozwala nam na zdalne odpalenie gry, druga na monitorowanie stanu komputera pod kątem zużycia komponentów, trzecia przenosi na ekran tradycyjnych klawiszy multimedialnych, a czwarta daje nam podgląd na ustawione wcześniej gamingowe funkcje pod klawiszami G1-G9. Fajny bajer, zwłaszcza, że smartfon mamy nieustannie pod ręką, a w przypadku G910 Orion Spectrum – w wysuwanej na topie stacyjce. Może i lichej, plastikowej, ale lepsze to niż nic.

Funkcje G910 Orion Spectrum

Zdecydowanie najważniejszą cechą tej klawiatury są dodatkowe klawisze, które w połączeniu z trzema (M1-M3) mogą obsłużyć aż 27 różnych makr. Z ich działaniem nie było żadnego problemu, jak w przypadku przycisków multimedialnych oraz rolki zmiany poziomu głośności. Na wyróżnienie zasługuje również pełny N-Key rollover oraz wspomniana powyżej „półeczka” na smartfona:

System podświetlenia G910 Orion Spectrum

Pod tym kątem propozycja Logitecha z pewnością zachwyci wszystkich miłośników podświetlenia. O ile podświetlenie multimedialnych klawiszy zawsze jest niebieskie, to pozostałe przyciski (w tym logo „G”) mogą mienić się na cały zakres dobrze odwzorowanego zakresie RGB. Początkowo sądziłem, że pod każdym przełącznikiem znajduje się multum diod, ale nie – to tylko jedna, która oświetla sprytny przezroczysty panel z licznymi regularnymi wypustkami. Te (przynajmniej mam taką nadzieję) sprawiają, że światło rozchodzi się całkiem równomiernie po całej czcionce. Widać to zwłaszcza na WASD, strzałkach i klawiszach makr od G1 do G9. Te nie mają bowiem jedynie wyżłobionego znaczku, ale również linie, co możecie zobaczyć poniżej:

Oczywiście opisana powyżej aplikacja pozwala ingerować również w efekty podświetlenia. Wśród nich znajdziemy „swobodny styl”, w którym przypisujemy kolor do każdego klawisza z osobna, tryb „stref”, gdzie podświetlamy wyłącznie potrzebne np. do gier strefy przycisków, „polecenia” podświetlający aktywne klawisze podczas grania, z góry zaprogramowane efekty oraz opcja stworzenia swoich własnych z uwzględnieniem animacji! Całość dopełnia oczywiście możliwość wybrania dowolnego koloru z zakresu RGB.

Test przełączników w G910 Orion Spectrum

Sprężyste Romer-G na początku zapowiadały się na coś świeżego na rynku i niepowtarzalnego. Tak przynajmniej sądziłem po oficjalnych informacjach, którymi Logitech zachwalał swoje autorskie rozwiązania w każdym momencie. Te cechują się wyczuwalnym momentem przeskoku zaraz przed momentem aktywacji, która występuje na odległości 1,5 mm, gdzie łączna droga pracy wynosi 3,2 mm. Dodajmy do tego wytrzymałość rzędu 70 milionów aktywacji i siłę do niej potrzebną rzędu 45 gramów i co tu dużo mówić – ideał na papierze. No, niestety tylko na nim, ponieważ w praktyce sprężyste Romer-G działają jak… rozwiązania półmechaniczne z przeważającymi cechami prosto z membranowych wersji. Trudno mi nawet opisać, dlaczego pisanie na G910 Orion Spectrum nie było dla mnie przyjemne, ale spróbuję.

Są to oczywiście niuanse, które nieprzewrażliwieni „klikacze” zniosą, ale (szczerze mówiąc) nawet ja się do nich zaliczam i ta wersja Romer-G kompletnie nie przypadła mi do gustu. A jest to naprawdę niebywałe, że jakieś przełączniki kompletnie mi się nie spodobały! Pewnie wszystko przez ten dziwny moment aktywacji, który odczuwamy, jak ocieranie się plastiku, a nie tradycyjny przeskok w formie jakiejś metalowej zapadki. Uważam jednak, że to problem ze mną, a nie z klawiaturą, ponieważ Logitech swoimi GX Blue dosłownie podbił moje klawiaturowe serce. Tradycyjnie więc – jedni sprężyste Romer-G polubią, a drudzy (zwłaszcza fani renomowanych przełączników mechanicznych) znienawidzą.

Podsumowanie G910 Orion Spectrum

Pewnie wielu z Was pomyśli, że jestem szalony, ale najważniejsze dodatki, jakie oferuje G910 Orion Spectrum, znajdziemy już w modelach za 100 złotych. Mam tutaj na myśli oczywiście dodatkowy zestaw klawiszy makr, ponieważ pod kątem materiałów i przełączników te tańsze klawiatury będą oczywiście daleko w tyle. Jednak problem z tą propozycją Logitecha jest taki, że w swojej cenie oferuje zwyczajnie za mało, aby ktokolwiek mógł polecić ją z przysłowiowym „czystym sercem”. Sam nie wiem, co producent myślał przy ustalaniu ceny (obecnie G910 Orion Spectrum dorwiecie za około 630 zł), ale moim zdaniem nie jest usprawiedliwiona niczym szczególnym, a zwłaszcza nie przełącznikami Romer-G, które są średnie. Może i wytrzymają te 70 milionów aktywacji, ale wolałbym klikać 50 milionów razy w dobre mechaniczne Blue lub Brown, niż w te od Logitecha. Jeśli jednak uwzięliście się na klawiaturę Logitech i musicie już jakąś kupić, to z czystym sercem polecam model G513 Carbon. To dopiero arcydzieło!

Wszystkie powyższe zdjęcia zostały wykonane za pomocą telefonu Wiko View 2 Pro

    Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!