WRÓĆ DO STRONY
GŁÓWNEJ
Testy

Test klawiatury mechanicznej Lenovo Y

Podczas gdy wielu producentów oszczędza na materiałach i robi jak najbardziej smukłe, wąskie i zwarte konstrukcje, Lenovo Y wyróżnia się na ich tle swoimi rozmiarami i kształtem, co powinno spodobać się wielu graczom. Jak jednak sprzęt sprawdza się w praktyce? Przekonajmy się!

Pudełko i dołączone wyposażenie

Lenovo Y wita się z nami naprawdę solidnymi rozmiarami pudła utrzymanym w czarno-czerwonej kolorystyce i informującym nas o najważniejszych cechach produktu. Dodatkowo producent przewidział małe wycięcie na klawisze, co pozwala sprawdzić ich pracę przed zakupem. Po rozpakowaniu kartonu czeka na nas drugi, cały biały, który skrywa klawiaturę, instrukcję obsługi, kartę gwarancyjną, podkładkę oraz przewód/adapter jack 3.5 mm. Wszystko to zostało porządnie zabezpieczone za pomocą pianek oraz plastikowej obwoluty. Gwarancja wynosi 24 miesiące.

Specyfikacja techniczna

  • Pełnowymiarowa klawiatura mechaniczna
  • Przełączniki Kailh Red o wytrzymałości do 50 mln kliknięć
  • Wymiary: 520 × 190 × 38 mm
  • Waga: 1500 gramów
  • 150-centymetrowy przewód USB/jack w materiałowym oplocie
  • Czerwone podświetlenie z regulacją jasności
  • Wsparcie oprogramowania
  • Przyciski makr, multimedialne i funkcyjne
  • N-Key rollover
  • Możliwość zablokowania klawisza Windows
  • Układ QWERTY z “wąskim enterem“
  • Wbudowany port USB oraz dwa jack 3.5 mm

Materiały i wykonanie

Lenovo Y to cholernie ciężkie bydle… bo jak inaczej można określić wagę sięgającą półtora kilograma? Zwłaszcza w momencie, kiedy zauważymy brak metalowych elementów na obudowie. A skąd wziął się taki ciężar? Pewnie z samej konstrukcji o wymiarach 520 × 190 × 38 mm w najbardziej wysuniętych miejscach. Całość pokrywa matowe tworzywo sztuczne, które na szczęście nie wygina się w wielkim stopniu i sprawia wrażenie naprawdę solidnego. Ma to pewnie uzasadnienie w samym kształcie bryły, która przepełniona ostrymi kątami prezentuje się agresywnie i wręcz gamingowo, co nie wszystkim musi oczywiście się podobać.

Podobnie jak rozstaw klawiszy, których liczba przebija znane mi dotąd modele. Mowa bowiem nie tylko o głównych i tradycyjnych blokach, ale również sześciu klawiszach makr z lewej strony i 14 klawiszach funkcyjnych oraz multimedialnych, które znalazły się na całej długości góry konstrukcji. Oddziela je typowa dla serii Lenovo Y (uwaga) enigmatyczna litera… Y na samym środku. Moim zdaniem takie rozdzielenie przycisków wyszło klawiaturze na dobre, bo cała jej powierzchnia została w pewnym stopniu wykorzystana. Co ważne, każdy przycisk wyprofilowany na modłę lekkiej dolinki został podświetlony w wyraźną czerwienią, co dopełnia podświetlane logo Y.

Z kolei na spodzie Lenovo Y nie znajdziemy nic specjalnie innowacyjnego. Ot pięć naprawdę sporych podkładek antypoślizgowych, które w połączeniu z wagą zapewniają idealną przyczepność na wszystkich powierzchniach, tradycyjne nóżki o dość miernej jakości (niestety bez powierzchni gumowej) oraz dwa wejścia na element łączący klawiaturę z podkładką. Ta została wykonana z podobnego materiału, ale jej faktura jest pościelona gęsto miniaturowymi rombami. Zupełnie jak klawisz spacji, co jest jak najbardziej pozytywnym dodatkiem. Sama podkładka mogła być jednak odrobinę wyższa i głębsza, o czym producenci zdają się często zapominać. W moim przypadku podkładce brakuje około 2 centymetrów, aby nadgarstek znalazł sobie na niej swoje miejsce.

Na koniec warto poruszyć kwestię wbudowanego z prawej strony HUBu z pojedynczym portem USB oraz dwoma jack 3.5 mm. Tłumaczy to zastosowanie okropnie grubego i masywnego przewodu, który został zakończony dwoma złączami USB i dwoma jackami 3.5 mm. Oczywiście do tradycyjnego użytkowania klawiatury wystarczy nam podłączenie za pomocą jednego USB. Sam HUB jest jak najbardziej użyteczny (choć wolałbym mieć go z lewej strony), a w razie słuchawek zakończonych wyłącznie jednym jackiem możemy zastosować dołączoną w zestawie przejściówkę.

Oprogramowanie

Lenovo Y posiada dedykowane oprogramowanie, które musimy pobrać ze strony producenta. To jest oczywiście niezbędne do wyciśnięcia stu procent z tej klawiatury. Wybierzemy w niej profil, jego ustawienia, podświetlenie, przypiszemy specjalne funkcje do klawiszy G1-G6 oraz oczywiście nagramy pożądane makra. W razie potrzeby istnieje również możliwość nagrania ich bez aplikacji. Wszystko to zostało nam podane w całkiem przejrzystym i skoncentrowanym na najważniejszych opcjach interfejsie.

System podświetlenia

To niestety jest wyłącznie czerwone, ale na szczęście obejmuje wszystkie klawisze. Nawet multimedialne, funkcyjne i makr! Przyciski są jednak osadzone głęboko w konstrukcji, robiąc na wskroś obecnym trendom „chwalenia się” przełącznikami. Zastosowane diody są jednak spore i sprawiają wrażenie dobrej jakości. Możemy ustawiać ich natężenie na pięciu poziomach i pływać na niezależne od reszty klawisze strzałek i WASD. Czytelna czcionka na wszystkich przyciskach jest równomiernie oświetlona, choć w przypadku cyferek (1-0) dolna część klawisza jest o kilka stopni bledsza. Jest to jednak związane wyłącznie z umiejscowieniem samej diody nad przełącznikiem.

Podświetlane jest również logo Y, którym możemy zarządzać z poziomu aplikacji. Jest to jednak zarządzanie ubogie, bo możemy wpływać na czas świecenia do trybu uśpienia, jasność oraz efekt oddychania.

Test przełączników

Lenovo zdecydował się na przełączniki średniej klasy, czyli Kailh wyłącznie w wersji czerwonej. Te są odrobinę gorsze (choć wyczuwalne wyłącznie dla naprawdę wrażliwych) od Cherry MX, ale znacznie lepsze od rozwiązań Omron. Widać to przy aktywacji klawisza już przy minimalnym wciśnięciu oraz samej pracy, której responsywność i liniowość z pewnością docenicie.

Podsumowanie

Za Lenovo Y przyjdzie nam zapłacić około 250 złotych, co wydaje się całkiem dobrą ceną, ale ściśle związaną z Waszymi oczekiwaniami i preferencjami. Jeśli zależy Wam na rozbudowanym systemie makr, wbudowanym HUBie, sporej wielkości i masywności, a czerwone podświetlenie w idealnym stylu będzie pasować do Waszego stanowiska, to droga wolna. Tak się bowiem składa, że ten model jest z pewnością godny polecenia, ale jego pewna niestandardowość nie zalicza go do propozycji, które z czystym sercem można brać w ciemno.