Niemiecka firma Lioncast coraz odważniej i częściej prezentuje swoje nowe produkty. Tym razem mam okazję przetestować najnowszą klawiaturę mechaniczną tego producenta – LK300 RGB, czyli jeszcze bardziej rozbudowane następcę LK200 RGB.

Pudełko i dołączone wyposażenie

Tradycyjne dla Lioncast połączenie minimalistycznej czerwieni i bieli z pewnością przyciągnie wzrok klienta, który to z pewnością rzuci okiem na wylistowane z tyłu cechy LK300 RGB oraz jej opis. Jeśli zdecyduje się na jej zakup, to rozpakuje w domu dobrze zabezpieczoną klawiaturę, podkładkę i prostą instrukcję obsługi.

Specyfikacja techniczna

  • Pełnowymiarowa klawiatura mechaniczna
  • Przełączniki Kailh Red
  • Wymiary: 44,5 × 220 × 37, mm z podkładką
  • Waga klawiatury: 950 gramów
  • Waga przewodu: 67 gramów
  • Waga podkładki: 100 gramów
  • 180-centymetrowy przewód USB w materiałowym oplocie
  • Podświetlenie RGB
  • Dedykowana aplikacja
  • Przyciski multimedialne, makr i funkcyjne
  • N-Key rollover i anty-ghosting

Materiały, design i wykonanie

Przy projektowaniu LK300 producent poszedł na wskroś gamingowym trendom i zdecydował się na połączenie szczotkowanego aluminium o dosyć ciemnym odcieniu. Mowa oczywiście wyłącznie o górnej powierzchni klawiatury, która została skrojona w ciekawy sposób. Nie jest więc zwyczajnym prostokątem i posiada kilka stylowych nieregularności, które wyróżniają się na tle konkurencji. Zwłaszcza pod takim kątem, że są wykonane po prostu dobrze i z pomysłem zagospodarowania miejsca na klawiaturze. Jedynymi wizualnymi dodatkami są dwie błyszczące się łebki śrubek oraz posrebrzane logo producenta w centrum.

Na górze znalazły się też oczywiście klawisze. Mówimy tutaj o pełnym zestawie 105 przycisków tradycyjnych w układzie US QWERTY. Sprowadza się to do tego, że główny enter jest mniejszy, a jego „odnogę” w górę zastąpił klawisz backslasha. Lioncast postawił jednak na dodatkowe 12 przycisków na przełącznikach tactile. Wśród nich znalazły się te od kombinacji makr oraz nieco bardziej funkcyjne, które dopełnia zestaw multimediów ukrytych od F1 do F12 oraz system zarządzania podświetleniem na bloku z PrintScreenem i klawiszy strzałek.

Spód został tradycyjnie wykonany z plastiku i znajdziemy na nim raczej tradycyjne elementy. Mowa o czterech podkładkach antypoślizgowych oraz dwóch składanych nóżkach warstwą gumy. Te są naprawdę wytrzymałe i prędzej przesuniecie klawiaturę po blacie, niż je złożycie. Właśnie – stabilność LK300 RGB jest bardzo dobra, ale zwyczajnie nie radzi sobie najlepiej na materiałowych podkładkach. Jest to jednak problem trapiący wiele modeli. Na spodzie znalazły się również dwie wnęki przeznaczone do montażu podkładki.

Ta jest całkiem duża i w całości plastikowa. Trzema podkładkami zwiększa stabilność klawiatury, a swoimi gabarytami częściowo wspiera nasze nadgarstki. Sposób jej montażu i demontażu nie jest jednak przyjazny użytkownikowi i jest okupiony ryzykiem złamania cienkich klipsów.

Oprogramowanie

Tutaj producent odrobinę mnie zaskoczył, ponieważ cała aplikacja skupia się na jednej zakładce, w ramach której możemy dostosować podświetlenie, wybrać profil i nagrać makra. Nie ma tutaj okienka z podmianą funkcji poszczególnych klawiszy, czy własnoręcznego programowania podświetlenia… a szkoda.

Funkcje

Mnogości opcji, a raczej kombinacji klawiszy jest tak wiele, że producent powinien jednak zdecydować się na obszerniejszą instrukcję obsługi z opisem wszystkich z nich. Do tej pory nie wiem, co dokładnie robi kilka z przycisków zarządzających podświetleniem – coś się dzieje, ale czym to jest uwarunkowane? Nie mam pojęcia. Zupełnie jak w przypadku klawiszy G1-G5 (pierwotnie mają funkcję od F1 do F5) w towarzystwie z Rec (zapewne record), które pewnie służą do makr, ale jak je aktywować i dostosować? Nie mam zielonego pojęcia. Niestety działająca instrukcja na stronie producenta nie była dostępna w dniu pisania tego testu.

Możemy też liczyć na dobrze sprawdzający się mechanizm przeciwdziałania blokowania się klawiszy, czy niezrozumianym ich aktywacją. W gamingowym żargonie można to określić prosto – nie występuje tutaj N-Key rollover oraz anty-ghosting.

System podświetlenia

Dobrze podana klasyka, czyli RGB i mnogość zróżnicowanych trybów w roli głównej. Podświetlenie zostało oczywiście oparte o pojedyncze diody dla każdego klawisza, którego czcionka oraz jej dopracowanie nie budzi żadnych zastrzeżeń. Jest duża i czytelna, co jest najważniejsze. Samo oświetlenie całego klawisza jest zadowalające, ale jego dolne partie są pozbawione pełnego blasku. Widać to zwłaszcza na przykładzie ikon ukrywających dodatkowe funkcje przycisków. Całość prezentuje się jednak bardzo dobrze i z pewnością rzuci nowy blask na Wasze stanowisko.

Test przełączników

W LK300 mamy do czynienia wyłącznie ze sprawdzonym rozwiązaniem Kailh w postaci czerwonej wersji przełączników mechanicznych. Lioncast zapewnia, że ich 80-milionowa wytrzymałość aktywacji jest wyższa niż ta oferowana przez Cherry MX. Gwoli przypomnienia – Kailh Red cechują się w pełni liniową drogą pracy. Wymagają nacisku rzędu 50 gramów do aktywacji, która następuje już przy pierwszych milimetrach. Innymi słowy – coś idealnego do dynamicznych gier, co jednocześnie sprawia, że pisanie na nich może przysporzyć niektórym wielu problemów w postaci literówek spowodowanych przypadkowym naciśnięciem klawisza obok.

Podsumowanie

Za klawiaturę Lioncast LK300 RGB przyjdzie nam wyłożyć 350 złotych, czyli tradycyjną kwotę, jak na tak rozbudowany sprzęt, który spisał się u mnie wręcz idealnie, a jego jedynym minusem okazała się (dla mnie) mnogość niewyjaśnionych klawiszy i w sumie nieco dyskusyjny sposób montażu podkładki. Z kolei zdecydowanie największym plusem okazał się dla mnie design, który szpeci odrobinę zbyt niska podkładka z plastiku. Gdyby tylko została wzbogacona warstwą pianki oraz stosownym obiciem ze skóry…

Spodobał Ci się ten artykuł? Podaj dalej!